Advertisement

Main Ad

Dazu - skalne rzeźby w pobliżu Chongqing

Chiny Dazu rzeźby
Dazu było zdecydowanie jednym z najbardziej fascynujących miejsc, jakie odwiedziliśmy w Chinach. Miasteczko leży w rejonie miasta wydzielonego Chongqing, jakieś 100 km od samego centrum Chongqing - świetnie pokazuje to rozległość tych obszarów... Dla nas Dazu było też jedynym miejscem w Chinach, gdzie wybraliśmy się z wycieczką zorganizowaną. Tak, dałoby się i na własną rękę, ale trzeba by było łączyć pociąg z autobusem, a potem jeszcze przemieszczać się taksówką pomiędzy stanowiskami z rzeźbami... Byłoby to dość skomplikowane, na pewno czasochłonne, zwłaszcza że nie mogliśmy mieć też pewności, czy udałoby nam się w miarę łatwo łapać taksówki tak daleko od miasta. Tymczasem wycieczka zorganizowana ma jednak to do siebie, że wszędzie cię wożą i kupują bilety wstępu... a jeśli znasz chiński, to nawet co nieco opowiadają ;).
Jeśli chodzi o wycieczki zorganizowane na miejscu, Chiny są najmniej nastawionym na zagranicznych turystów państwem, w jakim miałam dotąd okazję być. A przynajmniej okolice Syczuanu i Chongqing, bo pewnie w Pekinie czy Szanghaju wygląda to nieco inaczej. Najwięcej wycieczek oferuje strona Trip.com (jakby nie patrzeć Trip.com Group ma swoją siedzibę główną właśnie w Chinach), ale są one organizowane niemal wyłącznie po chińsku. Oferty anglojęzyczne są głównie prywatne, a wtedy kosztują miliony monet. Oczywiście można dołączyć do chińskiej wycieczki, widziałam w internecie, że niektórzy obcokrajowcy tak robią, ale ja szukałam czegoś choć z częściową organizacją po angielsku. No i napatrzyłam się już w Europie na chińskie wycieczki, nie chciałam zwiedzać w takiej grupie... Opcję pośrednią znalazłam na Get Your Guide. Transfer w niewielkiej grupie (poza nami była dwójka Tajów i czterech Chińczyków) z chińskim kierowcą, ale cała organizacja online była po angielsku i miałam anglojęzyczny support przez WeChata w razie potrzeby. Wciąż nie była to najtańsza opcja - płaciliśmy ok. 88 € / osobę, ale wychodziło dużo taniej niż prywatna anglojęzyczna wycieczka. Całość po chińsku w dużej grupie spokojnie ogarnęłoby się za połowę tej ceny, ale - jak już wspomniałam - tego wolałam uniknąć. Wahałam się trochę, opłacając wycieczkę, bo miała zaledwie 5 opinii (teraz, 1,5 miesiąca później, jest ich 7, a jedna z tych nowych jest moja...) - w każdym innym kraju byłoby to dla mnie podejrzane, ale w Chinach naprawdę mało kto korzysta z zagranicznych platform. Na szczęście wszystko było w porządku, a Emily z Hong Kongu robiąca za nasz anglojęzyczny support stanęła na wysokości zadania. Zaś z kierowcą porozumiewaliśmy się za pośrednictwem tłumacza w telefonie i WeChata - i jakoś dało się dogadać :).
Najpierw podjechaliśmy do samego miasteczka Dazu, gdzie kierowca zebrał nasze paszporty i poszedł kupić bilety. Fizycznego biletu do ręki nie dostaliśmy - biletem był sam paszport i nasza twarz, bo wszystkim posiadaczom zagranicznych dokumentów robiono na start zdjęcia ;). Pierwszy kompleks, jaki mieliśmy zwiedzać, to Beishan położony tuż pod samym Dazu. Kierowca zostawił nas na parkingu pod centrum informacyjnym, rozdał audioguide'y i powiedział, że spotykamy się za godzinę. To była ta trochę gorzej zorganizowana część, bo po pierwsze audioguide był tylko po chińsku i rada kierowcy pt. przyłóż słuchawkę do mikrofonu w telefonie i odpal translator okazała się niepraktyczna - nie dość, że to masakrycznie niewygodne, to telefon wychwytywał tylko część słów, więc tłumaczenie było kompletnie pozbawione sensu. A po drugie, okazało się, że po tej godzinie kierowca poszedł z chińskimi turystami na jakiś film informacyjny, który trwał dobre pół godziny, a my musieliśmy siedzieć przy parkingu i na nich czekać - kompletnie nie rozumieliśmy, czemu w takim razie nie powiedział nam i Tajom, że mamy 1,5 godz. na zwiedzanie kompleksu... Ale że była to jedyna niedograna rzecz podczas tej wycieczki, dało się przeżyć - choć z chęcią zwiedzałabym na spokojniej, mając więcej czasu. A tak w drobnej mżawce przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, pokazaliśmy paszporty, daliśmy sobie zrobić zdjęcia i weszliśmy po schodach na teren kompleksu Beishan.
Beishan oznacza Północną Górę i ten zespół rzeźb skalnych jest starszy od sąsiedniego Baodingshan, większość rzeźb pochodzi z czasów późnej dynastii Tang i dynastii Song, czyli mówimy tu o IX-XII wieku. Posągi zachowały się w różnym stanie, ale wiele z nich wciąż jest bardzo szczegółowych, z pozostałościami kolorów - uważa się, że Beishan jest bardziej artystycznym kompleksem w Dazu. Ze względu na bliższe położenie obok miasteczka plus niewielkie rozmiary obszaru Beishan internet często poleca skupić się tylko na tym miejscu, jeśli mamy mało czasu. Osobiście uważam, że na Dazu warto poświęcić cały dzień i odwiedzić oba kompleksy, ale o tym później, trzymajmy się jeszcze samego Beishan ;). Chińczycy w większości zwiedzają całymi grupami, więc na początku przeraziłam się ilością turystów... ale szybko zdaliśmy sobie sprawę, że wystarczy minąć wycieczki i zwiedzać w spokoju własnym tempem, a nie będziemy otoczeni tłumem miejscowych turystów ;).
Rzeźby w Beishan są głównie religijne, buddyjskie i wyrzeźbiono je w licznych jaskiniach w długim klifie - obecnie to, co nie jest naturalnie ukryte przed warunkami pogodowymi, zostało dodatkowo przykryte dachem, więc można zwiedzać wszystko suchą stopą :). Szacuje się, że przy Północnej Górze znajdziemy ok. 10.000 rzeźb, więc rozmach tego wszystkiego naprawdę robi wrażenie. Najbardziej znana jest rzeźba królewska z pawiem (Peacock Ming King) oraz różne formy Awalokiteśwary. No i obowiązkowo trzeba zajrzeć do groty 136 (Sutra Repository Cave) z kamiennym repozytorium sutr, wszystko naturalnie ozdobione i otoczone licznymi rzeźbami. Po zwiedzaniu części głównej warto jeszcze podejść do góry, do pagody Duobao. Choć można ją oglądać tylko z zewnątrz, to poniżej znajdziemy dwa ogromne posągi Buddy, które też warto zobaczyć. Jeśli jednak traficie na taką nieco deszczową pogodę jak my, pamiętajcie, że kamienne schody w deszczu robią się masakrycznie śliskie i spacer tędy trochę czasu zajmie (na szczęście zejście w dół inną trasą było częściowo po lepszej jakości drewnianych schodach). A tam na dole stoją handlarze pamiątkami, którzy nas nieźle zaskoczyli - nie spodziewałabym się, żeby Chińczycy byli w stanie wychwycić różnice między językami słowiańskimi, a tymczasem jeden pan sprzedawca przywitał nas słowami: Polska, kurwa! - tak że no...
