Advertisement

Main Ad

Brittsommar - złota, szwedzka jesień

My mamy swoje babie lato, ale nawet w kraju uznawanym za tak zimny i szary jak Szwecja jesień nie zawsze musi być ponura. I o ile listopada sama całym sercem nie znoszę, to październik jest jednym z moich ulubionych miesięcy. W Sztokholmie akurat środek października przypada na ten najpiękniejszy okres pełen kolorów. W tym roku Brittsommar wypadło akurat w okolicy weekendu 14-15 X, czyli spóźniło się o jakiś tydzień... ;)
Dlaczego mówię o tygodniowym spóźnieniu? Bo nazwa Brittsommar pochodzi od imienia świętej Brygidy (po szwedzku Birgitta, a skrótowe formy to właśnie Britt lub Britta), a dzień tej świętej przypada akurat na 7 października. Istnieje legenda mówiąca o tym, że św. Brygida uważała klimat północny za wyjątkowo zimny i niesprzyjający, więc gorąco modliła się o ocieplenie (no i już wiadomo, skąd to globalne ocieplenie mamy... :P ). Bóg zdecydował się wysłuchać jej próśb i zesłał Szwecji kilka dodatkowych ciepłych dni w październiku.
A czym właściwie to Brittsommar jest? Myślę, że porównanie do babiego lata, którego użyłam na początku, mówi całkiem sporo :). Brittsommar to właśnie to nagłe ocieplenie, które przychodzi gdzieś w październiku, kiedy już powoli przyzwyczajamy się do chłodu i braku słońca. To ta złota, słoneczna jesień, która trwa zdecydowanie za krótko...  W Sztokholmie w połowie października nagle zrobiło się 17 stopni w cieniu, a na słońcu odczuwalna temperatura spokojnie przekraczała 20 stopni. Gdy tutaj pięknie grzało słońce, w Polsce było akurat kilka stopni i ciągle lało - nikt nie chciał mi wierzyć, że w Szwecji może być wtedy tak pięknie ;).
Niestety, nie trwało to zbyt długo... Pogoda na tygodniu była dość zmienna, ale niezbyt mnie to ruszało, bo i tak całe dnie siedziałam w pracy. Za to z trzech październikowych weekendów, które spędziłam w Sztokholmie (czwarty już w Czarnogórze, a tam akurat na pogodę zdecydowanie nie mogłam narzekać ;) ), tylko jeden był taki, że aż się nie chciało wychodzić z domu. Dwa pozostałe wykorzystałam na długie spacery z aparatem, których rezultatem jest tona zdjęć załączonych do tego wpisu ;).

Ale Szwedom nie wystarczy, że jest po prostu ciepło i słonecznie. Jak pisze SVT nyheter, prawdziwe Brittsommar powinno spełniać określone warunki. Po pierwsze, musi wypadać pomiędzy 4 a 10 października, czyli w tygodniu, w którym mamy dzień św. Brygidy. Samo ciepło to temperatury ok. 20 stopni na południu i 15 stopni na północy. Ponadto musi być słonecznie i bezwietrznie. Zdarza się, że takich warunków pogoda w Szwecji nie spełnia nawet w lecie, nic zatem dziwnego, że prawdziwe Brittsommar - zgodne z warunkami wspomnianymi powyżej - trafia się raz na dziesięć lat. Odkąd rozpoczęto pomiary, rekordowe temperatury dla Brittsommar odnotowano:
- w Götaland: 24,5 stopnia (9.10.1995)
- w Svealand: 22,8 stopnia (9.10.1995)
- w Norrland: 19,8 stopnia w północnej części (4.10.1945) i 22,6 stopnia w części południowej (4.10.1973).
Jak widać, szwedzkiej jesieni już od lat się nie spieszy do pobicia rekordów ;).
Brittsommar to nie jedyne określenie, jakim Szwedzi nazywają swoją złotą, ciepłą jesień. Często można spotkać się też ze słowem Brittmässesommar. Jednak Nordiska Museet, w części poświęconej św. Brygidzie, wspomina też o dwóch innych określeniach, przyjętych bardziej w mowie potocznej. Pierwsze z nich to fattigmanssommar, czyli lato biedaka. Drugie: grävlingssommar - lato borsuka, gdyż mniej więcej w tym okresie zwierzęta te wychodzą zbierać zapasy na zimę.
Uwielbiam Sztokholm w kolorach jesieni - jeśli chcielibyście zobaczyć więcej zdjęć z miasta, polecam moje poprzednie wpisy: sztokholmski botanik jesienią oraz ubiegłoroczne październikowe migawki, głównie z wyspy Djurgården :). W sumie to nawet mi trochę smutno na myśl, że to moja ostatnia jesień w Szwecji...

Publikowanie komentarza

0 Komentarze