jarmarki świąteczne

Przedświąteczna Bratysława

09:14

Choć Wiedeń zdecydowanie bardziej słynie z jarmarków bożonarodzeniowych niż Bratysława, to jednak mieszkając teraz rzut beretem od słowackiej stolicy, nie mogłam sobie odpuścić przedświątecznej wizyty w tym mieście. Internet wspominał o trzech głównych jarmarkach w Bratysławie: pod ratuszem, na placu Hviezdoslavovo námestie oraz pod zamkiem. Stwierdziłam, że akurat kilka godzin powinno wystarczyć na spacer, spróbowanie lokalnych przekąsek i jakieś świąteczne zakupy. Więcej nie potrzebowałam, zwłaszcza, że nie była ta moja pierwsza wizyta w Bratysławie i nie musiałam się już bawić w turystkę ;).
Zaczynam zatem od wzgórza zamkowego, położonego kilkanaście minut spacerem od centrum. Znajdujący się za zamkiem jarmark jest niewielki i wzbudza we mnie silne poczucie rozczarowania. Kilkanaście straganów - większość z jedzeniem i napojami, na dodatek nie wszystkie otwarte. Żadnej muzyki, żadnej świątecznej atmosfery, nijakie ozdoby... Rozejrzałam się po jarmarku przez (bardzo) krótką chwilę i stwierdziłam, że wracam do centrum - z nadzieją, że tam jest nieco lepiej.
Centrum słowackiej stolicy na szczęście nie rozczarowuje. Natychmiast też rzuca mi się w oczy główna różnica między austriackimi a słowackimi jarmarkami bożonarodzeniowymi. W Wiedniu na jednym jarmarku mamy może ze 2-3 stoiska z napojami i jedzeniem, do tego dziesiątki z wszelkiego rodzaju ozdobami świątecznymi. W Bratysławie jest odwrotnie. W centrum placów postawiono sporo stołów, żeby odwiedzający mieli gdzie jeść i pić. Pomiędzy licznymi stoiskami z jedzeniem tylko gdzieniegdzie przewijają się takie, w których można kupić bombki czy czapki zimowe ;).
Przezornie uniknęłam wcześniejszych posiłków, by móc w pełni korzystać z uroków słowackich jarmarków ;). Na lunch - obecna niemalże wszędzie cigánska pečienka - mięso z musztardą (i cebulą, o której usunięcie natychmiast poprosiłam) w grillowanej bułce, całość za całe 4€. Do tego, naturalnie, grzane wino - ledwo 2€ za kubeczek. W Bratysławie nie pijemy z takich pięknych naczyń jak w Wiedniu - tu alkohol serwowany jest w papierowych kubeczkach. Chętni mogą oczywiście zakupić też pamiątkowe kubki z jarmarku - koszt naczynia to 6€. Na deser sięgam po trdelnik - ciasto drożdżowe z rożna, pieczone nad ogniem. 200g za 3€, a połowa słodyczy została na śniadanie następnego dnia, bo po prostu nie byłam w stanie tego zjeść za jednym podejściem. Ponadto słowackie jarmarki pełne są wszelkiego rodzaju miodów pitnych, które można kupić w butelce (o różnych smakach), albo spróbować na miejscu na ciepło za 1-2€, w zależności od porcji. Generalnie, jeśli chodzi o ceny na jarmarkach, Bratysława jest sporo tańsza od Wiednia.
Spaceruję po jarmarku pod ratuszem, który jest pełen ludzi nawet za dnia. Nie ma tu za dużo miejsca, a między straganami szybko robią się zatory. Wypatrzyłam też bombkę, która za 6€ zdobi teraz moją choinkę :). Pod samym ratuszem ustawiono scenę, po południu rozpoczęły się tam pokazy tańców ludowych i koncerty kolęd. Skupiając całą swoją uwagę na stoiskach, ignorowałam nieco muzykę w tyle, dopóki nie doleciały do mnie pierwsze dźwięki Tryumfów króla niebieskiego. Pomyślałam sobie, że to w sumie ciekawe, ile mamy wspólnego ze Słowakami, nawet kolędy te same... Jednak gdy do muzyki doszły słowa, stwierdziłam, że może i owszem - rozumiem słowacki ze względu na podobieństwo języków, ale nie rozumiem go przecież tak dobrze! Podeszłam pod scenę i okazało się, że na koncert kolęd zaproszono zespół z Krakowa... ;).
