hiszpania

W pomarańczowym raju - Soller i Fornalutx

14.2.20

Kiedy tylko zaczęłam czytać co nieco o Majorce, niemal od razu postanowiłam, że na mojej liście do zobaczenia na wyspie musi znaleźć się Soller. Artykuły w internecie pełne były zachwytów na temat pięknego położenia miejscowości, zabytkowego pociągu, który łączy Soller i Palmę, no i wszechobecnych drzew pomarańczowych... Nie powiem, kusiło. I to na tyle, że gdy się okazało, że poza sezonem zabytkowy pociąg nie kursuje, to i tak postanowiłam dotrzeć na miejsce - autobusem. Może podróż sama w sobie była przez to mniej atrakcyjna, ale na pewno tańsza i szybsza. Dzięki tej przymusowej oszczędności czasu, mogłam lepiej rozplanować dzień i poza samym Soller zwiedzić też trochę okolicy. 

PORT DE SOLLER

Na sam początek postanowiłam przez Soller... przejechać, wysiadając jeden przystanek dalej. Port de Soller to oddzielne miasteczko (jak sama nazwa wskazuje - portowe), położone zaledwie 4 kilometry od Soller. W sezonie trasę pomiędzy dwoma miasteczkami można pokonać zabytkowym tramwajem albo pieszo. W gruncie rzeczy tę drugą opcję rozważałam i poza sezonem, ale postanowiłam nie marnować czasu, bo już powoli krystalizowały mi się plany na dalszą część dnia ;). Na szczęście pomiędzy Palmą a Port de Soller kursuje sporo autobusów, a podróż trwa około godziny. Z przystanku docelowego czekało mnie jeszcze kilka minut spaceru i oto znalazłam się na wybrzeżu... i natychmiast otuliłam się cieplej kurtką. Styczniowy wiatr od morza łatwo wytłumaczył, dlaczego plaże świeciły pustkami ;).
Port de Soller jest pięknie położony nad niewielką zatoką, otoczoną przez liczne wzgórza. Biegną tędy różne szlaki trekkingowe - jestem sobie w stanie wyobrazić, jakie widoki muszą się z nich rozciągać... :) Wspomniane wzgórza chroniły też Port de Soller przed napływem turystów - dopiero zbudowany w latach dziewięćdziesiątych tunel ułatwił dostęp do portu. Letnie zdjęcia z miejscowości przedstawiają pełne plaże, mnóstwo spacerowiczów na promenadzie wzdłuż wybrzeża oraz zatłoczone knajpki. W styczniu miałam całą tę okolicę dla siebie - jedynie nieliczne otwarte kawiarenki przyciągały miejscowych na poranną kawę.
Ciągnęło mnie też, by spojrzeć na Port de Soller z góry. Mój wybór padł na widoczne po drugiej stronie zatoczki wzgórze, nad którym górowała latarnia morska. Spacer tam zajął mi kilkadziesiąt minut i w pełnym słońcu najpierw pozbyłam się kurtki, później też i swetra ;). Latarnia - Far des Cap Gros - powstała w latach czterdziestych XIX wieku i szybko zasłynęła z dość słabych warunków pracy oferowanych latarnikom. Do tego wygodna droga łącząca budynek z portem to jednak dość nowy wynalazek - w tamtych czasach, zwłaszcza w deszczu, przejście tej trasy potrafiło zająć dobre 2,5 godziny... Niestety, do samej latarni wejść nie mogę - przyglądam się jej jedynie zza ogrodzenia. Ale nie za bardzo tego żałuję, bo nie dla samej latarni tu przyszłam, ale też dla widoków, a te naprawdę zachwycają.
Po powrocie do Portu de Soller idę promenadą w drugim kierunku - tutaj już nie ciągną się plaże, ale docieram do części stricte portowej, gdzie zacumowano mnóstwo łódek. Rzuca się też w oczy większa liczba hoteli i restauracji, choć te drugie są w dużej mierze nieczynne poza sezonem. Port stał się już kurortem turystycznym, którzy przysypia, gdy tych turystów brakuje.
Krótko po 13 kieruję się z powrotem na przystanek. Chcę zdążyć na autobus, który kursuje zaledwie trzy razy dziennie, a środkowy kurs jest jedynym, który mi naprawdę pasuje. Trasa z Port de Soller do Fornalutx zajmuje zaledwie 15 minut, a ja po raz kolejny oglądam Soller z okien autobusu, gdy przez nie przejeżdżam... Główny cel podróży zostawiam sobie na sam koniec ;).

