austria

Jarmark świąteczny czy... średniowieczny?

07:51

Ubiegły weekend sprzyjał odwiedzaniu jarmarków świątecznych. Wiedeń pokrywała delikatna warstwa śniegu, a zapowiadany deszcz rozpadał się dopiero w niedzielę późnym wieczorem, kiedy już i tak wróciłam do mieszkania. W sobotę odwiedziłam jarmark pod pałacem Schönbrunn, a w niedzielę podjechałam S-Bahnem na stację Wien Quartier Belvedere. Miałam w planach zahaczenie o dwa jarmarki za jednym podejściem - klasyczny, pod samym Belwederem, oraz drugi - nieco bardziej wyjątkowy - pod Muzeum Historii Wojskowości
Ledwo wyszłam ze stacji, już natrafiłam na pierwsze strzałki kierujące przechodniów do muzeum. Mittelalterlicher Adventmarkt z happy hours na poncz w czwartkowe popołudnie, zapraszamy! Jarmark wyjątkowy, bo odbywał się tylko w ten jeden jedyny weekend: 29.11-2.12. To był też jedyny powód, dla którego zmusiłam się do wyjścia z domu w niedzielne popołudnie - inne jarmarki mogę sobie zobaczyć za tydzień, ale tego jednego za tydzień tu nie będzie. A wyróżnia się on mocno na tle innych, bo nie jest on szczególnie świąteczny... raczej średniowieczny ;).
Niemal natychmiast przypomniały mi się wszelakie majówki archeologiczne, które zawsze tak uwielbiałam. Choć na jarmarku pogoda, naturalnie, niezbyt majówkowa. Niestety, również niezbyt zimowa, bo zrobiło się ok. zera stopni, a śnieg na chodnikach zamienił się w błotniste kałuże... Ciężko było aż czasem lawirować między straganami - tu kałuża, tu ktoś prowadzi wielkiego psa na smyczy, tu jakaś kobieta próbuje się przecisnąć z dziecięcym wózkiem przez tłum, ciągnąc za sobą drugiego dzieciaka... Będąc po raz setny potrąconą podczas prób dojścia do stolika z kubkiem gorącego miodu, który ściekał mi po palcach i parzył dłonie, stwierdziłam, że tego jarmarku nie polubię. Tak samo, jak tych zabierających psy i małe dzieci w miejsca, gdzie bez problemu mogą zostać uraczone kąpielą w gorącym winie czy miodzie... A miodu byłoby szkoda, bo dobry (a do tego za 5€ + 6€ kaucji za kubeczek, więc niech no tylko ktoś spróbowałby mi go wytrącić z ręki ;) ).
A sam jarmark? Całkiem sporo straganów z wszelakimi gadżetami dla miłośników średniowiecza. Od wszelakich podróbek broni (noży, mieczy, toporów), przez dawne stroje, drewniane rzeźby, aż po tradycyjne jadło i napitki. Ceny mocno wygórowane, wyższe niż na pozostałych jarmarkach, no ale w końcu to targ średniowieczny ;). Sam pomysł bardzo fajny, ale niestety - ilość odwiedzających odpychająca... Obeszłam jarmark z aparatem, napiłam się grzanego miodu, parząc sobie dłonie i język, po czym stwierdziłam, że zbieram się zobaczyć sąsiedni jarmark... ;)
Ściemniało się, ale zmierzch jeszcze nie zapadł, więc skierowałam się najpierw do ogrodów pomiędzy obydwoma pałacami - Belwederem Górnym i Dolnym. Kto wie, kiedy znów będzie mi dane zobaczyć to miejsce pokryte śniegiem? :) Choć teren ogrodu był ogrodzony niewysokim łańcuchem, spacerowało tam sporo osób i - przyznaję bez bicia - też do nich dołączyłam. Dzięki temu mogłam przyjrzeć się obu pałacom z odpowiedniej perspektywy, a naprawdę jest na co popatrzeć...
A gdy w końcu się ściemniło, podeszłam na jarmark - dopiero teraz, oświetlony świątecznymi światełkami - wyglądał naprawdę niesamowicie. Niewielki staw przed Belwederem został ozdobiony świecącymi gwiazdami, a na dachu każdego ze straganów również znajdowały się jaśniejące dekoracje. Ponadto na jarmarku jest zaskakująco mało ludzi - przypominam sobie tłumy spod Ratusza, Schönbrunnu, a nawet z odwiedzonego tego samego dnia jarmarku średniowiecznego... Wszędzie było tyle ludzi, a pod Belwederem tak spokojnie?
Najpierw zaopatruję się w kubeczek Glühweina - tym razem to zielono-żółty aniołek, który za 4€ dołączył do mojej kolekcji. Grzejąc dłonie i rozgrzewając się od środka, spaceruję wzdłuż straganów, by wypatrzeć jakieś ozdoby świąteczne na choinkę. Moją uwagę natychmiast przykuwają przepiękne bombki z maskami weneckimi, jednak ich cena - 30€ - skutecznie mnie odstrasza... Za to kupuję inną bombkę, otoczoną miękkim materiałem i zdobioną pozłacanymi spiralami. W takim tempie może do świąt jakoś ta moja choinka będzie wyglądała... ;)
W domu czeka na mnie obiad i tylko to sprawia, że nie zostawiam kolejnych milionów monet na przyciągających wzrok stoiskach ze słodyczami. Jarmarki niezmiennie kojarzą mi się z owocami w czekoladzie (tutaj za 3,80€) - w tym sezonie jeszcze po nie nie sięgnęłam, ale wszystko przede mną ;). Jednak stragany z jedzeniem, słodyczami czy napojami stanowią pod Belwederem zdecydowaną mniejszość - królują tu wszelakie ozdoby świąteczne, ale też zabawki dla dzieci czy nawet maski weneckie.
Spodziewałam się, że będzie kompletnie odwrotnie - jarmark średniowieczny mnie zachwyci (w końcu uwielbiam historię), a spod Belwederu szybko ucieknę przed tłumami. Tymczasem świątecznie oświetlony Belweder w śniegu, z jarmarkiem pełnym pięknych ozdób to zdecydowanie mój numer jeden, jeśli chodzi o odwiedzone do tej pory jarmarki świąteczne w Wiedniu. Choć nie zaprzeczę, że pomysł z targiem średniowiecznym też jest niczego sobie, tylko miejsca tam było za mało... albo ludzi za dużo ;).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (28) belgia (1) chorwacja (14) cypr (1) czarnogóra (5) czechy (2) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) grecja (3) holandia (1) islandia (4) kolumbia (21) kuba (2) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (25) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (3) szwecja (210) tajlandia (6) węgry (3) włochy (12) zea (4)

Instagram