Advertisement

Main Ad

Nic się nie zmienia z AIESECiem

Zaczynając od tego belgijskiego stażu, o którym wspominałam w poprzednim wpisie: miałam rozmowę kwalifikacyjną w ubiegły wtorek, podczas moich zagranicznych wakacji. Połączenie było bardzo słabe, chociaż wyszłam na dwór i stałam w deszczu, nie słyszałam prawie nic z tego, co do mnie mówiono na początku. To był długi monolog o obowiązkach stażysty, potem wypytywali mnie o moją obecną pracę, doświadczenie, oczekiwania i tym podobne. Standardowe pytania. "Dlaczego chcesz się przenieść do Belgii?" Mhmm, dlaczego nie mogę po prostu odpowiedzieć: "Bo nie ma żadnych ofert w Szwecji"?. Powiedzmy, że chyba nie spełniam ich oczekiwań,  nie mając żadnego doświadczenia w podatkach. Tego się spodziewałam i szczerze mówiąc, nawet się ucieszyłam, gdy mi odblokowali profil na dalsze aplikacje.

Ponadto to chyba pierwszy i ostatni raz, gdy widzę coś takiego wśród ofert. Umea... I oczywiście wszystko nie tak, jakbym chciała. Trwa tylko 3 miesiące, zaczyna się za 2 tygodnie. I w informatyce. Ale szczerze powiedziawszy, zobaczenie nazwy tego miasta na liście zaskoczyło mnie. Koniec świata.

Są oferty w Szwecji, niezbyt wiele, ale są. Niestety, nie dla mnie. Obecnie jest 7 otwartych pozycji, ale omijając te dla informatyków (software developers...), te pozostałe są w sprzedaży i marketingu. I zawsze jest dużo osób, które tam aplikują, więc nawet nie próbuję, nie moja specjalizacja.
Przeglądając oferty pracy w finansach z całego świata (około 250 na chwilę obecną), od razu omijam Amerykę Południową (chciałabym, ale nie mówię po hiszpańsku) i kraje, w których nie czułabym się bezpiecznie - Indie, Pakistan, Kenia... Niewiele zostaje po takiej selekcji. Znalazłam całkiem fajną ofertę w Szwajcarii, gdzie właściwie spełniam wszystkie warunki. I dwie oferty - w Wielkiej Brytanii i Singapurze, gdzie prawie je spełniam ;). Zobaczymy.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze