Advertisement

Main Ad

Faro - stare miasto do remontu, kościoły, czaszki i bociany

Portugalia Faro
Faro samo w sobie nas szczególnie nie ciągnęło, ale to tutaj mieliśmy lot z Wiednia, tutaj też znaleźliśmy nocleg, więc siłą rzeczy ostatni dzień przed wylotem postanowiliśmy poświęcić właśnie temu miastu. Na start muszę wspomnieć, że ze wszystkiego, co mieliśmy okazję zobaczyć na południu Portugalii, Faro przypadło nam do gustu najmniej. Było ok - tylko tyle i aż tyle. Do tego na ten ostatni dzień naszego wypadu do Algarve zapowiadano załamanie pogody, więc zwiedzaliśmy, co i rusz spoglądając w niebo, gdzie kłębiły się ciemne chmury. Dopisało nam szczęście - nie lunęło z nich, choć miało, za to na krótko przed wyruszeniem na lotnisko mogliśmy nawet zobaczyć trochę słońca. Zdjęcia z Faro mam jednak dość szare i ponure, ale mam nadzieję, że parę ładnych miejsc uda mi się tu pokazać - nawet z ciemnym niebem ;).
Zacznijmy od mariny, na brzegu której znajdziemy wielkie litery Faro, zachęcające do turystycznego zdjęcia, oraz niewielkie muzeum morskie (Museu Marítimo Almirante Ramalho Ortigão). Wzdłuż wybrzeża ciągnie się też przypominający bardziej plac niż ogród Jardim Manuel Bivar, gdzie wczesną wiosną dopiero zaczęły się pojawiać kwiaty na drzewach. Można tu przysiąść i odpocząć, ale nam na początku zwiedzania odpoczynek jeszcze nie był w głowach - podeszliśmy tu głównie dla znajdującej się obok informacji turystycznej. Dostaliśmy darmową mapkę, parę dość ogólnych polecajek i byliśmy już gotowi na odkrywanie Faro ;).
Informacja turystyczna mieści się w bocznej części budynku przywodzącego mi na myśl fasadę kościoła... To jednak brama - Arco da Vila - prowadząca do starego miasta, choć z kapliczką na górze ;). Arco da Vila zbudowano na początku XIX wieku w miejscu wcześniejszej, średniowiecznej bramy i to właśnie tędy weszliśmy na teren starówki, czyli Cidade Velha. Zanim jednak poszliśmy dalej, zatrzymałam się tu na dłużej, bo na szczycie bramy swoje gniazda założyły bociany... i był to naprawdę fajny widok :). Zresztą ku mojemu zaskoczeniu na przełomie lutego i marca widziałam sporo tych ptaków w Faro, siedzących na dachach budynków lub lecących nad mariną... Jednak ładne bramy prowadzące do starego miasta okazały się zaskakującym kontrastem z budynkami, które zobaczyliśmy dalej. Większość była brudna i obdrapana, z odchodzącą farbą, gdzieniegdzie wzbogaconą graffiti. Ciężko było pozbyć się wrażenia, że ta zabytkowa dzielnica w Faro jest po prostu brzydka i zaniedbana...
Najjaśniejszą perełką na tej obdrapanej starówce jest niewątpliwie katedra - Sé de Faro. Już otaczający ją plac przyciągnął mój wzrok, bo wszędzie dookoła rosły drzewa pomarańczowe pełne owoców, a mnie ten widok zawsze cieszy ;). Wstęp na teren świątyni jest płatny i - włącznie z wieżą katedralną - kosztował 5 €. Po wejściu na dziedziniec warto nie kierować się od razu do samej katedry, ale jeszcze podejść prosto do znajdującego się w rogu dziedzińca ossuarium. To średniej wielkości ołtarz, niemal w całości wyłożony czaszkami, choć wielu kości już brakuje - jakby nie patrzeć miejsce to powstało w połowie XVII wieku i było wystawione na działanie przyrody. Nie jest to jedyna tego typu ciekawostka w Faro, ale o tym później... ;)
Przejdźmy teraz do samej katedry, która zdecydowanie jest jednym z najpiękniejszych zabytków Faro. Zresztą ja nie od dziś uważam, że Portugalia ma jedne z najwspanialej zdobionych kościołów w Europie, więc nieważne, czy trzeba płacić za wstęp - jak mam możliwość, to wchodzę i zwiedzam ;). Początki świątyni toną w mroku historii, bo do XIII wieku te tereny były pod władzą arabską i prawdopodobnie pierwszą katedrą był przerobiony meczet, pod którym z kolei znajdowały się pozostałości rzymskiej świątyni. Następnie odbywały się liczne przebudowy i rozbudowy i to, co oglądamy dzisiaj, to efekt prac prowadzonych na przestrzeni wieków od XV do XIX. Dominują tu gotyk i barok, choć tego drugiego jest więcej ze względu na prace przeprowadzone po zniszczeniach spowodowanych trzęsieniem ziemi z XVIII wieku.
Myślę, że wystarczy spojrzeć na te zdjęcia, by przekonać się, że prawdziwych barokowych perełek tutaj nie brakuje :). Najpierw rzuca się w oczy cały złocony ołtarz główny, ale wystarczy zajrzeć do kaplic bocznych, by się przekonać, że i bez złota może być pięknie. Mnóstwo misternie rzeźbionego (i często też miejscami złoconego) drewna, charakterystyczne biało-niebieskie azulejos, barokowe i orientalne organy w stylu chinoiserie... Do tego można tu zajrzeć do zabytkowej zakrystii oraz wejść na chór, żeby przyjrzeć się z bliska organom, no i spojrzeć z góry na całe wnętrze katedry. 5 € za takie zwiedzanie to wcale nie jest wygórowana cena ;).
