Advertisement

Main Ad

Ruiny Termessos - pomysł na wypad z Antalyi

Nie jestem typem plażowiczki, więc plaże południowego wybrzeża Turcji nie kuszą mnie aż tak jak miłośników all inclusive. Byłam w tym regionie wieki temu, był to rok bodajże 2009, i nocowaliśmy z ekipą w Alanyi. Urządzaliśmy sobie wtedy wycieczki po okolicy - byliśmy w Side, na raftingu na jednej z górskich rzek, przy wodospadach Kursunlu, a nawet wyskoczyliśmy na cały dzień do bardziej odległego Pamukkale. Aż szkoda, że w tamtych czasach nie prowadziłam bloga, bo sporo fajnych miejscówek się widziało :). Tegoroczny wypad do Antalyi był związany z pracą, ale wiadomo, prawie nigdy nie jest tak, że zupełnie nie da się zobaczyć czegoś nowego. Na ten przykład pozostałości jednego z najlepiej zachowanych starożytnych miast w Turcji.
Ruiny Termessos położone są ok. 30 km na północny-zachód od Antalyi i z tego, co czytam, najwygodniejsza opcja, by się tam dostać, to wynajęty samochód, taksówka albo wycieczka zorganizowana. Transport publiczny dociera tylko do podnóża wzgórz, gdzie leży Termessos i trzeba się tu liczyć z kilkukilometrowym spacerem do góry. I jasne, wszystko się da zrobić, ale pewnie w letnich upałach można spędzić czas przyjemniej... Ja tu byłam w styczniu i temperatury na schowanym w cieniu parkingu były na tyle niskie, że kurtka i czapka były koniecznością. Ale wystarczył krótki spacer do góry, do głównej części ruin, bym całkiem nieźle się zgrzała. Wybierając się do Termessos, warto uwzględnić, że jest tu sporo chodzenia po nierównościach - nie tylko tego góra-dół, ale często też przeskakiwania po rozrzuconych kamieniach, tworzących niegdyś budowle miasta. Z wózkiem dziecięcym czy mając jakieś poważniejsze problemy z chodzeniem raczej bym się tu nie wybierała.
Historia Termessos sięga starożytności, chociaż konkretnej daty założenia miasta nie znamy. Wiadomo jednak, że wspominał o nim już Homer, a Aleksandrowi Wielkiemu nie udało się go podbić, czym okoliczni mieszkańcy chwalą się po dziś dzień ;). Termessos wyrosło na znaczącą potęgę regionalną, najpierw współpracując z Imperium Rzymskim, a z czasem stając się jego prowincją. A potem zaczęło podupadać i w późnej starożytności wyludniło się - najprawdopodobniej główną tego przyczyną było potężne trzęsienie ziemi, które zniszczyło wiele budowli, w tym doprowadzający do miasta wodę akwedukt. Ze względu na swoje położenie (w górach na wysokości ponad 1.000 m n.p.m.) przez wieki ruiny pozostawały w zapomnieniu i nie wykorzystywano rozrzuconych wszędzie kamieni jako budulca do nowszych budynków. Termessos wzbudziło zainteresowanie badaczy dopiero w XIX wieku, ale do dziś nie jest szczególnie popularną miejscówką turystyczną, a biorąc pod uwagę położenie - nie tylko wysoko, ale też na terenie parku narodowego Güllük Dağı-Termessos - nie prowadzi się tu wykopalisk.
Brak regularnych prac archeologicznych jest zarówno wadą, jak i zaletą tego miejsca. Bo owszem, wszystko zostaje tak, jak było, ale jest to chyba najbardziej nieuporządkowane stanowisko archeologiczne, jakie dotąd miałam okazję zwiedzać. Najważniejsze obiekty są opisane, znajdziemy tu też tablicę z mapką, ale to naprawdę trochę za mało - zwłaszcza, że czasem się zastanawiałam, którędy się dalej przedzierać wśród drzew i porozrzucanych wszędzie kamieni. I człowiek z jednej strony się cieszy, że odwiedza takie mniej turystyczne miejsce, że poza nami nie było tu wielu innych ludzi... a z drugiej jednak przyzwyczajenie robi swoje i lubię takie dobrze ogarnięte pod odwiedzających stanowiska archeologiczne. Takie, gdzie wiadomo, co i w jakiej kolejności zwiedzać, gdzie można zobaczyć grafiki przedstawiające, jak kiedyś wyglądało to miejsce, albo poczytać o jego historii...
