Advertisement

Main Ad

Lecce - w obcasie włoskiego buta

Włochy Lecce
Lecce to prawie stutysięczne miasto leżące w obcasie włoskiego buta, 40 km od Brindisi i jakieś 150 km od Bari. My wyskoczyliśmy tu na jednodniową wycieczkę z Ostuni, które dzieli od Lecce nieco ponad godzina jazdy. Był to dość chłodny i pochmurny styczeń, więc nie mam stąd pięknych zdjęć tonącego w słońcu miasta, jakie dominują w internecie, ale dla mnie najważniejsze, że przynajmniej nie padało ;). Zaskakująco udało nam się znaleźć darmowy parking kilkanaście minut piechotą od centrum i po krótkim spacerze przeszliśmy przez XVI-wieczną bramę Porta Napoli na teren zabytkowego starego miasta... I od tej pory mogłam już nie chować aparatu do plecaka :).
A pierwsze kroki skierowaliśmy na Plac Katedralny (Piazza del Duomo) - nie tylko dlatego, że wyglądało to jak samo centrum miasta, ale też ze względu na informację turystyczną. Ta mnie dość rozczarowała, bo okazała się prywatną firmą sprzedającą głównie swoje wycieczki, a jakakolwiek inna pomoc turystom ograniczała się do mogę wam sprzedać mapę, w końcu nie działają charytatywnie, by coś doradzać ;). Rozejrzeliśmy się więc po placu otoczonym pięknymi, barokowymi budynkami - jest tu i katedra z dzwonnicą, i pałac biskupa, i seminarium... Zaczęliśmy od Palazzo del Seminario, bo to właśnie tu można kupić bilety do katedry i nie tylko. Za 11 € dostanie się bilet o wdzięcznej nazwie LeccEcclesiae, który obejmuje nie tylko katedrę, ale też znajdujące się w pałacu Muzeum Sztuki Sakralnej oraz trzy inne zabytkowe kościoły. Za 21 € mamy wszystko, co powyższe, a także wstęp na dzwonnicę. My zdecydowaliśmy się właśnie na ten rozszerzony bilet.
Skoro już byliśmy w tym samym budynku, zaczęliśmy od muzeum, ale nie spędziliśmy w środku dużo czasu i nie wywarło na nas szczególnego wrażenia. Nie mogliśmy przejść od razu do katedry, bo trwała msza, więc zostawiliśmy ją sobie na później, a teraz podeszliśmy do dzwonnicy (Campanile del Duomo). Na szczęście jest winda, więc wjechaliśmy na górę - taras widokowy znajduje się na wysokości 43 m. Można stąd zobaczyć całe zabytkowe centrum miasta, a z takiej opcji zawsze chętnie skorzystam, choć tutaj uważałam, że cena jest nieco wygórowana (jeśli płacić za samą dzwonnicę, bilet kosztuje 12 €). W końcu ciężko się nie zgodzić z jednym z komentarzy na Google Maps: Lecce to nie Florencja i faktycznie panorama miasta nie zachwyca tak samo. Spotkałam się z opinią, że Lecce to barokowa perełka południowych Włoch, ale szczerze powiedziawszy coś podobnego można by powiedzieć o wielu włoskich miastach ;). Zatem jeśli bardzo lubicie wieże i tarasy widokowe, jasne, możecie wjechać i tutaj, ale myślę, że za tę cenę można w mieście zobaczyć fajniejsze miejsca.
Jako że katedra wciąż była zamknięta dla odwiedzających, gdy zjechaliśmy z dzwonnicy, skierowaliśmy się do kolejnego kościoła uwzględnionego w ramach biletu - bazyliki św. Krzyża (Basilica of Santa Croce). Była to świątynia zakonu celestynów, których klasztor znajdował się tuż obok. Dziś zbudowany w XVI i XVII wieku Pallazzo dei Celestini pełni funkcję siedziby władz prowincji Lecce, a na jego dziedziniec można swobodnie wejść. Zajrzałam z ciekawością, bo zarówno barokowa fasada, jak i liczne krużganki natychmiast przyciągnęły mój wzrok. Nie da się jednak ukryć, że kompletnie nie dorównują fasadzie samej bazyliki. Jak wiecie, uwielbiam zwiedzać kościoły i widziałam ich już setki, ale naprawdę mało który ma tak cudowną fasadę jak bazylika św. Krzyża w Lecce. 
Budowa tego wyjątkowego kościoła wystartowała w 1549 roku i trwała prawie sto lat. Początkowo była to świątynia pięcionawowa, z czasem jednak przebudowana, w wyniku czego boczne nawy zostały zastąpione kaplicami. Swoją drogą, te kaplice podobały mi się bardziej niż prezbiterium z ołtarzem głównym, choć nie da się zaprzeczyć, że najpiękniejszą częścią bazyliki św. Krzyża jest po prostu fasada. Wrażenie wywiera też drewniane sklepienie nad nawą główną - czasem nie trzeba fresków i malowideł, by się zachwycić :).
Następnie podeszliśmy do zamku Karola V (Castello Carlo V) - pierwotnie średniowiecznej twierdzy, której rozbudowę podjęto za czasów właśnie Karola V Habsburga w pierwszej połowie XVI wieku. Na dziedziniec można wejść za darmo i do tego się ograniczyliśmy, bo budowla nie zachwyciła nas na pierwszy rzut oka - potężniejszych i piękniejszych twierdz w Europie nie brakuje ;). Jeśli jednak ktoś byłby ciekawy, to zamek Karola V można zwiedzać też w środku, codziennie oprócz poniedziałków. Według oficjalnej strony internetowej trasa po zamku zajmuje ok. 50 minut i kosztuje 10 € - większość internetowych komentarzy twierdzi raczej, że nie warto, ale tu już każdy pewnie musi ocenić sam. My nie sprawdziliśmy, tylko ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie ;).
A już tylko rzut beretem od zamku znajdziemy słynny plac św. Oroncjusza (lub Orontiusa), czyli Piazza Sant'Oronzo. To historyczne centrum Lecce, a na pamiętającej rzymskie czasy kolumnie pośrodku placu znajduje się pomnik biskupa - patrona miasta, czyli właśnie wspomnianego Oroncjusza. Mój wzrok przyciągnął też, bo jakże by inaczej, kościół i tym razem nie jeden z tych biletowanych. Warto będąc tutaj zajrzeć do kościoła Matki Bożej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria della Grazia), kolejnej barokowej ciekawostki z XVI wieku. W gruncie rzeczy w Lecce pięknych i ciekawych kościołów nie brakuje, ale nie będę opisywać ich wszystkich, bo post rozrośnie się do niemożebnych rozdziałów, a wy i tak pewnie uznacie, że większość z nich jest do siebie podobna ;). Tak przynajmniej uznał M., który pod koniec naszego spaceru po Lecce zostawał już pod kościołami, scrollując instagrama, gdy ja zwiedzałam wnętrza... ;) Zatem od teraz w tym wpisie skupię się tylko na świątyniach zwiedzanych z biletem LeccEcclesiae, ale szczerze polecam zaglądać i do innych - szczególnie do bazyliki Jana Chrzciciela, w podobnym klimacie do tych płatnych, a jednak darmowej.
Tuż naprzeciwko kościoła Matki Bożej Łaskawej znajdziemy ruiny rzymskiego amfiteatru, pamiętającego I-II wiek (dokładna data budowy jest nieznana), czyli czasy, gdy Lecce nazywało się jeszcze Lupiae. Ogromny amfiteatr (102x83 m wielkości) mógł pomieścić ok. 25 tys. widzów i przez długi czas był skryty pod ziemią. Odkryto go dopiero na początku XX wieku i przez kolejne lata trwały prace archeologiczne. Nie odsłonięto całej budowli, bo wymagałoby to zniszczenia nowszej architektury w centrum Lecce, więc dziś można oglądać około 1/3 amfiteatru i już to pozwala sobie wyobrazić, jak wielka była to budowla w dawnych czasach. Oglądanie amfiteatru z zewnątrz jest bezpłatne, ale żeby zejść na arenę, trzeba zapłacić kilka euro - z tego już zrezygnowaliśmy, bo widziało się już w życiu trochę lepiej zachowanych budowli tego typu ;). Spacerując po mieście, natrafiliśmy też na rzymski teatr z podobnego okresu, mogący pomieścić ok. 5 tys. widzów. Tutaj już nie dało się nawet podejść za blisko, bo spora część była zasłonięta ogrodzeniem i sąsiednimi budynkami.
