austria

Alpy dla leniwych: Hohe Salve

4.11.20

Austria Alpy Hohe Salve
No to wylądowaliśmy w Tyrolu, mieliśmy cały jeden dzień bardzo ładnej pogody, to trzeba go było wykorzystać na góry. Ja sobie w Alpy jeszcze niejednokrotnie wrócę, więc tym razem mogłam się podpasować pod kątem tego, jak taki wypad miałby wyglądać. Miał to być wyjazd w góry - na tyle wysokie, by nacieszyć się widokami, a zarazem na tyle niskie, by nie była to trasa po kamieniach i śniegu. Najlepiej wjazd kolejką na górę z możliwością spokojnego zejścia pieszo ;). No i żeby było łatwo dostępne z Innsbrucka, pod którym się zatrzymaliśmy. Te właśnie warunki spełniało Hohe Salve w Alpach Kitzbühelskich, położone ok. 80 km na północny-wschód od Innsbrucka.
Zatrzymaliśmy się w Hopfgarten-Markt - tego lata były tu darmowe parkingi dla korzystających z kolejki, choć nie wiem, czy zawsze tak jest, czy tylko chcieli ściągnąć nieco więcej turystów ;). W niewielkiej informacji turystycznej dostaliśmy mapki szlaków na Hohe Salve oraz tras spacerowych w okolicy miejscowości. Za radą pana w informacji postanowiliśmy wjechać na sam szczyt (1.829 m), a potem zejść do stacji przesiadkowej (na górę wjeżdża się dwoma kolejkami) na wysokości 1.150 m, no i stamtąd już zjechać z powrotem do parkingu. Mimo wszystko kupiliśmy i tak bilet na wjazd i zjazd na samą górę, bo po prostu wychodziło taniej niż dwa odcinki oddzielnie - nawet jeśli byłyby krótsze. Wjazd na Hohe Salve kosztuje 15 €, a przejazd w dwie strony - 20 € (ceny na 2020 rok). 
Na szczycie znajduje się kaplica św. Jana Chrzciciela, zwana też potocznie Salvenkirchlein. Jest uznawana za najwyżej położony kościół pielgrzymkowy w Austrii. Świątynię zbudowano pod koniec XVI wieku, ale już w 1643 roku wymagała odbudowy po pożarze wywołanym uderzeniem pioruna. Lokalizacja (a zatem i warunki pogodowe) sprawiła, że kościół szybko niszczał i wymagał częstych renowacji - ostatnia miała miejsce w 2017 roku. Wystrój kaplicy jest prosty i nie wywiera szczególnego wrażenia, to raczej jej położenie nadaje miejscu uroku. W środku znajdziemy wczesnobarokowe figury św. Bartłomieja i św. Jana, a także XVII-wieczny obraz w ołtarzu, przedstawiający chrzest Chrystusa.
Oprócz kaplicy i stacji kolejki na szczycie znajdziemy też restaurację (Gipfelrestaurant Hohe Salve), cieszącą się niemałym powodzeniem. Jako że my ledwo co wjechaliśmy kolejką i nie było nawet okazji się zmęczyć, postój w restauracji sobie odpuściliśmy ;). Zrobiliśmy sobie tylko sesję zdjęciową na szczycie, bo widoki były naprawdę piękne - szczególnie te ośnieżone szczyty w tle, lśniące w słońcu. Pogodę faktycznie mieliśmy idealną, ok. 30 stopni nawet na górze i po całym dniu łażenia można się było ładnie opalić ;).
No ale nie wjechaliśmy po to, żeby siedzieć na szczycie - porobiwszy zdjęcia stwierdziliśmy, że czas schodzić, kawałek w końcu mieliśmy do przejścia. Droga w dół nie była wymagająca, ścieżka wyglądała też na tyle równo, że i podejście pod górę nie powinno sprawiać problemów. Nie rozumiem jednak pary, która próbowała się tędy pchać z dzieckiem w wózku - raz jedno niosło dziecko, a drugie szarpało się z wózkiem, a potem się zamienili. Nie wyglądało na to, żeby ta wędrówka sprawiała przyjemność komukolwiek z nich, no ale udowodnili, że w Alpy da się wyskoczyć z wózkiem dziecięcym, no spoko :P. 
Co wpadło mi w oko, to wszechobecne paralotnie. Sama nie odważyłabym się skorzystać z takiej atrakcji, ale obserwowanie ich śmigających wśród gór robiło wrażenie. Z drugiej strony nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, jak piękne widoki mieli z paralotni, ale wciąż - wolę stać stabilnie na ziemi ;). Dla zainteresowanych - taka przyjemność kosztuje 140 € i można ją zarezerwować chociażby tutaj
Schodząc z Hohe Salve, miniemy kilka niewielkich stawów. Teoretycznie obowiązuje w nich zakaz kąpieli, praktycznie i tak nikt tego nie pilnuje, z czego ludzie korzystają (i co zostało nam delikatnie zasugerowane przez pana w informacji turystycznej ;) ). Chętni mogą odbić nieco dalej jeszcze do Filzalmsee (1.300 m), ale my trzymaliśmy się już podstawowego szlaku, robiąc sobie postoje nad stawami po drodze. W wielu miejscach przy szlaku przygotowane są ławeczki, by można było sobie na chwilę odpocząć. A w jednym ze stawów znaleźliśmy dmuchanego flaminga - to już wyższy poziom kąpieli w górach ;).
Tytuł wpisu jest nieco przewrotny ;), jednak Hohe Salve to faktycznie szansa na wypad w Alpy dla tych, co lubią sobie trochę połazić, ale nie chcą się męczyć / nie mają kondycji. Wjechać na górę można za rozsądną cenę, a potem spokojnie zejść na dół - wśród pięknych widoków, ale i bez zbytniego wysiłku ;). A mi się marzą też trochę wyższe Alpy, może jak zacznę teraz pracować nad kondycją, to do przyszłych wakacji się uda...? ;)

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (122) belgia (1) chorwacja (15) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (6) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (10) hiszpania (10) holandia (1) irlandia (3) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) łotwa (1) malta (2) monako (2) nepal (8) niemcy (3) norwegia (1) panama (13) polska (32) portugalia (1) rumunia (8) słowacja (3) słowenia (8) szwajcaria (9) szwecja (222) tajlandia (6) ukraina (2) węgry (7) włochy (15) zea (4)

Instagram