Jeśli już mowa o najważniejszych zabytkach na terenie Termessos, to numerem jeden jest tu zdecydowanie teatr. Ogromna hellenistyczna budowla mogła pomieścić nawet 4.000-5.000 widzów (niektóre źródła mówią o 4.200 osób), co najprawdopodobniej przekraczało liczbę mieszkańców samego miasta. Jak to często bywa w przypadku takich zabytków, niemałą rolę odgrywa tu położenie teatru - tuż za sceną wznoszą się góry Taurus i widok jest po prostu niesamowity :). No i nie można nie wspomnieć o akustyce, o którą tak świetnie potrafiono już wtedy zadbać. Spacerując po górnej części widowni bez problemu słyszałam stojącego na samym dole przewodnika, spokojnym głosem opowiadającego wycieczce o znaczeniu tego miejsca.
Ciekawostką wśród ruin są też dawne cysterny na wodę deszczową - pięć głębokich zbiorników, naturalnie odpowiednio zabezpieczonych, położonych na wschód agory. Akwedukt był ważny, ale nie można było pozwolić, by marnowała się woda spadająca z nieba ;). Wśród pozostałości Termessos znajdziemy również odeon, kompleks gimnazjonu, fragmenty fortyfikacji, świątynie... no i chyba najciekawszą część ruin, czyli nekropolię ;). Warto się tu przyglądać różnym szczegółom, bo wiele ciekawostek nie zostało w żaden sposób oznaczonych - ot, po prostu patrzy się na stos popękanych kamieni i nagle na niektórych z nich dostrzega się różne reliefy czy napisy sprzed wieków.
Nekropolię uznałam za najciekawszą część ruin nie tylko dlatego, że generalnie lubię zabytkowe cmentarze, ale też ze względu na fakt, że to zaskakująco dobrze zachowana część Termessos. Grobowce znajdowały się przy drogach wiodących do miasta, więc można tu planować zwiedzanie tak, by okrężną drogą przez nekropolię zejść z powrotem na parking. Sarkofagi tworzono z różnych materiałów, do dziś zachowały się głównie te kamienne z II i III wieku. Na niektórych można wypatrzeć różne wzory lub inskrypcje, czasem znajdują się one też na odłupanych i odrzuconych dalej kamiennych fragmentach - znów, warto mieć oczy dookoła głowy ;).
Naturalnie ci najbogatsi i najważniejsi mieszkańcy Termessos nie zadowalali się zwykłymi sarkofagami. Dla nich i ich rodzin kuto w skale całe komnaty grobowe, z których część również zachowała się do dzisiaj. Choć wejścia niegdyś zamykano kamiennymi płytami, nie powstrzymało to złodziei, którzy na przestrzeni wieków wynieśli z grobowców wszystkie cenne przedmioty pozostawione przy zmarłych. Najbardziej znany grobowiec należy do Alcetasa, jednak tam już nie podchodziliśmy - z jednej strony trochę nie starczyło czasu, z drugiej nie czułam się jeszcze pewnie z gojącą się ze stanu zapalnego stopą, by tak skakać po wszystkich kamieniach. Wciąż jednak całkiem sporo udało się tu zobaczyć :).
Aż do stycznia tego roku w ogóle nie słyszałam o Termessos, ale kiedy tylko dowiedziałam się o tym miejscu i zaczęłam co nieco czytać, naprawdę chciałam je odwiedzić :). Bardzo polecam taką wycieczkę, jeśli wybierzecie w się w okolice Antalyi/Alanyi i znudzi się Wam plażowanie - w sezonie (kwiecień-wrzesień) Termessos jest otwarte od 8 do 19, poza sezonem o godzinę krócej. Warto mieć wygodne buty i nastawić się na trochę chodzenia, ale widoki i ponadtysiącletnie ruiny potrafią to wszystko wynagrodzić :). Zresztą już po drodze można podziwiać widoki jak na ostatnim zdjęciu - aż ciężko uwierzyć, że ledwo kawałek dalej są plaże i morze...

Prześlij komentarz

0 Komentarze