Advertisement

Main Ad

W domu motyli

Już od dłuższego czasu chciałam odwiedzić Dom Motyli (Fjärilshuset) w Sztokholmie, ale jakoś ciągle było mi nie po drodze. Na pewno cena biletu wstępu (145 koron) była jednym z czynników, zwłaszcza, że i tak już widziałam coś podobnego w Wiedniu. Ale jednak lubię motyle i w pewien szary dzień, gdy akurat moi rodzice byli tutaj, wizyta w ciepłym miejscu wyglądała w sumie na całkiem niezły pomysł ;).
Dom motyli reklamuje się jako las deszczowy w Sztokholmie i dokładnie to zobaczyłam zaraz po wejściu. Albo raczej: nie zobaczyłam właściwie nic, bo moje okulary natychmiast pokryły się parą i to samo przytrafiło się obiektywowi w aparacie ;). Temperatura w środku wynosi stale ok. 25 stopni, a wilgotność jest wręcz powalająca.
Strona internetowa informuje: "W ciągu roku mieszka tu kilka tysięcy motyli, a podczas każdej wizyty możesz tu zobaczyć przynajmniej 700 różnych gatunków motyli.", co brzmiało naprawdę zachęcająco. Niestety, trudno było uwierzyć w to zdanie, bo jakoś wcale nie było tam tak wielu motyli. Czasem ciężko było w ogóle jakiegoś zauważyć (poza "miejscami karmienia"), co było tak odmienne od tego, co pamiętałam z Wiednia, gdzie motyle były właściwie wszędzie...
Ale przynajmniej te siedzące na kwiatach spokojnie pozowały mi do zdjęcia :). Muszę przyznać, że byłam negatywnie zaskoczona faktem, że właściwie nikt nie pilnował tego, co działo się w środku. Dzieciaki próbowały łapać albo chociaż dotknąć motyle, a ich opiekunowie śmiali się i robili zdjęcia... I ja naprawdę rozumiem, że takie miejsca powstają z myślą o dzieciakach głównie, ale ktoś jednak powinien o to lepiej zadbać. Widziałam sporo motyli ze zniszczonymi skrzydłami i tak jakoś jestem dziwnie przekonana, że to ludzka robota...
Po jakimś czasie spędzonym w środku, czułam, że jest mi już zdecydowanie za gorąco i czas opuścić część z motylami. Na szczęście nie jest to jedyna atrakcja tego miejsca... ;)
Bo Fjärilshuset jest połączony (i wszystko w ramach jednego biletu wstępu) z dużym oceanarium zwanym Haga Ocean. Jego główną atrakcję stanowiła wystawa poświęcona żarłaczowi białemu... niestety tylko wystawa ;). W akwarium mogliśmy zobaczyć jedynie mniejsze rekiny. Dla dzieci na pewno fajną atrakcją była też ruszająca się klatka z dużym ekranem, które miała wywołać odczucie, jakby nurkowało się z rekinami.
Chyba znacznie ciekawsze było akwarium z rafą koralową - piękne i kolorowe. Ale warto też zauważyć, że to jedynie część wystawy. Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć więcej tropikalnych ryb, poleciłabym raczej Aquarię na wyspie Djurgården.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze