Advertisement

Main Ad

Pszczołojady i Jezioro Nezyderskie

Początek lipca przyniósł do Wiednia upały sięgające 40 stopni i nawet ja, choć wybitnie ciepłolubna, nie wyobrażałam sobie chodzenia po mieście przy takiej temperaturze. Chciałam gdzieś posiedzieć nad wodą, a wiedeński Dunaj w upalne weekendy zbyt bardzo roi się od ludzi. Postanowiłam więc wyskoczyć nad pobliskie Jezioro Nezyderskie, a w pracy natychmiast mnie uprzedzono, że tam też będą tłumy ;). Przy zakupie biletów na pociąg przypomniało mi się, że swego czasu kolega (ten, który zachęcał mnie do wyjazdu do Apetlon, by obserwować sowy) wspominał o kolonii pszczołojadów obok Weiden am See. Pomyślałam więc, żeby połączyć dwa w jednym i zarezerwowałam bilety Wiedeń-Weiden i powrotny Neusiedl am See-Wiedeń, zakładając, że te cztery kilometry pomiędzy Weiden i Neusiedl po prostu przejdę.
Weiden am See to niewielka miejscowość na północno-wschodnim wybrzeżu Jeziora Nezyderskiego. Większość podróżnych wysiada z pociągu stację wcześniej, w Neusiedl, obładowana sprzętem do pływania i rzeczami na plażę. W Weiden oprócz mnie pociąg opuszcza jeszcze para rowerzystów, którzy natychmiast kierują się na jedną z licznych ścieżek rowerowych biegnących przez te okolice. Mijam malutki dworzec, jakieś kolumny, lokalny kościół i restauracje, po czym kieruję się na główną ulicę - Neusiedler Straße. Pomaga mi tu Google Maps, bo - ku mojemu zaskoczeniu - kolonia pszczołojadów jest oznaczona na mapie. Fakt, że Google radzi, by do Bienenfresser Nistplatz iść naokoło, ale odbijam w ścieżkę między polami i oszczędzam sobie ponad kilometr spaceru (nie to, że nie lubię spacerów, ale w otwartym polu przy 40 stopniach...?).
Pszczołojady albo - jak bardziej poprawnie nazywa je wikipedia - żołny zwyczajne to gatunek ściśle chroniony. Okres zimowy spędzają w Afryce i w kwietniu przylatują do Weiden, gdzie przebywają do początków sierpnia. Łatwiej jednak w tym sezonie spotkać je w południowej Europie, rzadko zapuszczają się na północ od Alp. Mimo wszystko Jezioro Nezyderskie ma w sobie coś, co przyciąga w te okolice liczne (często też chronione) gatunki ptaków. Organizuje się tu nawet Bird watching - safari, a wiosną odbywa się Bird Experience - specjalnie zorganizowany weekend z obserwacją ptaków. I jak zapewnia mój kolega z pracy, regularnie uczestniczący w takich wydarzeniach, chętnych podobno jest mnóstwo ;).
Na znalezionych w internecie zdjęciach sprzed lat widzę, że kiedyś dało się podejść bliżej do kolonii. Widać jednak ludzie straszyli ptaki, bo dziś ułożono niewielki płot z gałęzi i postawiono tabliczkę z zakazem podchodzenia bliżej. Przez płot dałoby się łatwo przejść, ale przecież nie o to chodzi - jest tabliczka, więc jest zakaz, Austriakom więcej nie trzeba, Ordnung muss sein ;).
Może to kwestia upałów, ale nie spotykam nikogo w okolicy i mogę sobie na spokojnie pospacerować z aparatem. Nie posiadam, niestety, takiego obiektywu, by przybliżyć ptaki wystarczająco do zdjęć - zresztą one też niechętnie się zatrzymują w miejscu. Są niesamowicie ruchliwe i zwinne - spotkałam się z komentarzem, że przypominają w locie jaskółki. I wszędzie je słychać, łatwiej nasłuchiwać niż wypatrywać :)
Tuż obok ciągną się też liczne uprawy winorośli, górujące nad miasteczkiem. W tle rzuca się w oczy niebieski kolor Jeziora Nezyderskiego - okolice gniazd to też fajny punkt widokowy na okolicę. Jeszcze raz rzucam okiem na kolorowe ptaki śmigające mi nad głową i wracam powolnym spacerem do centrum Weiden.
Wzdłuż torów kolejowych łączących Weiden i Neusiedl am See biegnie ścieżka rowerowa, ale nie widzi mi się spacer blisko torów. Nieco bliżej jeziora natrafiam na ni to uliczkę, ni to ścieżkę, łączącą oba miasta i umożliwiającą pokonanie tej trasy w spokoju. Czasem mijają mnie rowerzyści czy ludzie na hulajnogach, chętnych na spacer w tym upale jest zdecydowanie mniej. Od kolonii pszczołojadów do wybrzeża w Neusiedl jest ok. 5,5 km, czyli trochę ponad godzina spaceru - idealnie, by złapać trochę opalenizny ;).
Nie jestem typem plażowicza, nie przygotowałam się też do kąpieli. Chciałam sobie posiedzieć z godzinę nad wodą, może zamoczyć stopy, zjeść loda i na spokojnie kierować się na pociąg. Rzut oka wystarczył, bym odpuściła sobie hałaśliwą i zatłoczoną plażę - zwłaszcza, że wstęp na plażę jest płatny (5,50€/dzień). Usiadłam sobie na molo, gdzie było dużo ciszej i spokojniej, do tego przyjemnie wiało... :) Swoją drogą, jeśli wierzyć moim znajomym z pracy (a nie mam powodów, by nie wierzyć), Jezioro Nezyderskie nie jest idealnym miejscem do kąpieli, przez sporą warstwę błota i mułu.
Z Neusiedl am See jest dużo więcej połączeń do Wiednia niż z Weiden, więc późnym popołudniem bez problemu łapię pociąg powrotny. Jezioro mnie jakoś nie zachwyciło - zdecydowanie bardziej wolałam popatrzeć na ptaki... :)

Publikowanie komentarza

0 Komentarze