Do zmroku zostało jeszcze trochę czasu, a ja już zaczęłam marznąć, będąc cały dzień na dworze. Z kubkiem grzanego wina w ręku przeglądałam TripAdvisora i mój wybór padł na Muzeum Miasta Bratysławy znajdujące się w ratuszu, czyli tuż obok. Na placu na terenie ratusza też znajdował się niewielki jarmark, a do tego szopka z żywymi zwierzętami, która przyciągała zwłaszcza małoletnich. Muzeum miejskie kosztuje 5€ i naprawdę warto tam zajrzeć - mają sporo ciekawych eksponatów, a i same wnętrza ratusza przyciągają wzrok. Ale nawet dla tych, co nie przepadają za muzeami, znajdzie się tu coś ciekawego. Można bowiem wejść na szczyt wieży ratuszowej, z której rozciąga się widok na Bratysławę. Widok szczególnie klimatyczny, gdy u podnóża budynku rozpościera się jarmark świąteczny :).
Po zejściu z wieży idę na Hviezdoslavovo námestie, bo tam rozłożył się największy jarmark w Bratysławie. W jego centrum znajduje się niewielkie, darmowe lodowisko i aż zaczynam żałować, że nie wzięłam ze sobą łyżew... ;)  Tu również dominują stoiska z jedzeniem i wszelkiego rodzaju grzańcami, ale wypatruję też kilka ciekawostek. Największą zdecydowanie jest żywa, przepiękna sowa (uwielbiam te ptaki!), choć widocznie wystraszona otaczającym ją tłumem. Podglądam też starszego pana rzeźbiącego w drewnie - miła odmiana od standardowych dekoracji.
Jedną z rzeczy, które bardzo chciałam zobaczyć w przedświątecznej Bratysławie, był... tramwaj. Ale nie zwykły tramwaj, naturalnie, ale ten świąteczny. W tym okresie po centrum słowackiej stolicy kursuje darmowy, bożonarodzeniowy tramwaj. Jego przystanki są pięknie udekorowane i nie da się ich przegapić. Zresztą udekorowany jest i cały pojazd - bombki, wieńce, światełka... W środku gra muzyka i nawet zrobiono szopkę! Pomysł mnie bardzo zachwycił :).
I w końcu zaczyna się ściemniać! Wracam najpierw znów na Hviezdoslavovo námestie, gdzie zapalono świeczkę (elektryczną ;) ) na wieńcu adwentowym. Pod hotelem Carlton ustawiono ozdoby świąteczne, a na końcu placu, pod samym Teatrem Narodowym, stoi wielka choinka. Niestety, o tej porze tłumy zaczęły się robić wręcz nie z tej ziemi...
Więc jakby mi było mało tych tłumów, idę znów na jarmark pod ratuszem. Tam przecież już za dnia było sporo ludzi - teraz to już właściwie nie można chodzić samodzielnie. Albo dasz się ponieść rzece ludzi, albo cię stratują ;). Do straganów z jedzeniem i winem są ogromne kolejki - zaczynam już rozumieć, czemu jest ich aż tyle. Ale taki urok jarmarków - zawsze są tłumy, ale te światełka, zapachy, muzyka w tle... to i tak tworzy klimat :).
No i czas w końcu wracać do Wiednia, więc kieruję się powoli na dworzec, mijając pięknie ozdobione uliczki Bratysławy. Czy warto było wyskoczyć? Zdecydowanie, choć otwarcie przyznaję, że zarówno dekoracje, jak i jarmarki i ich atmosfera, są dużo lepsze w Wiedniu. Ale słowacka stolica wydaje mi się turystycznie bardzo niedoceniana - dało się to zauważyć nawet po tłumach na jarmarkach, bo dominującym językiem był słowacki. Rzadko kiedy usłyszałam, by ktoś mówił tam w innym języku, podczas gdy w Wiedniu pojedynczy Austriacy giną w tłumie turystów z całej Europy... No i wpadajcie do Bratysławy, jeśli chcecie dobrze i tanio zjeść oraz wypić - tutaj Słowacja wciąż radzi sobie bardzo dobrze ;).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (44) belgia (1) chorwacja (14) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (2) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (3) hiszpania (4) holandia (1) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) monako (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (27) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (3) szwecja (214) tajlandia (6) węgry (3) włochy (12) zea (4)

Instagram