Advertisement

Main Ad

Cesarskie mauzoleum i katedra w Graz

Zwiedzając Graz, drugie co do wielkości miasto Austrii, na pewno traficie na ulicę Bürgergasse. Góruje nad nią katedra, jednak tuż obok niej znajduje się i drugi budynek, z zewnątrz również przypominający kościół. To mauzoleum cesarza Ferdynanda II Habsburga - jedno z najwybitniejszych dzieł architektury manieryzmu w Austrii. Obejście całości nie zajmuje dużo czasu - wydawać by się nawet mogło, że zapłata 6€ (25,90 zł) za spędzenie piętnastu minut w mauzoleum to przegięcie... I coś w tym, niestety, jest. Cóż, na wstępie o tym nie wiedziałam - nie miałam pojęcia, czego się po mauzoleum spodziewać, a 6€ za zwiedzanie zabytku nie wydawało mi się czymś nie z tej ziemi w porównaniu do innych austriackich cen. Zatem bez zastanowienia weszłam do mauzoleum... i miałam to szczęście, że byłam w nim kompletnie sama i mogłam oglądać bez ludzi dookoła :).
Budowę mauzoleum rozpoczęto w 1614 roku na rozkaz (wtedy jeszcze księcia) Ferdynanda II, a ukończono je długo po śmierci samego zainteresowanego. W gruncie rzeczy, kiedy pochodzący z Grazu książę został wybrany na cesarza i przeniósł się do Wiednia, budowa stanęła w miejscu i w 1637 roku ciało władcy złożono w na wpół ukończonym grobowcu. Prosta kaplica z pięknie zdobionym sufitem znajduje się dokładnie nad kryptą, a przez zakratowany otwór w podłodze możemy zobaczyć sarkofag. Oczywiście, można zejść i do  samej krypty, gdzie złożono władcę z rodziną. Wokół ustawiono lustra, by - nie podchodząc bliżej - dało się zobaczyć wyrzeźbione na sarkofagu postacie rodziców Ferdynanda II. W środku złożono ciało Marii Bawarskiej, matki cesarza - miejsce złożenia ciała samego władcy wskazuje niewielka tablica, jego serce zaś pochowano w Wiedniu. Szczerze powiedziawszy, ta część mauzoleum jest dość prosto zdobiona i po prostu zeszłam na chwilę do krypty, a że nigdzie nie można było bliżej podejść, to dość szybko wróciłam z powrotem na górę.
Centralną część mauzoleum stanowi kościół św. Katarzyny - również z prostym, białym wnętrzem, bez zbędnego wystroju. Główną uwagę, tak jak i w przypadku kaplicy, przykuwa pięknie malowana kopuła - freski namalował pod koniec XVII wieku Matthias Echter. Ktoś wpadł na świetny pomysł, by na środku kościoła, tuż pod kopułą ustawić wielkie wypukłe lustro. Dzięki temu można przyjrzeć się niemalże z bliska malowidłom na suficie, kopule, oraz zobaczyć całe pomieszczenie pod nieco innym kątem.
Punktem obowiązkowym w mauzoleum jest też dzwonnica, z której roztacza się widok na Graz. Widok, niestety, zza gęstej kraty, co skutecznie uniemożliwia zrobienie dobrych zdjęć :(. W wieży znajduje się też niewielka wystawa informacyjna, z której można się dowiedzieć, że dzwony w mauzoleum zostały tam ustawione, by tworzyły zgrany dźwięk z dzwonami katedralnymi.
Po zejściu z wieży, przy donośnym dźwięku dzwonów, które omal nie przyprawiły mnie o atak serca, wychodzę z mauzoleum. Od razu kieruję się do katedry - Ferdynand II chciał, by mauzoleum stanęło na placu przykatedralnym, więc teraz do przejścia mam tylko kilka kroków. Już na wstępie zaskakuje mnie tłum przy wejściu - o ile mauzoleum było puste, tak bezpłatna świątynia przyciąga mnóstwo wycieczek. Tu jedna grupa niemieckojęzyczna, tam druga, gdzieś obok inny przewodnik opowiada coś po angielsku... Nieszczególnie przepadam za zwiedzaniem w takiej atmosferze, ale cóż było robić? :)
Katedra św. Idziego powstała w XV wieku na rozkaz cesarza Fryderyka III Habsburga na miejscu poprzedniej świątyni, pochodzącej z drugiej połowy XII wieku. Jak i w wielu podobnych przypadkach, także katedra w Graz była wielokrotnie odnawiana, więc to, co widzimy dzisiaj, wcale niekoniecznie wygląda tak jak te kilkaset lat temu. Oryginalnie gotycki kościół został przemieniony w barokową perełkę za panowania jezuitów w katedrze. Kolejne renowacje są planowane na lata 2019-21, co mnie zaskoczyło, bo świątynia jest w całkiem niezłym stanie.
Jezuici zajmowali się świątynią od 1577 do 1773 roku i to z tego okresu pochodzą najpiękniejsze elementy katedry, w tym wspaniały, barokowy ołtarz autorstwa Georga Kraxnera. Mniej więcej w tym samym czasie powstała misternie zdobiona ambona, która natychmiast przykuwa uwagę po wejściu do kościoła. Dużo nowsze są z kolei organy, bo powstałe dopiero w 1978 roku, a także wykonane w Insbrucku dzwony.
Zarówno do mauzoleum, jak i katedry, żywię dość ambiwalentne uczucia ;). Są zrobione z pomysłem, mają kilka pięknych i ciekawych elementów wystroju wnętrza... A jednak brakuje mi czegoś, co by w nich porywało. Nie wzbudzają takiego zachwytu, że potem ma się ochotę wspominać pobyt w takim miejscu. Katedra jest bogato zdobiona, ale większość tego już gdzieś kiedyś widziałam, a poza tym liczne wycieczki uprzykrzają zwiedzanie. W mauzoleum było pusto i cicho, ale też dość drogo, jak na te kilkanaście minut zwiedzania. Fajnie było zobaczyć oba, ale żadne z tych miejsc nie znalazłoby się raczej na mojej liście must-see w Graz po raz drugi.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze