Advertisement

Main Ad

Ogromne kanelbulle i klimatyczna Haga

Holandia ma miasto o tej nazwie, Sztokholm park, a Göteborg bardzo klimatyczną dzielnicę. Göteborska Haga przypomina mi nieco sztokholmski Södermalm. Mnóstwo pięknych, drewnianych domków, sklepy i wszechobecne kawiarnie, trochę turystów, trochę miejscowych. Ale Södermalm to wyspa hipsterów i nie da się tego nie zauważyć, zaś Göteborg... to takie miasto na luzie, a Haga to jego kwintesencja. Krótko mówiąc, punkt obowiązkowy na mapie miasta.
Haga to pierwsze przedmieścia Göteborga, bo gdy dzielnica powstała w połowie XVII wieku, w tym miejscu kończyło się miasto. Dziś Haga to niemal jego centrum, a na dworzec centralny dojdziemy stąd zaledwie w 20 minut. Göteborg jest prosty do zwiedzania - jeśli chcecie zajrzeć na wybrzeże czy do muzeów, idźcie na Inom Vallgraven lub w okolice parku Liseberg, a jeśli macie ochotę na spacer i fikę, wybierzcie Hagę ;).
A obowiązkowym miejscem na fikę jest założona w latach osiemdziesiątych kawiarnia Husaren. Zasłynęła ona dzięki kanelbullar, czyli bułeczkom cynamonowym... ale zaraz! W sumie z czego tu zasłynąć, skoro te bułeczki można dostać wszędzie w całej Szwecji? Ano bułeczki sprzedawane w Husaren noszą nazwę Hagabullen i są nieco większe od tych normalnych. A to nieco oznacza, że ważą one jakieś pół kilograma i są po prostu ogromne, a dzięki swoim rozmiarom stały się znane w całej Szwecji, a także za jej granicami. Obecnie wielkie bułeczki cynamonowe można dostać i w innych kawiarniach Göteborga, ale Husaren chyba na zawsze pozostanie numerem jeden... ;)
Na Hagę dotarłam w niedzielny poranek i mogłam zobaczyć ją niemal pustą, zanim przybyły tam pierwsze fale turystów. Dopiero powoli otwierały się kawiarnie, czasem ktoś przemknął brzegiem ulicy (pewnie wracając z sobotniej imprezy ;) ). Przyznam, że zdecydowanie bardziej podobał mi się taki spokojny spacer niż późniejsze zwiedzanie w tłumie innych turystów.
Taki poranny spacer nie sprzyjał jednak mojemu innemu turystycznemu hobby, czyli zwiedzaniu kościołów. Wznoszący się przy wejściu do dzielnicy XIX-wieczny kościół Haga kyrkan w niedzielny poranek był po prostu zamknięty. Mogłam co najwyżej go obejść dookoła i znów zgłębić się w uliczki Hagi.
Spacerując po Hadze, na pewno zauważycie wznoszące się nad budynkami wzgórze, na którego szczycie stoi coś na kształt niewielkiej wieży. To część dawnych fortyfikacji Göteborga - w końcu, jak już wspomniałam, w XVII wieku tereny te stanowiły obrzeża miasta. Niewielką warownię zwaną Skansen Kronan wzniesiono również w tym okresie.
Choć w lecie podobno Skansen Kronan można zwiedzać z przewodnikiem, poza sezonem nie dane mi było tego spróbować. Na co dzień miejsce to można wynająć na różne uroczystości, gdyby na ten przykład naszła nas chęć na wesele w XVII-wiecznej warowni... ;). Jednak nawet nie zaglądając do budynku, i tak warto wejść na szczyt wzgórza Risåsberget i spojrzeć z niego w dół na Göteborg.
Sami przyznajcie, Haga ma ten klimat, prawda? ;) I naprawdę polecam zajrzeć tam o poranku, by móc sobie spokojnie pospacerować tymi uliczkami zanim zejdą się tłumy turystów, którzy też wiedzą, że Haga to göteborskie must-see... ;)

Publikowanie komentarza

0 Komentarze