Advertisement

Main Ad

Nowy Sad - w sercu Wojwodiny

Serbia Novi Sad
Jako że nie chciałam całej Wielkanocy spędzić w Belgradzie, rozglądałam się za jakimś ciekawym kierunkiem na jednodniowy wypad ze stolicy. Wybór padł na Nowy Sad (po serbsku: Novi Sad), drugie największe miasto Serbii, gdzie - zaznaczmy - drugie największe miasto ma jakieś 4x mniejszą populację od pierwszego, więc różnice są dość znaczące ;). Nowy Sad leży jakieś 100 km na północ od Belgradu i jest stolicą Wojwodiny, autonomicznej i wielokulturowej prowincji na północy kraju, gdzie Serbowie stanowią zaledwie ok. 2/3 mieszkańców. Przyznaję bez bicia, pod kątem zabytków czy historii nie wiedziałam o tym mieście właściwie nic i pozwoliliśmy Nowemu Sadowi się zaskoczyć :).
Nowy Sad to stosunkowo młode miasto, zwłaszcza z europejskiego punktu widzenia, gdy przywykliśmy do historii sięgającej starożytności albo chociażby średniowiecza. Tymczasem Nowy Sad założono dopiero pod koniec XVII wieku (choć żeby oddać sprawiedliwość, tu też znajdowały się kiedyś starsze osady), po drugiej stronie Dunaju w stosunku do górującej nad okolicą twierdzy (o niej potem). W 1699 podpisano traktat w Karłowicach, w wyniku którego region ten trafił w ręce Habsburgów i to za ich panowania rozrósł się do roli ważnego ośrodka handlowego i kulturalnego... by zostać niemalże zrównanym z ziemią podczas Wiosny Ludów. W rezultacie w Nowym Sadzie próżno szukać wiekowych zabytków, bo niemal wszystko, co tu oglądamy, to budynki z drugiej połowy XIX i z XX wieku. My zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy pod Serbskim Teatrem Narodowym - charakterystycznej, choć zdecydowanie niepięknej budowli z 1981 roku, chociaż sam teatr jako instytucja w Nowym Sadzie istniał już ponad sto lat wcześniej. Parę kroków dalej znajduje się pochodząca z początku XX wieku synagoga - do budynku, pełniącego obecnie funkcję centrum kultury, zajrzeć nam się nie udało, ale przed synagogą można było zapoznać się z wystawą poświęconą Holokaustowi w Nowym Sadzie.
Wróciliśmy z powrotem pod teatr, a następnie skierowaliśmy się na główny plac miasta, czyli Plac Wolności (Trg Slobode). To zdecydowanie najbardziej reprezentatywna część Nowego Sadu, otoczona pięknymi, prawie jak zabytkowymi budynkami :). Rzuca się tu w oczy przede wszystkim neogotycki kościół Imienia Maryi - rzadko się zdarza, by w prawosławnym kraju w najważniejszym miejscu w mieście stała świątynia katolicka. Cóż, jest to pozostałość po czasach habsburskich, choć pierwotny kościół - uszkodzony podczas Wiosny Ludów - został później zburzony, a nowy zbudowano w tym miejscu pod koniec lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Do środka wejść się nie dało, ale mogłam przynajmniej zajrzeć przez kraty. Inną budowlą pamiętającą czasy cesarskie jest hotel Vojvodina z połowy XIX wieku - wtedy nosił on nazwę Elizabeth na cześć cesarzowej Sisi. Przy Placu Wolności znajdziemy też elegancki ratusz ze stojącym przed nim pomnikiem Svetozara Mileticia, inne hotele czy siedziby banków.
