Advertisement

Main Ad

Midsommar w Skansenie

Na pytanie o plany midsommarowe, każdy w moim teamie po kolei odpowiadał: domek letniskowy za miastem, archipelag, domek letniskowy na archipelagu... Z całej naszej grupy byłam jedyna, która spędzała Midsommar w mieście, dodatkowo goszcząc w Sztokholmie rodziców. Wszyscy szwedzcy znajomi natychmiast zaczęli polecać mi Skansen i tamtejsze obchody, by pokazać, że Szwedzi też potrafią się bawić. "Tylko powiedz rodzicom, że my wcześniej dużo pijemy, bo co sobie pomyślą o narodzie, który na trzeźwo skacze jak żaba wokół słupa?" czy "To tylko jeden dzień w roku, my się tak normalnie nie zachowujemy" - to były komentarze, które słyszałam z każdej strony ;). Ale nie mając w sumie lepszych planów, wybraliśmy ten Skansen.
Słup majowy miał być wzniesiony o godzinie 14, więc godzinę wcześniej stanęliśmy w długiej kolejce do Skansenu. Wstęp kosztował 180 koron (77,70 zł), a kolejka na szczęście poruszała się dość szybko i do środka dostaliśmy się po jakichś 15 minutach. Cały Skansen był obwieszony tabliczkami z prośbą o niezrywanie kwiatków na wianki, więc tym razem nie miałam nic na głowie i pozostało mi tylko oglądanie innych :(. 
Choć mieszkam w Szwecji już trzy lata, po raz pierwszy spędzałam Midsommar w Sztokholmie - jakoś zawsze wywiewało mnie na północ. Dwa lata temu świętowałam w skansenie w Umeå, a w ubiegłym roku wpadłam w odwiedziny do Agnieszki do Kramfors. Co ciekawe, zazwyczaj w Sztokholmie wtedy pogoda była bardzo słaba, a na północy było ciepło i słonecznie ;). 
Tym razem na szczęście pogoda bardziej dopisała, choć nie obraziłabym się, gdyby było cieplej ;). Niby prognozy mówiły o 19 stopniach, co było całkiem znośne, gdy tłum chronił od wiatru, a słoneczko przygrzewało od góry. Za to, gdy zaczęło wiać i słońce chowało się za chmury, to bluzka + sweter + kurtka stanowiły dla mnie zestaw obowiązkowy. Może wyglądałam nieco śmiesznie przy Szwedkach - masochistkach w letnich sukienkach, no ale cóż... ;)
Chwilę przed 14 ludzie zaczęli gromadzić się wokół położonego na trawie słupa majowego. Po kilku minutach znad tłumu wyłoniła się szwedzka flaga niesiona przez zespół tancerzy ludowych.
Następnie kobiety i dzieci zabrały się za przystrajanie słupa majowego kwiatami. Całości towarzyszyła grana ze sceny muzyka ludowa.
Podczas dekorowania słupa, panowie czekali na swoją kolej. Pani ze sceny zachęcała publiczność do kibicowania i krzyczenia głośnego "oooo hej!" za każdą próbą postawienia słupa. A nie było to łatwe zadanie, bo był on wysoki i ciężki, więc panowie próbowali go postawić przez dobre kilkanaście minut. W pewnym momencie padł nawet pomysł, by krzyczeć "o nej!", skoro i tak się nie udaje... ;).
 W końcu słup postawiono i zaczęły się tańce. Oczywiście, nie mogło się obejść bez tradycyjnych Małych żabek, które przerabiano na kilka różnych wersji. Więc były Małe świnki, co w przeciwieństwie do żabek miały uszy i ogony, a potem były nawet Małe słoniki, które miały duuuże uszy ;). Muszę przyznać, że tych kilka osób, co próbowało skakać na czterech nogach w rytm "chrum-chrum" robiło furorę ;). 
W piątek wrzuciłam na Facebooka krótki filmik ze stawiania słupa i późniejszych tańców. Znajdziecie go też poniżej. Swoją drogą, ostatnimi czasy staram się wrzucać regularnie krótkie filmiki ze Szwecji na fanpage'a, więc jeśli ciekawią Was takie video, zapraszam do polubienia fanpage'a :).
Po tańcach wybraliśmy się też na krótki spacer po Skansenie, jednak nie było to aż tak przyjemne jak zazwyczaj. Do sztokholmskiego Skansenu zwaliło się chyba całe miasto i wszyscy turyści, więc tłumy były nie z tej ziemi. Jeśli myślicie jednak o zwiedzaniu tego muzeum, to zapraszam do mojego ubiegłorocznego posta pt. Z wizytą w Skansenie - w spokojniejszym okresie naprawdę warto tam zajrzeć :).

Publikowanie komentarza

0 Komentarze