Advertisement

Main Ad

Nad Traunsee: Gmunden i Traunkirchen

Austria Traunsee
Nad Traunsee zawitałam po raz pierwszy latem 2020 roku, podczas pandemicznej objazdówki po Austrii z rodzicami. Mieliśmy spędzić kilka dni w Salzkammergut i po drodze do miejsca noclegowego zatrzymaliśmy się na chwilę w Gmunden. Był to jednak bardzo krótki postój - ot, zrobić parę zdjęć jeziora, podejść do zamku na wodzie i ruszyć w dalszą drogę. Stanowczo za mało, by zrobić z tego wpis na bloga ;). Nad Traunsee zawitałam ponownie latem tego roku, podczas długiego weekendu przy okazji 15 sierpnia, który postanowiliśmy - dla urozmaicenia - spędzić w Austrii... podobnie jak większość Austriaków i sporo Niemców. Naszym miejscem docelowym było inne jezioro, Wolfgangsee, ale przecież nikt nam nie kazał jechać prosto do celu, bez urządzania żadnych postojów ;). I tak, patrząc na mapę, M. stwierdził, że możemy się zatrzymać nad Traunsee. Rozważaliśmy trzy miasteczka na trasie: Gmunden, Traunkirchen i Ebensee - z ostatniego jednak zrezygnowaliśmy, bo już zrobiło się na tyle późno, że woleliśmy zameldować się w miejscu noclegowym i szukać jakiejś obiado-kolacji nad samym Wolfgangsee. Ale nad Traunsee udało się i tak co nieco zobaczyć :).
Bez problemu znaleźliśmy miejsce na jednym z płatnych parkingów w centrum Gmunden i ruszyliśmy na spacer wzdłuż brzegu jeziora, kierując się na Schloss Ort. Traunsee to jedno z największych austriackich jezior - dokładnie to czwarte, jeśli liczyć dzielone z sąsiednimi krajami jeziora Bodeńskie i Nezyderskie, a z tych całkowicie leżących na terenie Austrii większe jest tylko Attersee. Powierzchnia Traunsee wynosi 24.5 km2, a jego maksymalna głębokość to 191 m (choć niektóre źródła twierdzą, że nawet 204 m), co czyni je najgłębszym jeziorem w kraju. My na żadne kąpiele się tu nie decydowaliśmy, choć w ciepły, sierpniowy dzień sporo widzieliśmy na wodzie łódek i SUP-ów. Z wybrzeża przy centrum Gmunden, gdzie najpierw zatrzymaliśmy się na zdjęcia i podziwianie widoków, do Schloss Ort mieliśmy zaledwie 10 minut spacerem i zanim się obejrzeliśmy, mieliśmy już przed sobą most oddzielający wysepkę od stałego lądu.
W gruncie rzeczy zamek Ort dzieli się na dwie części - większy Landschloss Ort na stałym lądzie, pochodzący z XVII wieku, oraz ten bardziej znany, położony na wysepce Seeschloss Ort, który swoją historią sięga X wieku, choć obecną formę zawdzięcza przebudowie po pożarze z pierwszej połowy XVII wieku. Zameczek na wodzie można zwiedzać za 5 €, my to sobie jednak odpuściliśmy, zamiast tego z przyjemnością usiedliśmy w przyzamkowej kawiarni, by nacieszyć się widokiem. Potem obeszliśmy wysepkę dookoła, co - biorąc pod uwagę jej rozmiary - nie mogło zająć dużo czasu ;) i skierowaliśmy się z powrotem do centrum Gmunden.
Samo Gmunden rozrosło się z małej wioski rybackiej i jeszcze w średniowieczu uzyskało prawa miejskie. Warto się przespacerować od Schloss Ort aż do placu Ratuszowego (Rathausplatz), bo wzdłuż jeziora urządzono przyjemną promenadę, przy której nie brakuje zieleni ani ławeczek do odpoczynku. Sam ratusz to XVI-wieczny budynek, którego fasadę w obecny sposób ozdobiono w połowie wieku XVIII. Ostatnimi czasy na placu Ratuszowym pojawiła się też dodatkowa atrakcja - wysoka na ok. 4 metry zielona postać to rzeźba La Communicacion autorstwa fińskiego artysty Kima Simonssona. Moim zdaniem kompletnie tu nie pasuje, ale cóż, nigdy nie twierdziłam, że znam się na sztuce... ;)
