austria

Wśród wiedeńskich zegarów

13:02

Kolejna pierwsza niedziela miesiąca to kolejne wiedeńskie muzeum, które można zwiedzić za darmo. Po zapoznaniu się z możliwościami (listę muzeów z darmowym wstępem w każdą pierwszą niedzielę znajdziecie tutaj), wybrałam Uhrenmuseum. Muzeum zegarów. Położone na Schulhof 2, w pobliżu stacji metra Herrengasse, nieszczególnie rzuca się w oczy. Ot, niewielki budynek wtopiony w wiedeńską starówkę...
Muzeum w ubiegłym roku obchodziło swoje setne urodziny - rada miejska postanowiła założyć Muzeum Zegarów w maju 1917 roku, po otrzymaniu ogromnej kolekcji należącej wcześniej do nauczyciela Rudolfa Kaftana. Zresztą Kaftan został też pierwszym dyrektorem nowo utworzonego przybytku, po jego otwarciu w 1921 roku, i sprawował tę funkcję przez kolejnych czterdzieści lat. Muzeum rozrastało się przez ten czas (chociażby dzięki połączeniu z kolekcją pisarki Marie von Ebner-Eschenbach), ale i traciło swoje okazy - największe straty poniesiono podczas II wojny światowej, gdy część zegarów zaginęła podczas przenosin.
Obecnie w muzeum wystawionych jest około siedmiuset okazów - od małych zegarków kieszonkowych, aż po mechanizmy większe od człowieka. Wystawy rozlokowane są na trzech piętrach, a całość zwiedzamy chronologicznie. Zaczynamy więc od dawnych lat, gdy jedyne zegary w mieście to były te wielkie na wieżach kościelnych, przechodzimy przez epoki zegarków kieszonkowych i drewnianych cudów z kukułką, by zakończyć na bogatej kolekcji zegarków na rękę. Brakowało już tylko telefonów komórkowych, na których w dzisiejszych czasach większość z nas sprawdza godzinę :).
Chyba najbardziej wpadły mi w oko zegary umieszczone w obrazach (Bilderuhren), o istnieniu których wcześniej nie miałam najmniejszego pojęcia! Produkcję ich w Austrii rozpoczęto w 1780 roku i stały się bardzo popularne w pierwszej połowie XIX wieku. Były to obrazy przedstawiające najczęściej krajobrazy lub sceny historyczne, na których umiejscowiono prawdziwy zegar w miejscu, gdzie normalnie by go namalowano (np. na wieży ratuszowej). Mechanizmy często były połączone z z całą masą dodatkowych kół i śrubek, które sprawiały, że część obrazu mogła się poruszać, albo w tle rozbrzmiewała muzyka. Niesamowity pomysł :).
Muzeum nie jest duże i na spokojnie spacerując, zwiedzimy je całe w kilkadziesiąt minut. Jedyne, co mnie tam irytowało, to głośny dźwięk towarzyszący każdej osobie wchodzącej na piętro - w darmową niedzielę sygnał rozbrzmiewał niemal co chwilę i przyprawiał o ból głowy... Pominąwszy jednak ten drobiazg, muzeum jest naprawdę warte wizyty ze względu na bogatą i przepiękną kolekcję. Niestety, nie udało mi się jej uwiecznić tak dobrze, jak bym tego chciała, bo po zrobieniu kilku zdjęć, nowa karta w aparacie odmówiła posłuszeństwa. A telefon komórkowy, choć zegarek zastępuje świetnie, to jednak do aparatu trochę mu brakuje... ;) Na co dzień bilet wstępu kosztuje 7 euro (30,25 zł), ale w pierwszą niedzielę każdego miesiąca można tam zajrzeć bez żadnych opłat :).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (14) belgia (1) chorwacja (14) cypr (1) czarnogóra (5) czechy (2) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) islandia (4) kolumbia (21) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (25) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (2) szwecja (210) tajlandia (6) węgry (2) włochy (12) zea (4)

Instagram