Zwiedzanie katedry kończy się na dzwonnicy, która stanowi podobno najlepszy punkt widokowy w Faro - piszę podobno, bo na innych punktach widokowych nie miałam okazji być ;). Mimo pochmurnego nieba krajobraz był naprawdę ładny, zresztą Faro leży u ujścia Ria Formosa, która tworzy tu istny labirynt odnóg i kanałów, a z wieży fajnie to widać. Do tego sam plac przy katedrze, fragmenty portu i starego miasta - w końcu katedra znajduje się w samym sercu zabytkowego Faro. Po zejściu z wieży pospacerowaliśmy trochę wzdłuż brzegu rzeki, gdzie w niepewny pogodowo dzień było pusto i spokojnie. Tylko przy straganach oferujących bilety na łódki kręciło się trochę ludzi, ale mając ograniczony czas i ciemne chmury nad głowami, nawet do nich nie podchodziliśmy ;).
Cidade Velha opuściliśmy przez kolejną zabytkową bramę, Arco do Repouso. Pochodzi ona jeszcze z czasów muzułmańskich (ok. XII-XIII wieku), ale została mocno przebudowana w wieku XVIII i dziś już nie wygląda zbyt średniowiecznie ;). Bramą wychodzimy tuż naprzeciwko charakterystycznego budynku brazylijskiego konsulatu, a kawałek dalej znajduje się pałac Belmarço. Ta względnie nowa, bo już XX-wieczna rezydencja kupiecka od samego początku (bo mieszkaliśmy w pobliżu i parę razy tędy przechodziliśmy) przyciągała mój wzrok bogatą fasadą oraz... bocianami ;). Tak, na dachu pałacu wypatrzyliśmy całkiem sporo tych ptaków, które swoje gniazda pobudowały w kilku miejscach, a także na pobliskich słupach i dachach. Chyba jeszcze nigdy w żadnym mieście nie widziałam tylu bocianów co w Faro, dotąd te ptaki kojarzyły mi się bardziej z obszarami wiejskimi, a tu taka niespodzianka ;).
Mając wciąż trochę czasu, zanim przyjdzie nam się zbierać na lotnisko, postanowiłam odbić kawałek na północ od centrum, by zobaczyć... jeszcze jeden kościół, bo co innego? ;) A że po drodze mijaliśmy jeszcze niewielki kościółek św. Piotra (Igreja de São Pedro), to też stwierdziłam, że można wejść do środka - w końcu, jak wspominałam, portugalskie świątynie potrafią nieraz zaskoczyć swoim pięknem. Także i tutaj, mimo prostoty samego budynku, znalazło się sporo perełek, dla których warto było to miejsce odwiedzić. Większość wystroju wnętrza pochodzi z XVII i XVIII wieku, zatem znów mamy do czynienia z pięknym barokiem, misternie rzeźbionymi ołtarzami i kaplicami oraz szczegółowo zdobionymi azulejos.
Jednak główna świątynia, do której zmierzaliśmy - Igreja do Carmo - znajdowała się parę kroków dalej i była nawet biletowana (fakt, że całe 2 €, ale to wciąż Portugalia z mniej turystycznymi cenami niż większość Europy), co chyba może na swój sposób świadczyć o jej popularności ;). Kościół pochodzi z 1713 roku, choć jeszcze przez XVIII i XIX wiek trwały w nim prace, no i uważany jest za jeden z najważniejszych barokowych zabytków w całym Algarve. Z zewnątrz wydaje się być większy niż w środku - to jednonawowa świątynia, której bogato zdobiony ołtarz i kaplice boczne sprawiają, że człowiek wydaje się niemal przytłoczony zdobieniami.
Za piękne rzeźbienia w drewnie w większości odpowiadał znany w Algarve artysta Manuel Martins. Warto jednak pamiętać, że przez dekady nad dekoracjami pracowało wielu artystów - nie tylko w samym kościele, ale też w zakrystii. Tutaj też mogliśmy swobodnie zajrzeć, bo przez zakrystię (jeśli wierzyć internetom - jedną z najpiękniejszych w całej Portugalii!) przechodzi się do ogrodów i najbardziej znanej kaplicy ;). Na pewno trzeba tu zwrócić uwagę na drewniane, malowane sklepienie, ale wzrok przyciągają też rzeźby i obrazy.
No ale przejdźmy jeszcze do tej słynnej kaplicy... Pisząc o katedrze, wspomniałam, że jeszcze wrócę do tematu czaszek i kości. Tamto ossuarium jest w końcu dużo mniejsze od tego, które można zobaczyć właśnie w Igreja do Carmo i to głównie dlatego kościół ten stał się tak popularną atrakcją turystyczną. Capela dos Ossos, czyli Kaplica Kości, powstała w 1816 roku i obecnie można tu znaleźć ponad 1.200 czaszek karmelitów, którzy zbudowali i opiekowali się kościołem. Miejsce to, jak i wiele podobnych, jest nie tylko cmentarzem, ale ma też przypominać odwiedzającym o ich śmiertelności. Jest to więc bez wątpienia atrakcja dość specyficzna, odwiedzających tu jednak nie brakowało... My na kościele zakończyliśmy zwiedzanie Faro - wróciliśmy z powrotem do centrum, gdzie usiedliśmy jeszcze na chwilę w knajpce, a potem ruszyliśmy już na lotnisko. I to taksówką, bo przy tych odległościach i cenach za taksówkę z centrum wyszło niecałe 6 €, więc nawet nie kombinowaliśmy z transportem publicznym ;).

Prześlij komentarz

0 Komentarze