Advertisement

Main Ad

Muzeum transportu w Wiedniu

Jeszcze zanim z powodu koronawirusa wszystko zamknięto, dość intensywnie zwiedzałam Wiedeń. W ramach takiego odkrywania miasta, w którym mieszkam, zawitałam do Remise Verkehrsmuseum - muzeum transportu Wiener Linien (takiego wiedeńskiego ZTM czy MPK ;) ). Od września 2014 roku muzeum znajduje się w odnowionym budynku dawnej zajezdni tramwajowej Erdberg. Biorąc pod uwagę, że nie budowano jej dla ludzi, ale raczej dla tramwajów, w środku jest dość chłodno - może i przyjemna rzecz podczas upalnego lata, ale w lutym naciągnęłam tylko czapkę na uszy i zapięłam pod szyję kurtkę zimową...
Choć - jak już wspomniałam we wstępie - muzeum odnowiono w 2014 roku, jednak jego historia jest znacznie dłuższa. Już w latach sześćdziesiątych niejaki Helmut Portele uznał, że stare pojazdy mają swój urok i stanowią dziedzictwo kulturowe, historyczne, techniczne... no bądź co bądź, warto by je zachować. Nie wszyscy od początku kupili ten pomysł, ale Portelemu udało się w końcu przekonać odpowiednie władze, że oddawanie wszystkich starych wagonów na złom nie ma sensu i w latach 1966-72 pracował nad utworzeniem muzeum tematycznego. Otwarto je w listopadzie 1972 roku jako Muzeum tramwajów w Ottakringu - szybko jednak pojawił się problem... Jakby nie patrzeć, nie była to mała kolekcja i takie pojazdy komunikacji miejskiej potrzebują trochę miejsca. Wiener Straßenbahnmuseum przeniesiono do Erdberg w 1986 roku - początkowo zajmowało ono tylko część dostępnego miejsca, bo do początku lat dziewięćdziesiątych zajezdnia jeszcze normalnie funkcjonowała. Dopiero po jej zamknięciu zaczęto myśleć o lepszym zaadaptowaniu budynków pod kątem muzeum. I jakoś to działało, jednak prawdziwy przełom nastąpił zaledwie kilka lat temu - w 2012 roku budynek zamknięto i poddano kompletnej renowacji, a gdy otworzono go ponownie w 2014 roku - tym razem jako Muzeum transportu, a nie tylko tramwajów - był to już całkiem nowocześnie zrobiony obiekt ;)
Zwiedzając muzeum, poruszamy się od stacji do stacji - poznajemy tak historię transportu publicznego w Wiedniu i oglądamy stare pojazdy. Główna część każdej wystawy jest dostępna w dwóch językach - po niemiecku i angielsku, ale sporo pomniejszych przedmiotów i ciekawostek opisano wyłącznie po niemiecku. Trochę tu przy okazji różnych gier i zabaw dla dzieciaków, no ale takie miejsca zazwyczaj omijałam szerokim łukiem - minusem utworzenia muzeum w olbrzymiej hali jest echo, które się łatwo niesie... Więc choć w środku nie było wiele osób, miało się wrażenie, że tych kilka rodzin z dziećmi hałasuje dosłownie wszędzie.
Może to kwestia moich zainteresowań, ale za najciekawszą część muzeum uznałam wystawy poświęcone transportowi publicznemu za czasów wojen światowych. I wojna sprawiła, że miasto wręcz cofnęło się w czasie - wcześniej Wiedeń był stolicą potężnego cesarstwa i nie skąpiono mu pieniędzy. Jednak wszystkie konie, powozy, automobile itp. były potrzebne na froncie i kiedy wojna się skończyła, jedynym dostępnym środkiem transportu w Wiedniu pozostały tramwaje. A i ten transport szybko ograniczono, bo trzeba było oszczędzać prąd... Poza tym, kiedy mężczyźni byli na froncie, zaczęto zatrudniać kobiety jako konduktorki i motornicze  - nie był to jednak jeszcze czas na emancypację, bo kiedy mężczyźni wrócili z frontu, kobiety z tej pracy bezceremonialnie wykopano. Lepszej sytuacji spodziewano się przy II wojnie światowej - nie jest bowiem sekretem, że niemała część Austriaków popierała swego rodaka, który robił zawrotną karierę polityczną w Niemczech. W muzeum zobaczymy wystawy poświęcone wykorzystaniu transportu publicznego do promocji Anschlussu i wsparcia partii nazistowskiej. Szybko okazało się jednak, że Wiedeń nie pozostał perłą, jaką chciał go widzieć Hitler, i druga część wystawy pokazuje zniszczenia, jakich doznał wiedeński transport publiczny w wyniku wojny.
Skoro to muzeum transportu miejskiego, nie możemy ograniczać się tylko do autobusów i tramwajów - przecież w Wiedniu kursują też i pociągi, zarówno te (nie zawsze) podziemne, czyli U-Bahn, oraz zwykłe podmiejskie, czyli S-Bahn. Decyzję o utworzeniu metra w austriackiej stolicy podjęto w 1968 roku i już w dziesięć lat później otworzono pierwszy odcinek, łączący Reumannplatz i Karlsplatz. W muzeum zobaczymy nie tylko wagony metra, ale też miniaturki i przekroje niektórych stacji, a także zdjęcia z budowy węzła przy Karlsplatz - na mnie wywarły ogromne wrażenie.
Po wyjściu z głównej hali wystawowej przechodzi się jeszcze do drugiej, mniejszej. Tutaj nie znajdziemy już starych pojazdów, ale za to sporo informacji o transporcie publicznym z całego świata. Możemy tu też porównać, jak wygląda transport w Wiedniu w porównaniu z innymi miastami - i tak na przykład po austriackiej stolicy poruszamy się średnio z prędkością 5,5 km/godz., czyli szybciej niż w Bukareszcie (4,6 km/godz.) czy Tokio (5,3 km/godz.), ale wolniej niż chociażby w Kopenhadze (6,1 km/godz.) czy Madrycie (6,0 km/godz.).
Bilet wstępu do muzeum dla osoby dorosłej kosztuje 8€, jednak jako że całość należy do Wiener Linien, posiadacze biletu rocznego na komunikację miejską mogą odwiedzić to miejsce ze zniżką. Z kartą Vienna Pass oraz Kartą Dolnej Austrii mamy również jednorazowy darmowy wstęp do muzeum. Nie jest to może wiedeńskie must-see, ale to dość ciekawe muzeum dla tych, którzy chcieliby spojrzeć na historię austriackiej stolicy z nieco innej perspektywy.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze