Lagos to miasteczko w Algarve liczące sobie trochę ponad 20 tys. mieszkańców (sama gmina Lagos ma ich już ponad 30 tys.), a jego zabytkowe centrum jest nieduże i nie potrzeba wiele czasu, by po nim pospacerować. My umówiliśmy się w Lagos na lunch z Anią, autorką książki Portugalia. W objęciach oceanu, i jeszcze przed tym lunchem zdążyliśmy nie tylko pospacerować po samym miasteczku, ale jeszcze dojechać z Faro, odwiedzając po drodze Algar Seco. Owszem, musieliśmy wstać rano, ale zdążyliśmy ;). Lagos już od samego początku przyciągnęło mój wzrok ciekawą architekturą, mnóstwem kolorów oraz charakterystycznymi chodnikami pełnymi kojarzących się z oceanem wzorów. W niedzielne przedpołudnie uliczki miasteczka świeciły pustkami, choć pewnie miał na to jeszcze wpływ kompletny brak sezonu - zawitaliśmy tutaj w końcu na przełomie lutego i marca :).
Zaparkowaliśmy samochód w pobliżu murów miejskich i skierowaliśmy się do samego centrum Lagos. Po drodze Google Maps pokazało nam uliczki oznaczone jako Street art, co natychmiast przyciągnęło naszą uwagę, bo oboje lubimy sztukę uliczną. Tutaj trafiliśmy na cały murek pokryty graffiti, a także na kilka pojedynczych murali na sąsiednich murach i budynkach - nie jest tego dużo, ale wystarczająco, by warto było odbić trochę w bok i specjalnie podejść :). Więc jeśli ciekawią Was takie rzeczy, zajrzyjcie na uliczkę Tv. do Cotovelo, a wypatrzycie murale nawet bez pomocy Google Maps.
Podeszliśmy kawałek dalej i wyłonił się przed nami kościół św. Antoniego (Igreja de Santo António) z XVIII wieku. Z zewnątrz jest to dość prosty barok, ale prawdziwe piękno znajdziemy wewnątrz świątyni :). Połączenie biało-niebieskich azulejos w dolnej części ścian, bogato rzeźbionego drewna na ich górnej części i fresków na sklepieniu daje niesamowity efekt. Wnętrze kościoła jest niewielkie, przypomina bardziej większą kaplicę pod kątem rozmiaru, ale nie ma tu chyba ani jednego elementu, który nie byłby w jakiś sposób udekorowany. Oczywiście najpiękniej i najszczegółowiej wyrzeźbiony jest tu ołtarz, ale warto całemu kościołowi św. Antoniego poświęcić dłuższą chwilę :).
Do kościoła wchodzi się przez przylegające do niego Muzeum Miejskie Lagos. Jest niewielkie, więc wstęp kosztuje tylko 3 €, ale nie da się zwiedzać świątyni bez zapłacenia za wstęp do muzeum. W środku znajdziemy przede wszystkim przykłady sztuki sakralnej, ale też ciekawy gabinet osobliwości (Kunstkamera) czy miniaturę miasta. Nie zaprzeczę, że nas to miejsce nieszczególnie ciągnęło - weszliśmy tylko dlatego, że takie było przejście do kościoła św. Antoniego, ale przynajmniej na czas zwiedzania można było zostawić plecak w schowku i mniej nosić ;).
Następnie skierowaliśmy się do centralnego miejsca w Lagos, czyli placu Henryka Żeglarza. Choć jego pomniki można znaleźć w niejednym miejscu w Portugalii, to Lagos miało specjalne znaczenie jako jeden z głównych portów, z których wyruszały morskie wyprawy. Nad placem dominuje kościół maryjny (Igreja de Santa Maria de Lagos), pierwotnie z przełomu XV i XVI wieku, choć gruntownie odbudowany po trzęsieniu ziemi z 1755 roku... a potem jeszcze raz, po pożarze z końca XIX wieku. Nic więc dziwnego, że po tak dramatycznej przeszłości świątynia ma dość prosty wystrój.
Tuż przy porcie, niedaleko placu Henryka Żeglarza, wznosi się fort Ponta da Bandeira - XVII-wieczna forteca broniąca wybrzeża Algarve. Do środka nie próbowaliśmy zajrzeć (zresztą, jeśli wierzyć oznaczeniom na Google Maps, twierdza jest zamknięta do odwołania), ale przyjrzeliśmy się jej z zewnątrz. Ukończony w 1690 roku fort uchodził wtedy za jeden z najnowocześniejszych w regionie. Niestety, jego lata świetności szybko minęły, bo i Ponta de Bandeira ucierpiał znacząco we wspomnianym już trzęsieniu ziemi z połowy wieku XVIII. Odbudowano go, przez jakiś czas pełnił nawet funkcję więzienia, ale o militarnej potędze mógł już zapomnieć.
Na sam koniec zwiedzania zostawiliśmy sobie mury miejskie, przy których zresztą zaparkowaliśmy samochód. Od strony fortu Ponta da Bandeira przez fortyfikacje miejskie możemy przejść bramą Porta de São Gonçalo. Mury w większości pamiętają czasy świetności Lagos - XVI wiek, gdy miasto było centrum administracyjnym regionu i stale musiało obawiać się ataków (chociażby piratów) ze strony oceanu. Po spacerze wybraliśmy się na lunch, po którym Ania postanowiła pokazać nam inne oblicze Lagos... a w tym celu musieliśmy wsiąść do samochodu i opuścić centrum miasta ;).
Położone na południe od Lagos Ponta da Piedade to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Algarve. Przepiękne, klifowe wybrzeże i liczne ciekawe formacje skalne, a wokół tego wszystkiego mieniąca się w słońcu turkusowa woda... oj, bardzo mnie kusiły te widoki :). Można tu zejść po schodach do przystani, skąd małą łódką można wyruszyć w rejs wśród skał i jaskiń... jeśli ocean pozwoli. Nam, niestety, nie pozwolił - woda była zbyt wzburzona i po zejściu schodami w dół mogliśmy co najwyżej rozejrzeć się po okolicy. Cóż, będzie kolejny powód, by tu wrócić, bo że kiedyś wrócimy do Algarve, to pewne :).
W okolicy Ponta da Piedade znajdziemy też sporo pięknych plaż skrytych w cieniu klifów, do których można zejść po licznych schodkach (tak, a potem trzeba wejść z powrotem, ale przecież zdąży się w międzyczasie odpocząć na plaży... ;) ). Niestety, tutaj też nie wszędzie nam się poszczęściło, bo część schodów i plaż była zamknięta. Luty mocno się dał we znaki Algarve pod kątem pogody, sporo padało i na klifach zdarzały się osuwiska. Wypogodziło się krótko przed naszym przylotem, ale nie wszędzie było jeszcze bezpiecznie wchodzić. Na szczęście na jedną z plaż udało się zejść, a ja nie mogłam wyjść z podziwu, jak mocno grzeje tu słońce o tej porze roku, zwłaszcza gdy klify chronią nas przed wiatrem :).
Ale nawet wtedy, gdy plaże są niedostępne, można pospacerować górą, wzdłuż szczytów klifów i podziwiać widoki - a te w Algarve chyba nigdy nie przestają zachwycać :). Na przełomie lutego i marca czułam tu wiosnę w pełni, było tak zielono i wszędzie coś kwitło. No i temperatury w słońcu spokojnie sięgające 20 stopni - w Wiedniu tego nie mieliśmy... Zdecydowanie nie można ograniczać wizyty w Lagos do zwiedzania samego miasta, gdy takie cuda natury znajdują się zaledwie 10 minut jazdy od jego centrum.

0 Komentarze