austria

Pociąg-Salamandra na Schneeberg

12.8.20

Gdzie by tu wyskoczyć z Wiednia, mając zaledwie parę godzin i chcąc zobaczyć góry? Wśród niezmotoryzowanych Wiedeńczyków rządzą trzy główne cele: Semmering, Rax i Schneeberg. W okolicach Semmeringu spacerowałam już latem i zimą, Reichenau an der Rax odwiedziłam wiosną, choć przez pandemię wjechać na górę się nie dało i na pewno jeszcze tam wrócę. Teraz jednak wybrałam tę ostatnią opcję - do Puchbergu am Schneeberg kursują regularnie pociągi z Wiednia (czasem bezpośrednie, czasem z krótką przesiadką w Wiener Neustadt), a podróż trwa około 1,5 godziny. Lubię takie wygodne połączenia :).
Do Puchbergu am Schneeberg docieram na godzinę przed odjazdem kolejki w góry - specjalnie tak wyliczyłam, żeby mieć trochę czasu na spacer po miasteczku. Puchberg położony jest na wysokości 585 m n.p.m. i liczy sobie niewiele ponad 2,5 tysiąca mieszkańców. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z XIII wieku, jednak na znaczeniu Puchberg zaczął zyskiwać dopiero z końcem XIX wieku, kiedy otworzono kolej na Schneeberg, a do miasteczka zaczęli zjeżdżać mieszkańcy Wiednia.
Tuż przy dworcu kolejowym znajduje się niewielkie jeziorko, wokół którego biegnie ścieżka spacerowa - można tu też wynająć łódkę i powiosłować wśród ryb i kaczek. Kieruję się do historycznego centrum miasteczka, oddalonego o niespełna dziesięć minut piechotą, na ulicę Burggasse. Mijam po drodze kilka ciekawych budynków, ale w Puchbergu brakuje mi tej atmosfery górskich domków, jakie widziałam chociażby w Reichenau.
Spomiędzy budynków wyłania się wieża kościoła parafialnego św. Wita - pierwszy dokument wspominający o tej świątyni pochodzi z 1264 roku. Niestety to, co można zwiedzać dzisiaj, to nowoczesny kościół - wcześniejszy nie przetrwał II wojny światowej... Zresztą, sami spójrzcie, u św. Wita już niewiele zostało z oryginalnego gotyku.
Naprzeciwko kościoła znajduje się Muzeum Schneebergu, wybudowane pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Otwarte jest tylko w lecie, w soboty od 15 do 17 - ja przyjechałam rano, więc cóż, natrafiłam na zamknięte drzwi ;). Swoją drogą, nigdy nie zrozumiem idei muzeów otwartych zaledwie kilka godzin w tygodniu, choć z drugiej strony... W Puchbergu am Schneeberg wszędzie poza dworcem są pustki - byłam chyba jedyna, która po wyjściu z pociągu nie skierowała się od razu na kolejkę na Schneeberg, tylko poszła odkrywać miasteczko. Na placu przy kościele i muzeum znajdziemy jeszcze krzyż i tablice pamiątkowe, wspominające mieszkańców Puchbergu, którzy zginęli podczas I i II wojny światowej.
Za kościołem wznoszą się potężne i stare mury - główne miejsce, które chciałam odwiedzić w tej okolicy. Na początku XIII wieku zbudowano tu zamek obronny, jednak brakuje źródeł, by stwierdzić, kim byli jego pierwsi właściciele. Na przestrzeni wieków twierdza coraz bardziej niszczała, a II wojna światowa tylko zakończyła proces zniszczenia. W latach siedemdziesiątych zakazano wstępu na teren zamku, bo walące się ruiny mogły stanowić zagrożenie życia. Obecnie zamek ma prywatnych właścicieli, a o zachowanie go w jak najlepszym stanie dba specjalnie w tym celu utworzone stowarzyszenie. Czasem odbywają się tu różne wydarzenia, rekonstrukcje historyczne... Ale podczas mojej wizyty brama do ruin była zamknięta i mogłam tylko z zewnątrz obejść mury. Z rozczarowaniem stwierdzam, że w rzeczywistości wyglądają znacznie mniej widowiskowo niż na promocyjnych zdjęciach - zwłaszcza, że widoczna na nich wieża nie należy do ruin, ale do kościoła św. Wita ;).
Godzina zleciała, w Puchbergu am Schneeberg zobaczyłam już wszystko, co chciałam - można kierować się na kolejkę. Na Schneeberg wjeżdżają dwa rodzaje pociągów - parowa Nostalgia oraz kolorowa Salamadra. To na przejażdżkę tą drugą mam zarezerwowany bilet - bukowałam online na tydzień przed i już na niektóre godziny brakowało miejsc. Ci, którzy przyjechali do Puchbergu bez rezerwacji, właściwie nie mogli przebierać - miejsca zostały tylko na jeden pociąg do góry (i to na popołudnie) i jeden powrotny... Także w sezonie letnim, w weekend warto taki wyjazd zaplanować zawczasu, szczególnie, jeśli pogoda dopisuje :). Bilet w jedną stronę kosztuje 31 €, w obie - 41 € (dla dzieci do 15 r.ż. odpowiednio 14 i 19 €). W miarę możliwości zakupione przez internet bilety dobrze mieć wydrukowane, bo czytnik biletów słabo sobie radzi z ekranem smartfonów... ;)