FORNALUTX

Fornalutx (z końcowym tx czytanym jak nasze cz, jak uświadamia mnie kierowca autobusu) to wioska położona 4 km na północny-wschód od Soller. Wysiadam na przystanku, gdzie natychmiast rzuca mi się w oczy duża, kolorowa mapka, na której oznaczono wszystkie ważniejsze budynki w Fornalutx. Zdecydowanie ułatwia to zwiedzanie - po tym, kiedy już znajdę punkt przystanek autobusowy na tej mapie ;). Generalnie w samej wiosce nie ma za bardzo co zwiedzać, ale nikt nie przyjeżdża tu dla zabytków.
Ta górska wioska była świadkiem ponadtysiącletniej historii, a jej obecny kształt zaczął się formować już w XIII wieku. Dziś Fornalutx zaprasza turystów, reklamując się jako tradycyjna wioska majorkańska, a liczne przewodniki walą prosto z mostu: najpiękniejsza wioska w Hiszpanii! ;) I coś w tym jest, bo Fornalutx ma niesamowity urok. Przez kilka głównych uliczek da się przejechać samochodem, ale jedyny sposób, by naprawdę zobaczyć wioskę, to po prostu po niej pospacerować. Nie jest duża, zabłądzić się tu nie da, choć klimatyczne uliczki tworzą swego rodzaju labirynt. Przy głównym plazu Fornalutx - Plaça d'Espanya - znajduję niewielki sklep Spar, jedyne miejsce otwarte w wiosce poza sezonem.
W Fornalutx mieszka niespełna 700 osób, a spora część z nich zajmuje się głównie uprawą cytrusów - szczególnie pomarańczy. Zielone drzewa pełne pomarańczowych kulek wystają ponad murami i są jedną z najbardziej charakterystycznych dla tej wioski rzeczy. Szkoda, że podczas mojej wizyty drzewa nie kwitły, bo podobno zapach jest wtedy obłędny... ;)
Nie mam jeszcze dość pomarańczowych widoków, więc postanawiam się przejść drogą do Soller biegnącą wzdłuż licznych gajów pomarańczowych. W gruncie rzeczy nie mam zbytniego wyboru, jedyny pozostały tego dnia autobus do Soller miał przyjechać dopiero za kilka godzin, a ja chciałam mieć jeszcze czas, by zobaczyć co nieco i w tym ostatnim miasteczku.

DROGA FORNALUTX - SOLLER

Trafić nie jest trudno - niedaleko przystanku umieszczono kilka strzałek Soller a peu, wskazujących pieszą drogę do Soller. Potem droga biegnie już prosto, ale choć Google Maps informuje, że to niecałe 40 minut spaceru, ja od samego początku wiem, że zajmie mi to trochę  dłużej. Jednak widoki po drodze są takie, że nie potrafię się nie zatrzymywać co rusz i nie robić zdjęć... ;) Połączywszy ze sobą brak sezonu i fakt, że Fornalutx położone jest nieco na uboczu, ruch na drodze (większość trasy przebiegała ulicą, przy której nie było żadnego chodnika ani pobocza) był właściwie zerowy.
Dopiero poza miastem człowiek może poczuć się tu jak w pomarańczowym raju. To już nie są pojedyncze drzewka wychylające się znad muru. To całe pomarańczowe gaje rosnące na charakterystycznych półkach, tonące w styczniowym słońcu. Aparat nie jest w stanie oddać tego widoku - owoce wyglądają na zdjęciach zaledwie jak pomarańczowe kropki na drzewach. Tymczasem, idąc tamtędy, miałam wrażenie, że pomarańcze są po prostu wszędzie... :)
Późnym popołudniem docieram w końcu do Soller i pierwsze, co robię, to wybieram się na jakiś obiad. W końcu od kilku godzin nie widziałam żadnej otwartej restauracji, a tu w centrum Soller są czynne jakieś kawiarnie i nawet jedna pizzeria! ;)

SOLLER

Nie ma jednak co liczyć na to, że Soller będzie tak pełne życia jak Palma. A szkoda, bo miałam trochę nadzieję, że będzie to jakaś odmiana po pustkach w Porcie de Soller i Fornalutx. W końcu Soller to już miasteczko zamieszkałe przez kilkanaście tysięcy ludzi, do tego całkiem turystyczne, więc jakieś oczekiwania się tu pojawiły. Dlatego byłam w niemałym szoku, że i tu restauracje i sklepy są pozamykane na cztery spusty, a główna, turystyczna ulica wygląda jak na poniższych zdjęciach.
Moim głównym must-see w Soller był kościół św. Bartłomieja - barokowa perełka z XVI wieku, odnowiona potem w neo-gotyckim stylu. Szybko trafiam na główny plac, w centrum którego wciąż stoi choinka świąteczna, a nad którym wznosi się świątynia. Tutaj dopiero czuję się faktycznie rozczarowana, gdy trafiam na karteczkę, że w zimie kościół jest zamknięty. I nie to, że w jakieś dni czy godziny, ale kompletnie zamknięty...
Pospacerowałam trochę po Soller, zaszłam pod (zamkniętą) stację zabytkowej kolejki, która łączy Soller z Palmą. Słońce zaczęło powoli zachodzić, a bez jego ogrzewających promieni natychmiast zaczęłam marznąć. W końcu zdecydowałam się wsiąść w najbliższy autobus i wrócić do Palmy. W Soller, które było moim miejscem docelowym tego dnia, spędziłam najmniej czasu ze wszystkich trzech miejscowości i w sumie nie żałuję, że zostawiłam je sobie na koniec. Port de Soller i Fornalutx zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu :).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (123) belgia (1) chorwacja (15) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (6) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (10) hiszpania (10) holandia (1) irlandia (3) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) łotwa (1) malta (2) monako (2) nepal (8) niemcy (3) norwegia (1) panama (13) polska (32) portugalia (1) rumunia (8) słowacja (3) słowenia (8) szwajcaria (9) szwecja (222) tajlandia (6) ukraina (2) węgry (7) włochy (15) zea (4)

Instagram