Z Gmunden ruszyliśmy dalej na południe i po jakichś 15 minutach jazdy dotarliśmy do dużo mniejszego Traunkirchen. Tutaj nie było co nawet liczyć na parking w miasteczku, ale na szczęście w długi sierpniowy weekend władze zezwoliły na darmowe parkowanie wzdłuż drogi wiodącej do Traunkirchen, a stamtąd czekał nas już tylko krótki spacer. Jeśli przyjeżdżacie w jakimś spokojniejszym okresie niż austriacki długi weekend, zapewne uda się Wam zatrzymać na jednym z kilku miejscowych parkingów - przy P1 (Harrachberg) są czyste i darmowe toalety. A ledwie 500 m dalej znajduje się już przystań promów, na której zrobiłam poniższe zdjęcia. No i weszłam aż do kolan do wody, utwierdzając się w przekonaniu, że górskie jeziora nawet latem nie mają dla mnie odpowiedniej temperatury ;)
Nad wybrzeżem wznosi się zabytkowy klasztor, pierwotnie należący do benedyktynek, później zaś przejęty przez jezuitów. Kompleks sięga swoją historią czasów średniowiecza, ale był niejednokrotnie przebudowywany i odbudowywany po różnych katastrofach - swój obecny wygląd zawdzięcza barokowej odbudowie po pożarze z XVII wieku. Dziś w budynkach klasztornych mieści się m.in. Muzeum Rękodzieła, restauracja, urządzane są różne uroczystości, w tym wesela. Do kompleksu przylega zadbany i pięknie położony cmentarz - aż przyjemnie tu posiedzieć z widokiem na jezioro i góry...
Obowiązkowo trzeba też zajrzeć do kościoła parafialnego w Traunkirchen - dawnej świątyni klasztornej - p.w. Koronacji NMP (Pfarrkirche Maria Krönung). Kościół w obecnej formie został zbudowany w latach trzydziestych XVII wieku i to prawdziwa barokowa perełka. Największą ciekawostką, jeśli chodzi o wystrój wnętrza, jest niewątpliwie ambona rybacka (Fischerkanzel) z 1753 roku, której autor jest niestety nieznany. Warto też zwrócić uwagę na bogato zdobione ołtarze - główny oraz boczne - pochodzące z tego samego okresu. Mi osobiście, poza wspomnianą już amboną, najbardziej wpadły w oko ciekawe gobeliny po bokach ołtarza.
Kiedy kręciliśmy się przy przystani oraz klasztorze, zastanawiałam się, gdzie są ci wszyscy ludzie. Samochodów wszędzie od groma, a turystów i plażowiczów niewielu... Okazało się, że część rekreacyjna Traunkirchen znajduje się trochę dalej i wystarczył krótki spacer wzdłuż jeziora, by trafić na dużo bardziej zatłoczoną część wybrzeża ;). Znajduje się tu posąg filozofa Hegla pokonującego grawitację autorstwa Fernanda Castilla, wypożyczalnia łodzi i całkiem sporo wolnej przestrzeni, by po prostu korzystać z ładnego dnia nad jeziorem. A nad wszystkim góruje wzgórze z kapliczką...
Na wzgórze z kapliczką - Johannesbergkapelle - też oczywiście weszliśmy, była to zaledwie kilkuminutowa wspinaczka dość równą trasą przez las do góry. Liczyłam na piękne widoki ze wzgórza, ale trochę się przeliczyłam, bo większość kapliczki była otoczona ze wszystkich stron drzewami - tylko z jednego miejsca dało się na spokojnie rozejrzeć po okolicy. Dokładna data powstania Johannesbergkapelle jest nieznana, ale pierwsze wzmianki o niej sięgają jeszcze XIV wieku. Do środka można było zajrzeć jedynie przez kraty, więc tak naprawdę wejście na wzgórze, rozejrzenie się i zejście to kwestia kilkunastu minut ;).
Jedyne, czego mi brakowało podczas spaceru po Traunkirchen to znanego mi ze zdjęć widoku miasteczka i kapliczki - szybko zdałam sobie sprawę, że po taki widok muszę się wybrać nieco dalej. Gdy ruszyliśmy znów na południe, zatrzymaliśmy się jeszcze przed Ebensee, kiedy tylko zauważyłam przez okno wspomniany widok - jest wystarczająco dużo miejsca na poboczu, by nie blokować drogi, choć trzeba uważać przy przechodzeniu na drugą stronę ulicy. I właśnie tym widokiem pożegnaliśmy się z Traunsee, gotowi na przygodę nad kolejnym jeziorem ;).

Prześlij komentarz

0 Komentarze