A teraz będzie tour de kościoły, bo po szybkim lunchu i spacerze po mieście skupiliśmy się na pozostałych świątyniach w ramach zakupionego biletu. Na pierwszy ogień poszedł kościół św. Klary z Asyżu (Chiesa di Santa Chiara). Zbudowany w pierwszej połowie XV wieku został potem gruntownie przebudowany pod koniec wieku XVII, dlatego też - bez zaskoczenia w Lecce ;) - króluje tutaj barok. Świątynia powstała na planie ośmiokąta, a najbardziej rzucił mi się tu w oczy drewniany sufit - w innym jednak klimacie niż ten w kościele św. Krzyża. Pięknie rzeźbione ołtarze, zarówno ten główny, jak i boczne, również przyciągają wzrok - szczególnie warto tu zwrócić uwagę na kolumny po bokach.
Potem był kościół św. Mateusza (Chiesa di san Matteo) - znów barok z drugiej połowy XVII wieku. To świątynia jednonawowa, znów z misternie zdobionymi ołtarzami głównym i bocznymi. Dla urozmaicenia nie znajdziemy tu drewnianego sufitu, ale nie dlatego, że go nie zrobiono, tylko z czasem go po prostu usunięto. Przyznam, że trochę rozumiałam tu zniecierpliwienie M. - jeśli kogoś nie fascynuje architektura sakralna, to te kościoły w Lecce zaczynają się zlewać w jedno przez zdobione w podobny sposób wnętrza. Gdybym miała wybrać takie dwie obowiązkowe świątynie w mieście, ograniczyłabym się do kościoła św. Krzyża i katedry, ale wiadomo, ja się nie ograniczam nigdy do dwóch - zwłaszcza we Włoszech ;).
Na sam koniec zostawiliśmy sobie katedrę Wniebowzięcia NMP (Cattedrale di Maria Santissima Assunta). Świątynia przyciąga wzrok już z zewnątrz ze względu na dwie fasady - szczególnie ta północna zachwyca barokowymi zdobieniami. Katedra to kościół trzynawowy na planie krzyża łacińskiego, zbudowana pierwotnie jeszcze w 1144 roku, ale potem rozbudowywana i przebudowywana. Obecny wygląd zawdzięcza przebudowie z końca XVII wieku zleconej przez biskupa Lecce Luigiego Pappacodę. Architektem został Giuseppe Zimbalo, ten sam, który współprojektował fasadę kościoła św. Krzyża, więc efekt musiał robić wrażenie :).
Ołtarz główny pochodzi z połowy XVIII wieku, przedstawia scenę Wniebowzięcia NMP i moim zdaniem kompletnie nie dorównuje ołtarzom bocznym. Tych jest aż dwanaście, pochodzą z XVII wieku i są zachwycającym przykładem włoskiej sztuki barokowej. Organy są nowe, XX-wieczne i nie przyciągają uwagi, aż szkoda ;). Za to jak zwykle warto spojrzeć do góry, na drewniane sklepienie. No i warto też zejść do krypty, tak jak i sam kościół zbudowanej w XII, a przebudowanej w XVI wieku. Zwiedzanie dość prostych krypt również mamy w cenie biletu do katedry.
W styczniu zmierzch zapadał wcześnie, więc przed powrotem do Ostuni mieliśmy jeszcze szansę pospacerować po ładnie oświetlonym wieczorową porą Lecce. Szczególne wrażenie robiło tutaj Piazza Sant'Oronzo, gdzie nie usunięto jeszcze świątecznych dekoracji, światełek i mappingów. Cieszę się, że podczas naszej zimowej objazdówki po Apulii znaleźliśmy czas również na to miasto, bo moja uwielbiająca barokową architekturę dusza była tam w raju ;). Jeśli tak jak ja lubicie architekturę, zwłaszcza sakralną, Lecce to powinien być punkt obowiązkowy na waszej mapie Włoch - myślę, że nie będziecie rozczarowani... :)

Prześlij komentarz

0 Komentarze