Advertisement

Main Ad

Pöstlingbergbahn, czyli tramwaj na wzgórze w Linzu

Wystarczy dwudziestominutowa przejażdżka tramwajem, by spojrzeć na Linz z zupełnie innej perspektywy. Liczące sobie 539 metrów wzgórze (czy to już góra? ;) ) Pöstlingberg zdecydowanie góruje nad miastem i stanowi jego najlepszy punkt widokowy. Żeby jeszcze bardziej przyciągnąć turystów, na szczycie umiejscowiono sporo atrakcji - szczególnie dla dzieci. W efekcie, jeśli już decydujemy się na wypad na Pöstlingberg, musimy się liczyć z tym, że spędzimy tam trochę czasu... :)
Na szczyt wzgórza kursuje specjalny tramwaj zwany Pöstlingbergbahn, który swoją trasę zaczyna na placu głównym w Linz. Podróż trwa dwadzieścia minut i kosztuje 3,90€ (6,40€ jeśli kupujemy od razu bilet w tę i z powrotem). To podobno jedna z najbardziej stromych tras tramwajowych w Europie (różnica przewyższeń przekracza 250 metrów), a do tego szczycąca się niekrótką historią - Pöstlingbergbahn wystartował bowiem już w 1898 roku - wtedy jeszcze jako kolejka górska.
Jadę tramwajem do samego końca, choć większość osób wysiada wcześniej - na przystanku przy zoo. Ja sobie tę przyjemność odpuszczam (zresztą, zoo w zimie nie jest tak fajne jak w lecie ;) ), zdecydowanie bardziej kuszą mnie punkty widokowe na górze. Widoczność tego dnia nie jest najlepsza, ale i tak mogę wyraźnie zobaczyć wstęgę przecinającego Linz Dunaju i charakterystyczne kształty najwyższych budynków.
Na samym szczycie Pöstlingberg wznosi się widoczny z daleka, biało-beżowy kościół. To bazylika p.w. Siedmiu Boleści Maryi (Basilika zu den Sieben Schmerzen Mariä). Późnobarokowe wnętrze na kolana może i nie powala, ale i tak ta wybudowana w połowie XVIII wieku świątynia to jedno z najpopularniejszych miejsc ślubów w tej okolicy. Mnie szczególnie rozbawiły buteleczki z wodą święconą na sprzedaż (tylko 50 eurocentów sztuka!), ale cóż poradzić - biznes jest biznes ;).
Inną atrakcją, z której nie skorzystałam, bo czułam się jednak nieco za staro, jest pociąg jaskiniowy (Grottenbahn). Zresztą sam początek hasła reklamowego sporo tłumaczy - Czy wciąż wierzysz w smoki, czarownice i krasnoludki? Nie? A twoje dzieci? Jako że dzieci nie posiadam, a świat smoków i czarownic wolę odkrywać raczej w Harrym Potterze czy Grze o Tron, niezbyt zainteresowałam się tym miejscem. Mimo wszystko, różne bajkowe postacie znajdziemy też poza jaskinią - porozstawiane w różnych punktach wzgórza figurki krasnoludków mają zachęcić turystów do przejażdżki pociągiem.
Przy ładnej pogodzie warto też po prostu pospacerować po Pöstlingberg - po wzgórzu biegną ścieżki, gdzie można trochę odpocząć od miejskiego zgiełku. W zimie poza głównym szlakiem (czyli tym pomiędzy kościołem a pociągiem w jaskini) nie spotkałam prawie nikogo, choć zakładam, że w sezonie może to wyglądać nieco inaczej :). Ale nawet jeśli będzie tam nieco więcej osób, wciąż warto wjechać (albo - mając więcej czasu - nawet i wejść) na Pöstlingberg, jak już będziemy w Linzu... :)

Publikowanie komentarza

0 Komentarze