Startując ze wspomnianych 585 m, Salamandra jedzie przez czterdzieści minut do góry, pokonując ponad 1.200 m przewyższenia. Ma kilka postojów - najdłuższy na stacji Baumgartner (1.332 m), gdzie mijają się pociągi jadące w przeciwnych kierunkach. Można tu na chwilkę wyskoczyć z wagonu i kupić coś do jedzenia, konduktor poleca drożdżowe bułeczki z różnym nadzieniem, Schneebergbuchtel. Na całej trasie z głośników słyszymy informacje o tym, co można zobaczyć przy mijanych stacjach - po niemiecku, angielsku i węgiersku. Stacja końcowa to Hochschneeberg na wysokości 1.812 m n.p.m.
Schneeberg to nie pojedynczy szczyt, ale cały masyw w Północnych Alpach Wapiennych, jego najwyższy wierzchołek - Klosterwappen - liczy sobie 2.076 m n.p.m. Poza nim są tu jeszcze dwa wierzchołki o wysokości 2.070 i 2.061 m. Te 250 metrów przewyższenia ze stacji na sam szczyt można pokonać, idąc specjalnie wyznaczonym szlakiem o długości 7 km.
Tuż obok stacji znajduje się niewielki kościółek, przypominający swoimi rozmiarami bardziej kapliczkę - Elisabethkirche. Jego budowę nakazał cesarz Franciszek Józef w 1901 roku, ku pamięci zamordowanej trzy lata wcześniej cesarzowej Elżbiety, słynnej Sisi. Jej wizerunek znajduje się przy samym wejściu do kościółka, zaprojektowanego w stylu secesyjnym przez architekta Rudolfa Goebela. Świątynia sama w sobie nie wywiera specjalnego wrażenia, to raczej jej położenia i widoczne wokół Alpy czynią ją niezwykłą :).
Szlaki biegnące z Hochschneebergu są proste i nie wymagają specjalnej kondycji. Zresztą dlatego tu jestem ;). Sporo tu rodzin z dziećmi, starszych ludzi z kijkami do nordic walking - Austriacy lubią spędzać czas aktywnie. Ja, niestety, jestem ograniczona czasowo ze względu na zarezerwowany zawczasu pociąg powrotny. W gruncie rzeczy miałam na Schneeberg jechać tydzień wcześniej - planowałam wyskoczyć z samego rana, wjechać na górę, popodziwiać widoki i wrócić do Wiednia wczesnym przedpołudniem, akurat na imprezę urodzinową koleżanki. W międzyczasie jednak prognozy pogody zmieniły się o 180 stopni i zamiast pięknej soboty zapowiadano 13 stopni i deszcz. A do tego koleżanka wspomniała jeszcze wcześniejszą godzinę imprezy i nie było szans, by zdążyć... Dlatego poprosiłam o zmianę rezerwacji o tydzień - na szczęście nikt nie robił z tym problemu, jedynie zmienili mi też godzinę przejazdu, bo nie było już biletów na wcześniejszy pociąg. Dla mnie spoko, bo przecież nie spieszy mi się już na żadną imprezę ;). Nie pomyślałam jednak, by zapytać o przesunięcie pociągu powrotnego na później - w końcu skoro mi się nie spieszy, to mogę być na górze i dłużej... No ale wyszło jak wyszło i nie miałam wystarczająco dużo czasu, by przejść szlakiem na Klosterwappen i z powrotem.
Patrzę więc na zegarek, ile czasu mam do odjazdu pociągu w dół (powinnam być na stacji piętnaście minut wcześniej). Dzielę ten czas na pół i stwierdzam, że będę szła szlakiem, dopóki mam czas, a potem zawrócę - w drodze powrotnej odbijając trochę w bok, bo widziałam, że można podejść do stacji i od drugiej strony. Może w ten sposób nie dojdę na wierzchołek, ale to i tak nie jest mój cel - chcę sobie po prostu pochodzić wśród pięknych widoków, a tych na trasie nie brakuje :).
A jak są Alpy, to muszą i być alpejskie krowy, obowiązkowo z zaczepionymi na szyjach dzwonkami. Jak już wspominałam przy okazji wpisu o szwajcarskim Titlis, dla mnie dźwięk tych dzwonków to dźwięk Alp :). Tutaj nieco zagłuszony szumem wiatru... Swoją drogą, kiedy wysiadłam z pociągu przy Hochschneebergu, miałam wrażenie, że ten wiatr przenika mnie do szpiku kości. Na dole było ok. 30 stopni, tutaj ledwo 18 i ten wiatr... Na szczęście szybki marsz i słońce zrobiły swoje i po paru minutach było mi już ciepło ;).
Schneeberg to fajna opcja, jeśli jesteście gdzieś w okolicach Wiednia i myślicie o Alpach, ale nie planujecie wyjazdu głębiej w Austrię, do Salzburga czy Innsbrucka. Puchberg am Schneeberg to baza wypadowa - nieważne, czy chcecie na górę wchodzić czy wjeżdżać. Zakładam, że w obu przypadkach widoki są równie piękne... ;)

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (124) belgia (1) chorwacja (15) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (6) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (10) hiszpania (10) holandia (1) irlandia (3) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) łotwa (1) malta (2) monako (2) nepal (8) niemcy (3) norwegia (1) panama (13) polska (32) portugalia (1) rumunia (8) słowacja (3) słowenia (8) szwajcaria (9) szwecja (222) tajlandia (6) ukraina (2) węgry (7) włochy (15) zea (4)

Instagram