Nigdy nie obchodziłam Walentynek. Zazwyczaj dlatego, że akurat tego dnia byłam wolna, nieszczęśliwie zakochana, albo akurat miłość mojego życia siedziała gdzieś w innym kraju. Albo po prostu uważałam to za tanią amerykańską komercję, której przecież w Polsce nie potrzebujemy, prawda? No cokolwiek. Wybierzcie sobie jedną z tych opcji - to, co brzmi lepiej. W tym roku chciałam jednak czegoś innego. Albo dlatego, że w końcu miałam faceta w tym samym kraju, albo po prostu uznałam, że w każdej komercji można znaleźć coś miłego. Albo dwa w jednym. Chciałam pojechać na północ i spędzić ten wieczór we dwoje, oglądając zorze polarne, bo prognozy zapowiadały się świetnie. I wtedy mój ząb mądrości zdecydował się pokrzyżować moje plany. Witamy w kraju, gdzie 10-minutowa wizyta u dentysty + antybiotyki kosztują tyle samo co bilety lotnicze w dwie strony, bukowane bez wyprzedzenia. Ale mój facet chciał zrobić mi niespodziankę. Problem w tym, że mieszkamy w Szwecji. A Szwedzi chyba nie lubią niespodzianek.
Cóż, nigdy nie korzystałam z usług typu dostarczanie kwiatów, ale myślę, że to wszystko wygląda podobnie. Wybierasz kwiaty, piszesz wiadomość i w tym wyjątkowym dniu ktoś puka do drzwi tej drugiej osoby z bukietem kwiatów. A dziewczyna, kompletnie zachwycona, powtarza tylko "oooch" i "aaach", prawda? Szwedzi akurat tacy nie są. To znaczy, dajcie spokój. Kto w tym kraju po prostu zapukałby do drzwi mieszkania, bez wcześniejszego zorientowania się, czy tobie to pasuje? Więc wczoraj w pracy odebrałam telefon z nieznanego numeru. "Witam, czy to Gabriela? Dzwonię z firmy dostarczającej kwiaty. Mamy dla ciebie kwiaty, które dostaniesz jutro!". Pa pa, niespodzianko.
Dziś po południu znów ktoś do mnie zadzwonił. "Jaki jest kod wejściowy do budynku, bo nie można się dodzwonić domofonem?" - serio? Potem usłyszałam "klik!" i "Działa!". Cudownie. I to by było na tyle. Wygląda na to, że tylko potwierdzali, czy adres był prawidłowy? :P Mogłam już w sumie powiedzieć "muchas gracias" mojemu Kolumbijczykowi, narzekającemu na Skype na szwedzkie usługi uniemożliwiające zrobienie komuś niespodzianki. I późnym popołudniem - dzwonek do drzwi! Nie, żaden gorący dostawca... ekhm... z bukietem. Ot, po prostu niewielka staruszka z dużą szarą paczką...
Muszę przyznać, że firma dostarczająca kwiaty zapakowane w stare gazety nieźle mnie rozbawiła :P. A jako że kwiaty były do tego piękne, więc efekt końcowy był jak najbardziej prawidłowy, prawda? Miałam ogromny uśmiech na twarzy ;). Ponadto brak polskiej czcionki w załączonym liściku, a w efekcie słówko "cię" zostało zamienione w "ci?".
Bo mam po prostu bardzo kochanego faceta, ot co! ;)
G: Mogę teraz obejrzeć film w spokoju i oddzwonić do ciebie o 7?
E: Jaki film?
G: Bogowie. To o pierwszym w Polsce udanym przeszczepie serca.
E: Widzisz? Chciałabyś zmienić swoje serce. Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie potrafisz kochać i chciałabyś to zmienić. Albo chcesz się nauczyć jak wykonać taki zabieg na mnie!
A do tego ma on niezłą wyobraźnię... ;)