szwajcaria

Olimpijska Lozanna

26.8.20

Po kilku ciepłych i słonecznych dniach pogoda w Szwajcarii się popsuła, akurat na mój pobyt w Lozannie. Chciałam stąd wyskoczyć w góry, ale plany przyszło mi zrewidować - Alpy w taką pogodę nie miałyby kompletnie sensu. No ale wypadało też zobaczyć samą Lozannę, skoro już zatrzymałam się tu na dwie noce ;). Miastu poświęciłam cały dzień - było pochmurnie, czasem padało, w efekcie zdjęcia z Lozanny mam we wszystkich odcieniach szarości... Ze wszystkich miejsc, jakie odwiedziłam podczas mojej objazdówki po Szwajcarii, Lozanna przypadła mi do gustu najmniej. Na pewno załamanie pogody miało w tym swój udział, ale też podejście do języka w miejscach turystycznych - czy naprawdę wszystko musi być tylko po francusku? No cóż, jest jak jest, a zwiedzać i tak będę! ;)
Licząca sobie ok. 140 tys. mieszkańców Lozanna to jedno z największych miast Szwajcarii (drugie po Genewie w części francuskojęzycznej), stolica kantonu Vaud. Turystyczna Lozanna podzielona jest na dwie części - położone na północ od dworca stare miasto oraz olimpijskie wybrzeże. Teoretycznie obie części dzieli niewiele ponad 2 km i można by się poruszać tylko pieszo, ale Lozanna jest miastem bardzo nierównym i taki spacer zapewni nam wiele chodzenia góra - dół - góra - dół... Nic więc dziwnego, że w informacji turystycznej natychmiast poradzili mi korzystanie z transportu publicznego (większość hoteli ma dla swoich gości karty miejskie, uwzględniające darmowy transport). W ramach tego transportu możemy też skorzystać z jedynego w Szwajcarii metra - w Lozannie znajdują się dwie linie, obejmujące łącznie 28 stacji.
Niedaleko mojego hotelu położony jest kościół reformowany św. Franciszka z Asyżu, od którego zaczęłam zwiedzanie. Zbudowany w XIII wieku, spłonął niespełna sto lat później, więc z oryginalnego wystroju do dziś zachował się jedynie chór. W środku trwały jakieś prace i ołtarz był odgrodzony, więc nie dało się podejść bliżej - szkoda, bo witraże były naprawdę piękne i z przyjemnością obejrzałabym też i te za ołtarzem... :) Ponadto warto zwrócić uwagę na sklepienie i organy.
Idąc dalej w głąb historycznego centrum, dotarłam pod słynny Palais de Rumine, pałac zbudowany w XIX wieku w stylu renesansowym. Współcześnie mieści się tu kilka muzeów, niektóre mają część wystaw za darmo, inne mogłam zwiedzać z Swiss Travel Pass. Znajdziemy tu muzea: sztuk pięknych, historii i archeologii, zoologii, pieniędzy oraz geologii. Całego dnia w muzeach spędzać nie chciałam, ale postanowiłam zajrzeć do jednego - bez zaskoczeń mój wybór padł na Musée cantonal d'archéologie et d'histoire, czyli Kantonalne Muzeum Archeologii i Historii. Wystawy wyglądały ciekawie, ale opisane były wyłącznie po francusku, więc skierowałam się do obsługi, czy są dostępne jakieś foldery z tłumaczeniami. Nie, tylko po francusku! W kraju, który ma cztery języki urzędowe... Obeszłam szybko muzeum, ale brak jakichkolwiek tłumaczeń wywarł na mnie słabe wrażenie.
Wyszłam z muzeum, ale akurat zaczęło padać, więc szybko rozejrzałam się za innym miejscem, gdzie mogłabym schować się przed deszczem. Schody w górę prowadziły do górującej nad miastem katedry, więc wybór był prosty ;). Potężna gotycka budowla, ukończona w 1235 roku, już od początku przypadła mi do gustu - jeszcze bardziej, gdy okazało się, że tutaj akurat przetłumaczyli sporo informacji i na język angielski.
Katedra Notre Dame w Lozannie była, oczywiście, odrestaurowywana na przestrzeni wieków, ale wciąż zachowało się tu sporo historycznego wystroju. Szczególnie rzuciła mi się w oczy XIII-wieczna rozeta (większość witraży jest nowsza, pochodzą z XIX i XX wieku), do tego oddzielone wysokimi kolumnami nawy boczne. Wysokie okna i elektryczne lampy dają wystarczająco dużo światła, by móc szczegółowo obejrzeć całą świątynię :).
Obok katedry znajduje się taras widokowy, skąd można rzucić okiem na centrum Lozanny. Jednak większą atrakcją tej okolicy jest zamek Saint-Maire z przełomu XIV i XV wieku. Była to ufortyfikowana rezydencja miejskich biskupów, aż do 1536 roku, kiedy Lozanna wpadła w ręce Berneńczyków, którzy uczynili z zamku zbrojownię. Potem urzędowały tu władze kantonalne Vaud, a obecnie zamek jest siedzibą instytucji odpowiedzialnej za szwajcarskie dziedzictwo kulturowe - wejść do środka, bądź co bądź, nie można ;).
Nadszedł czas, by odkryć także olimpijską Lozannę! ;) Baron Pierre de Coubertin założył Międzynarodowy Komitet Olimpijski jeszcze pod koniec XIX wieku w Paryżu, ale w 1915 roku podjął decyzję o przeniesieniu go nad Jezioro Genewskie, w Europie I wojny światowej Lozanna wydawała się spokojnym i pokojowym miejscem. I już od ponad stu lat Komitet ma tu swoją siedzibę, a miasto wykorzystuje ten fakt do swojej promocji. Chodnik przy wyjściu z metra oznaczony jest tu jak pasy startowe do biegów, nad jeziorem wznosi się Muzeum Olimpijskie, ponadto swoje siedziby w Lozannie ma 57 międzynarodowych federacji i organizacji sportowych, a ponad 1500 osób pracuje tu w branżach związanych ze sportem.
Zdecydowałam się odwiedzić Muzeum Olimpijskie i wyszłam stamtąd zachwycona - to jedno z najfajniejszych muzeów, jakie kiedykolwiek widziałam! Wystawy zaczynają się od historii greckich igrzysk (świetnie zrobione filmiki), po czym przechodzi się do bardziej współczesnej historii olimpiad. Krok po kroku wprowadzane zmiany - dodawane nowe dyscypliny, dołączające nowe kraje, udział kobiet, utworzenie paraolimpiady, podział igrzysk na letnie i zimowe... Wszystko jest naprawdę fajnie i szczegółowo zrobione, jest tu sporo przedmiotów i ubrań należących kiedyś do olimpijczyków, można zobaczyć, jak wyglądały dawne medale czy znicze olimpijskie. Nie trzeba się interesować sportem, by spędzić w środku sporo czasu i wyjść zachwyconym :)
Gdy wyszłam z muzeum, już nie padało, mogłam więc trochę pospacerować wzdłuż wybrzeża Jeziora Genewskiego. Trochę za parkiem olimpijskim znalazłam niewielki tajski pawilon, podarowany miastu przez króla Tajlandii w 2005 roku. Miał on upamiętnić 60-lecie wstąpienia na tron króla Ramy IX oraz 75-lecie stosunków dyplomatycznych między Szwajcarią a Tajlandią. Oficjalna inauguracja pawilonu miała miejsce w marcu 2009 roku.
Niedaleko wybrzeża Google wskazywało mi jeszcze jedno miejsce, które wydało mi się interesujące - Muzeum Rzymskie oraz pobliski Park Archeologiczny. Rzymianie założyli tutaj fort i osadę wojskową w miejscu dawnych siedlisk celtyckich - dziś można zobaczyć pozostałości budowli oraz przedmioty odnalezione podczas wykopalisk. Do muzeum weszłam i szybko z niego wyszłam, bo wszystko było tylko po francusku - turystów mówiących w innych językach mają w poważaniu ;). Co ciekawe, w parku archeologicznym wszystko było przetłumaczone na angielski i niemiecki. Nie rozumiem, jak to działa, że w parku, do którego wstęp jest darmowy, można było ogarnąć fajne tablice informacyjne w kilku językach, a nikt nie postarał się, by zrobić coś podobnego w muzeum, gdzie płaci się 8 franków za wstęp...
Dzień zakończyłam, spacerując wzdłuż wybrzeża i jeszcze trochę po centrum historycznym - wieczorem było tam spokojniej i zdecydowanie mniej tłoczno niż za dnia. Jest tu trochę fajnych miejsc, spodobała mi się katedra, zakochałam się w Muzeum Olimpijskim... Ale całościowo patrząc, Lozanna mnie nie zachwyciła - raczej tu już nie wrócę ;).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (124) belgia (1) chorwacja (15) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (6) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (10) hiszpania (10) holandia (1) irlandia (3) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) łotwa (1) malta (2) monako (2) nepal (8) niemcy (3) norwegia (1) panama (13) polska (32) portugalia (1) rumunia (8) słowacja (3) słowenia (8) szwajcaria (9) szwecja (222) tajlandia (6) ukraina (2) węgry (7) włochy (15) zea (4)

Instagram