Advertisement

Main Ad

Muzeum Historii Naturalnej

Muzeum Historii Naturalnej było jednym z takich muzeów, które bardzo chciałam zobaczyć i które było mi zawsze bardzo nie po drodze. Położone koło Uniwersytetu, czyli niby łatwo tam dojechać metrem, ale jakoś nigdy mi się nie chciało ;). Aż miesiąc temu koleżanka zaproponowała seans w Cosmonovie - kinie znajdującym się w muzeum. A że żadna z nas wcześniej nie była w Naturhistoriska, to cóż, seans połączyłyśmy ze zwiedzaniem :).
Muzeum Historii Naturalnej - jak i wiele innych w Sztokholmie - oferuje darmowy wstęp. Oczywiście dotyczy to tylko wystaw, za wstęp do Cosmonovy musimy już zapłacić - w zależności od długości filmu: 75 albo 100 koron. Ekran kina to ogromna kopuła, coś jak planetarium :). My wybrałyśmy się na seans A beautiful planet - wywiera niesamowite wrażenie, gorąco polecam, jeśli zabłądzicie gdzieś do kina sieci IMAX :). Warto tylko mieć swoje słuchawki (no, chyba że chcecie wypożyczyć za dodatkową opłatą), bo filmy są po szwedzku, a po angielsku można posłuchać właśnie przez słuchawki. Dla mnie A beautiful planet było pierwszą próbą obejrzenia filmu po szwedzku i sama byłam w szoku, że sporo rozumiałam. Lektor mówił powoli i wyraźnie, to na pewno wiele pomogło ;).
Już po wizycie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie wiedziałam, że takie muzea są w dużej części skierowane dla dzieci. Tutaj też nie było inaczej. Szczególnie części poświęcone człowiekowi pełne były interaktywnych atrakcji dla dzieci. Chcecie zobaczyć ucho od środka, albo ułożyć narządy w brzuchu we właściwych miejscach? Spoko, tylko poczekajcie na swoją kolej ;). Ta wystawa była najgłośniejsza i najszybciej ją ominęłyśmy ;).
Jednak były w Naturhistoriska wystawy, które mnie zachwyciły. Nie tyle nawet tematyką, co ich wykonaniem. Skamieniałości i ewolucja, czyli dinozaury, skamieliny i duża dawka historii. Regiony polarne i przecudnie wykonane foki. Zresztą właśnie temu mogłabym się tam przypatrywać najdłużej - zwierzętom wyglądającym niemalże jak żywe. Był też dział z ptakami, gdzie można było stanąć pod głośnikiem, nacisnąć przycisk podpisany nazwą ptaka i wsłuchiwać się w wydawane przez niego dźwięki. Co ciekawe, tam akurat tłumów nie było ;)
Dla dzieci przygotowano dodatkową atrakcję - naklejki z serduszkami, by oznaczyć nimi ulubiony obiekt. Chyba zgodziłabym się tu z większością dzieci, bo ogrom serduszek znalazłam przy jajkach, z których wykluwały się małe dinozaury... Urocze ;)
Genialna jest też wystawa poświęcona szwedzkiej naturze. Znów się zachwyciłam precyzyjnie wykonanymi zwierzętami, ale także pięknym tłem. Uchwycono momenty polowania, przedstawiono sen zimowy czy różnicę w futrze zimowym i letnim. Niby przyroda podobna do naszej polskiej, ale w sumie nie przypominam sobie, czy po wyjściu z podstawówki kiedykolwiek myślałam o takich rzeczach ;).
A do Naturhistoriska zapraszam na Frescativägen 40, przy stacji metra Universitetet (czerwona linia). Otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach 10-18. Nawet jak nie macie dużo czasu, to jest to fajne miejsce, by po prostu sobie pospacerować i przyjrzeć się wystawom - wiele rzeczy jest na tyle oczywistych, że nie ma potrzeby czytać wszystkich informacji. Choć, na szczęście, ciekawostek też tu nie brakuje ;).
Swoją drogą... co powiecie na takie oznaczenie toalet? ;)

Publikowanie komentarza

0 Komentarze