Oczywiście to, że przy głównym placu znajduje się kościół rzymskokatolicki, nie oznacza, że w pobliżu nie znajdziemy i świątyni prawosławnej ;). Wystarczył krótki spacer turystycznym deptakiem, czyli ulicą Zmaj Jovina, byśmy trafili do miejscowej katedry - soboru św. Jerzego. Cerkiew zbudowano w drugiej połowie XIX wieku na miejscu wcześniejszego, zniszczonego w wojennej zawierusze kościoła. Najbardziej przyciąga uwagę piękny ikonostas z 33 ikonami, ale warto przyjrzeć się też ściennym malowidłom i witrażom z początku XX wieku. Na szczęście wewnątrz nie było tłumów, choć w Serbii była to Niedziela Palmowa - najwidoczniej jednak nieświętowana tak uroczyście jak Sobota Łazarza. Obok soboru można zobaczyć charakterystyczny, czerwony budynek pałacu biskupiego, zdjęcie którego wrzuciłam jako jedno z pierwszych w tym poście.
Generalnie po centrum Nowego Sadu warto sobie po prostu pospacerować. Nie jest ono duże - ot, kilka turystycznych uliczek tylko dla pieszych, pełnych różnego rodzaju knajpek. Przy ładnej pogodzie były tu prawdziwe tłumy, głównie miejscowych, tak jak i w pobliskim Parku Dunajskim. Trochę zieleni, trochę pomników, mały staw - wszystko, czego trzeba w słoneczny dzień, by zrobić sobie przerwę od zwiedzania. Chętni na dłuższy spacer mogą przejść kawałek dalej, aż nad sam Dunaj, i pospacerować nadrzeczną promenadą. Tędy też dotrzemy na most Varadin, którym można przejść na drugą stronę rzeki, gdzie zaczyna się już miejscowość Petrovaradin.
Choć twierdza Petrovaradin pojawia się rzutem na taśmę we wszystkich przewodnikach po Nowym Sadzie, praktycznie leży ona już na terenie innego, zabytkowego miasteczka o tej samej nazwie. Jednak ze względu na bliskość - wystarczy po prostu przejść na drugą stronę rzeki - grzechem byłoby odwiedzić Nowy Sad i nie zahaczyć o tę naddunajską fortecę. Swój obecny kształt zawdzięcza ona niemal stuletniej budowie z przełomu XVII i XVIII wieku, choć wzgórze to było ufortyfikowane już w I w. p.n.e., a Rzymianie nadali mu nazwę Cusum. No właśnie, wzgórze... Do twierdzy Petrovaradin trzeba wejść po schodach, choć na szczęście nie była to zbyt długa i intensywna wspinaczka :).
Forteca jest udostępniona odwiedzającym podobno przez całą dobą, a na jej teren można wejść za darmo. Płatny jest jednak wstęp do niektórych obiektów, takich jak Muzeum Miejskie Nowego Sadu czy podziemia twierdzy, gdzie wejdzie się tylko z przewodnikiem. Nie znaczy to jednak, że będziemy się nudzić, zwiedzając tylko bezpłatną część. Twierdza Petrovaradin jest ogromna - to jeden z największych tego typu systemów fortyfikacji w Europie, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. Spora część umocnień znajduje się pod ziemią, inne stapiają się już z tkanką miejską Petrovaradinu i ciężko rozpoznać, gdzie kończy się twierdza a zaczyna miasteczko.
Ze względu na swoje położenie forteca jest chyba najlepszym punktem widokowym na Nowy Sad - znajdziemy tu spore tarasy wzniesione nad brzegiem Dunaju. Najpopularniejszy jest ten przy wieży zegarowej, ale wystarczy odejść kawałek dalej i usiąść w kawiarni z widokiem... albo przejść jeszcze dalej i odkryć, że większość turystów gromadzi się właśnie koło wieży i kawiarni ;). Petrovaradin to punkt obowiązkowy podczas wizyty w Nowym Sadzie - można tu spokojnie spędzić tyle samo, albo i więcej czasu niż w samym mieście, które, bądźmy szczerzy, nieszczególnie nas zachwyciło. Na szczęście zwiedzanie twierdzy uratowało ten dzień ;).

Prześlij komentarz

0 Komentarze