Advertisement

Main Ad

Z wizytą u Freuda

Muzeum Zygmunta Freuda, Wiedeń
Wysiadam z metra na stacji Roßauer Lände i naciągam kaptur na głowę. Mamy drugą połowę marca, a śnieg sypie, jakby mu się pory roku pomyliły. Mam do przejścia ledwie 600 metrów, a ta niewielka odległość wydaje się jakimś masochizmem, kiedy pogoda jest taka a nie inna. Docieram w końcu na ulicę Berggasse 19, do budynku, przy którym wita mnie tabliczka, że właśnie tutaj w latach 1891-1938 mieszkał i pracował Sigmund Freud, twórca psychoanalizy. Idę do kasy po bilet - dostaję niewielką, okrągłą naklejkę, którą przyczepiam do kurtki; zostawiam plecak w szatni i przez klimatyczną klatkę schodową wchodzę na pierwsze piętro. Czas rozpocząć zwiedzanie muzeum Sigmunda Freuda - muzeum, które otworzyli po dłuższym remoncie w ubiegłym roku, by chwilę później je zamknąć przez pandemię. Biorąc pod uwagę, że nikt nie przewidzi, na jak długo teraz pootwierano muzea z powrotem, wiedziałam, że trzeba korzystać jak najszybciej ;). 
Sigmund Freud był austriackim Żydem i nigdy tego nie ukrywał, miewał problemy ze względu na swoje pochodzenie. Jednak dopiero w 1938 roku, kiedy Niemiecka Rzesza dokonała anschlussu Austrii, życie Freuda i jego rodziny znalazło się w realnym niebezpieczeństwie. Dzięki pomocy z zagranicy w czerwcu 1938 roku udało mu się - wraz z żoną i córką - wyjechać do Londynu (gdzie zresztą zmarł w następnym roku). Zabrali ze sobą bardziej wartościowe przedmioty, a mieszkanie zajęli naziści. Dlatego też z oryginalnego wystroju nie zachowało się prawie nic - w muzeum możemy jednak zobaczyć zdjęcia z dawnych lat, które pozwalają sobie wyobrazić życie słynnego psychoanalityka. Gdzieniegdzie zachowały się pojedyncze elementy wystroju (np. piec) czy fragmenty dekoracji ściennych.
Jedynym pomieszczeniem, którego wystrój zachował się z czasów przedwojennych (zakładam, że głównie przez jego prostotę i niemożność rozkradnięcia) jest przedsionek z garderobą. Już po wojnie Anna (najmłodsza córka Sigmunda, która też zajmowała się psychoanalizą, aczkolwiek dziecięcą) podarowała muzeum trochę przedmiotów z oryginalnego gabinetu ojca, by można było zrobić rekonstrukcję choć jednego pomieszczenia. To również dzięki niej znajdziemy w muzeum gablotkę z antykami - niewielką część bogatej kolekcji Sigmunda. Według informacji na tabliczce przy gablotce kolekcja zawierała prawie 3000 przedmiotów egipskiego, mezopotamskiego, greckiego, rzymskiego, etruskiego, a także chińskiego i południowoamerykańskiego pochodzenia
A samo muzeum... To kilkanaście pomieszczeń, które oryginalnie były mieszkaniem rodziny Freudów oraz gabinetami Sigmunda i Anny. Tam, gdzie zachowały się zdjęcia, możemy zobaczyć oryginalny wystrój pokojów, do tego zawsze znajdziemy informacje, kto w danym pomieszczeniu mieszkał albo jakim celom służyło. Wszystko jest opisane zarówno po niemiecku, jak i po angielsku. W jednym z większych pomieszczeń zrobiono interaktywną wystawę poświęconą samej psychoanalizie, na ekranach możemy zobaczyć znanych psychoanalityków z całego świata. Mnie akurat ta część interesowała nieco mniej - do muzeum zajrzałam dla samej postaci Freuda, a nie dziedziny, którą stworzył. Ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że zainteresowani tematem byliby w stanie spędzić w tym pomieszczeniu dobre kilkadziesiąt minut ;).
Co mnie zaskoczyło - w piątkowe popołudnie w muzeum było sporo ludzi. Gdy do tego dodamy semi-lockdown, obowiązek utrzymywania 2 m dystansu od ludzi, pomieszczenia, do których mogą wejść jednocześnie maksymalnie 1-2 osoby... Nie wszystko udało mi się doczytać, co chciałam, bo musiałabym często stać gdzieś w kącie, czekając, aż mogę podejść. Jednak udało mi się zapoznać bliżej z biografią Sigmunda i członków jego rodziny - jego siostry, którym nie udało się uciec przez nazistami, zginęły w obozach koncentracyjnych. Z ciekawością przyjrzałam się też kopiom listów - Freud traktował pisanie listów jako ważną część swego dnia i do dzisiaj zachowały się ich tysiące. Podziwiam jego partnerów korespondencyjnych - ja bym tego nie rozczytała... ;)
W muzeum znajdziemy też liczne przedmioty należące do Freuda oraz jego dzieła przetłumaczone na różne języki - znalazłam tu książki zarówno po polsku, jak i po szwedzku, choć naturalnie dominuje niemiecki i angielski. Podobno Freud bardzo lubił pisać po niemiecku ze względu na bogate możliwości słowotwórstwa w tym języku - bierzesz cztery różne słówka, łączysz je w jedną długą całość i voilà! Masz nowe słowo, świetnie opisujące dany problem z psychoanalizy. A Wy, tłumacze, męczcie się z przekładem na inne języki... ;)
Po obejściu wystawy głównej, schodzę z powrotem na dół. Jeszcze przed wyjściem z wystaw trafiam na niewielkie pomieszczenie, gdzie opisano wyjazd rodziny Freudów z Wiednia w 1938 roku, ostatnie chwile życia Sigmunda w Londynie, wspomniane już losy sióstr... Naprzeciwko trafiam też na inne drzwi z tabliczką sztuka. Szybko orientuję się, że to nie jest miejsce dla mnie - zdecydowanie nie jestem fanką sztuki współczesnej i nie do końca rozumiem, co ta wystawa robi w muzeum Freuda ;). Intryguje mnie za to sama klatka schodowa - na ścianach opisano losy innych mieszkańców budynku. Wielu sąsiadów Freuda było również Żydami, a ich losy to tak naprawdę lista miejsc: Auschwitz, Treblinka, Theresienstadt...
Spodobało mi się to muzeum, choć chyba spodziewałam się czegoś trochę innego. Wystrój jest prosty, bo nie rekonstruowano wnętrz mieszkania, po prostu odmalowano ściany i postawiono w środku gabloty. Można się tu jednak sporo dowiedzieć o samym Freudzie, jak i o jego badaniach, więc dobrze by było się choć trochę interesować tematem. Zwłaszcza, że to akurat jedno z tych droższych wiedeńskich muzeów - bilet kosztuje 14€, czyli niewiele mniej niż do np. Muzeum Historii Sztuki, a wielkość kolekcji jest przecież nie do porównania... Zainteresowanym jednak bardzo polecam, muzeum jest otwarte od środy do piątku w godzinach 11-18, a w weekendy i święta 10-18.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze