Advertisement

Main Ad

P jak Polacy za granicą

[ "Polacy, wszędzie Polacy!" ]
Krąży taka popularna opinia, która głosi, że jeśli inny Polak ci nie zaszkodził za granicą, to już ci pomógł. Albo nawet: "Boże, chroń mnie przed Polakami, z całą resztą poradzę sobie sam". I wiecie co? Zupełnie się z tym nie zgadzam!
Zarówno wcześniej w Malmö, jak i później w Sztokholmie spotkałam wielu Polaków. W Malmö było to bardzo naturalne, bo wszyscy byliśmy zagranicznymi studentami i na samym początku większość z nas tworzyła grupki w oparciu o kraj pochodzenia. Niektóre z poznanych tam osób są wciąż moimi dobrymi znajomymi, do dzisiaj pozostajemy w kontakcie, pomimo upływu ponad 5 lat. Ale wiele razy słyszałam, że wymiana studencka to jedno, a w dorosłym życiu wszystko będzie wyglądało kompletnie inaczej. Więc nie ukrywam, mocno się stresowałam, wyjeżdżając do Sztokholmu z przekonaniem, że przyjdzie mi tam zostać na nieco dłużej.
[ "Powinnaś poznać moich polskich znajomych" - Źródło: Na emigracji ]
Wbrew pozorom, nie jest zbyt trudno spotkać innych Polaków za granicą (no dobra, zapewne zależy to od miejsca zamieszkania, ale w Sztokholmie przychodzi to bardzo łatwo). Można być pewnym, że bardzo szybko w nowym środowisku ktoś nas zapyta, skąd pochodzimy. A słysząc odpowiedź, że z Polski... W Szwecji spotykam się zazwyczaj z 3 reakcjami:
1. Holandia? (wersja dla tych, którzy nie czyszczą dobrze uszu)
2. Och, miałem opiekunkę do dziecka / sprzątaczkę / hydraulika / itp. z Polski! Jesteście bardzo pracowitym narodem!
I 3 - najbardziej związane z omawianym tu tematem: Musisz poznać mojego polskiego znajomego.
Nigdy do końca nie zrozumiem, dlaczego niektórzy uważają, iż pochodzenie z tego samego kraju sprawi, że dwie osoby natychmiast się ze sobą zaprzyjaźnią. Nie mówię, oczywiście, że jest to niemożliwe, po prostu dotąd nie miałam z tym najlepszych doświadczeń. Głównie dlatego, że nie miałam z tymi ludźmi nic wspólnego poza krajem pochodzenia. I mimo wszystko, to nie wystarczy. "Dołącz do nas, będzie tam jeszcze jedna osoba z Polski, więc będziecie mogli sobie porozmawiać" zazwyczaj kończy się tym, że obydwoje rozmawiamy po angielsku z kimś innym, z kim po prostu mamy więcej wspólnych tematów.
[ "Prawie 7 miliardów ludzi na świecie a ja potrafię tolerować co najwyżej 10." ]
Z drugiej strony, poznałam wielu naprawdę sympatycznych Polaków w Szwecji. Część z nich również dzięki temu "X jest Polką i może się do nas przyłączyć", ale nie dlatego, że oni wszyscy pochodzili z Polski, ale raczej przez to, że osoba przedstawiająca nas sobie już wiedziała, iż będziemy mieć coś wspólnego ze sobą. Tak było na przykład z autorką bloga Yoga in Stockholm, z którą spotkałam się, bo czytałyśmy nawzajem swoje blogi, a następnie ona przedstawiła mnie swojej polskiej koleżance.
Albo pewnego dnia w Umeå... Siedzieliśmy w restauracji z jednym Kolumbijczykiem w t-shircie z polskim orłem i nagle młoda kelnerka zagadała nas... po polsku. Słowo po słowie powiedziała, że jej polska koleżanka robi parapetówkę tego wieczoru, dała mi na siebie namiaru - facebook i telefon... i zaprosiła nas na imprezę. Spędziliśmy wspaniały wieczór z grupą (głównie) Polaków i Szwedów, a potem dostawałam jeszcze wiadomości w stylu "mamy imprezę w ten weekend, wpadaj" - niestety, mieszkałam w Sztokholmie a Kolumbijczyk nie lubił, gdy przyjeżdżałam do Umeå, więc po kilku miesiącach kontakt z tymi ludźmi zanikł Ale mimo wszystko, takie spontaniczne poznawanie ludzi było niesamowite :).
Z mojego punktu widzenia chyba ułatwia mi życie fakt, że nie mam realnej potrzeby spędzania czasu z Polakami. Chcę spędzać czas z ludźmi, których lubię i z którymi się dobrze czuję. Jeśli do tego są Polakami, to bardzo fajnie. Ale jeśli nie są - naprawdę nie przeszkadza mi rozmawianie ze znajomymi po angielsku i jestem pewna, że nie będzie przeszkodą w zawarciu wartościowej relacji fakt, że nie mówimy tym samym językiem i nie dzielimy tej samej kultury.
Wiele osób również narzeka, że starali się tak bardzo, by pomóc rodakom za granicą i doświadczyli tylko niewdzięczności. Ja osobiście podejmuję wszelkie starania, żeby pomóc tym, którzy są dla mnie ważni - rodzinie, przyjaciołom, itp. Oczywiście nie oznacza to, że nie pomogłabym też innym. Jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy i jestem w stanie jej udzielić, zrobię to z przyjemnością - nieważne, czy dana osoba jest Polakiem, Niemcem, Amerykaninem czy jakiejkolwiek innej narodowości. I nie oczekuję nic w zamian poza zwykłym "dziękuję", które zawsze było mi dane usłyszeć :). Ale jeśli jednak coś stoi na przeszkodzie, to przykro mi, nie widzę powodu, dla którego miałabym robić coś np. wbrew sobie dla nieznajomego, tylko ze względu na pochodzenie z tego samego kraju. Albo gdyby ktoś mi powiedział "Musisz mi pomóc, bo też jesteś Polką", odpowiedziałabym raczej "To raczej nie mój problem, jeśli ktoś tu coś musi, to tylko ty - poradzić sobie z tym".
Może nie brzmi to najlepiej, ale po przemieszkaniu łącznie ok. 2 lat w Szwecji, NIGDY nie miałam złych doświadczeń z Polakami za granicą, choć spotkałam wielu. Po prostu otwieram się dla tych, których chcę mieć w swoich życiu, a zamykam drzwi przed tymi, którzy niosą tylko negatywne emocje. Opieram się na jednej prostej zasadzie: za granicą trzymam się z takimi osobami, z którymi trzymałabym się też, jeśli poznałabym ich w Polsce. Nie mogłabym funkcjonować w ten sposób: "W Polsce nie potrafiłabym znieść cię przez jeden wieczór, ale tutaj musimy trzymać się razem, bo obydwoje jesteśmy Polakami za granicą" - nie! I wiecie co? W efekcie wciąż wierzę, że spotkanie Polaka za granicą to świetne doświadczenie ;).
Po przerwie świątecznej, ten post jest kolejną częścią Alfabetu Emigracji. Inne blogerki pisały już na literę P:
- Gone to Texas: P jak Pol-Tex
- C'est la vie: P jak Polska

Publikowanie komentarza

0 Komentarze