Gdy zakończyliśmy zwiedzanie kompleksu Beishan i zgromadziła się znów cała grupa, podjechaliśmy najpierw do jednej z sąsiednich wiosek, gdzie mieliśmy godzinną przerwę na lunch. Następnie ruszyliśmy do kolejnego kompleksu, Baodingshan, który jest oddalony od tego pierwszego o ok. 20 km. Warto tu jednak zaznaczyć, że w okolicach Dazu znajdziemy znacznie więcej rzeźb skalnych - według niektórych źródeł jest tu aż kilkadziesiąt takich skupisk. Pięć z nich w 1999 roku wpisano na listę UNESCO. Beishan jako największy zespół rzeźb i Baodingshan jako podobno najpiękniejszy i najciekawszy stanowią podstawę większości wycieczek - bilet łączony do obu tych miejsc kosztuje online ok. 23 $ (86,40 zł). Pozostałe trzy kompleksy rzeźb z listy UNESCO to Nanshan, Shimenshan i Shizhuanshan - podobno też można je zwiedzać, ale tutaj ciężej o rzetelne informacje, no i trzeba by to ogarnąć na własną rękę. My ograniczyliśmy się do tych dwóch najbardziej znanych, a co nieco o pozostałych kompleksach można się było dowiedzieć w Muzeum Rzeźb Skalnych Dazu.
Muzeum znajduje się na terenie kompleksu Baodingshan, po którym można się przemieszczać elektrycznymi pojazdami, jeśli kupi się bilet obejmujący też transport. Kompleks jest dość spory, ale te odległości, które można przejechać nie są znowu jakieś wyjątkowo duże - da się na spokojnie przejść pieszo, jeśli pogoda pozwala. My podjechaliśmy do muzeum, a potem już chodziliśmy piechotą. Samo muzeum znajduje się w ładnie przygotowanym budynku (na powyższym zdjęciu), a wystawa dzieli się na trzy części. Pierwsza przedstawia zdjęcia kompleksów rzeźb z różnych krajów, skupiając się jednak najwięcej na samym Dazu. Druga obejmuje różne fragmenty rzeźb i ta podobała mi się najbardziej, sporo tu naprawdę ciekawych eksponatów. Trzecia i ostatnia część poświęcona jest pracom archeologicznym w Dazu. Generalnie niemal wszystko jest opisane zarówno po chińsku, jak i po angielsku, co było miłą niespodzianką, choć poza ostatnią częścią nie znajdziemy tu za wiele szczegółowych informacji.
W końcu dotarliśmy do części głównej Baodingshan, czyli - w wolnym tłumaczeniu - Góry Skarbu. I już na start mogłam zbierać szczękę z chodnika, bo ten kompleks jest po prostu zachwycający. Znajdziemy tu ok. 6.000 rzeźb pochodzących głównie z XII i XIII wieku, czyli czasów dynastii Song. Całość zwiedza się w określonej kolejności i znów, wystarczyło wyminąć lub przepuścić liczne chińskie wycieczki, by móc w miarę spokojnie cieszyć się zabytkami. Na tę główną część kompleksu warto poświęcić z godzinę-półtorej, a uwzględniając jeszcze muzeum i świątynię, na Baodingshan trzeba przeznaczyć minimum 3 godziny. A i tak może pozostać uczucie niedosytu ;).
Za dynastii Song te okolice uchodziły za jedne z najzamożniejszych w Chinach i zespół rzeźb Baodingshan świetnie oddaje możliwy rozmach :). Piękne jest też jego położenie - rzeźby ciągną się wzdłuż klifu, a wszystko otacza gęsta zieleń. Niektóre posągi znajdziemy również w jaskiniach, jednak niestety nie zadbano tu o należyte oświetlenie - więcej widać na rozjaśnionych zdjęciach powyżej, niż mogłam zaobserwować gołym okiem. Kompleks podzielony jest na dwie części, pomiędzy którymi znajduje się świątynia ze słynną, złotą rzeźbą Awalokiteśwary z tysiącem rąk, a na tych dłoniach są oczy - cała figura ma wyglądać jak paw dumnie rozkładający ogon...
Jedną z najbardziej znanych i największych rzeźb w Baodingshan jest ogromna figura leżącego Buddy, otoczonego służącymi i uczniami. Posąg ma ponad 30 m długości, a cała ta część klifu jest ciekawie rzeźbiona, choć niewątpliwie górna część ciała Buddy wywiera tu największe wrażenie, dolna zlewa się zaś ze skałą. Uważa się, że rzeźba przedstawia Buddę, który po zakończeniu nauczania położył się i osiągnął nirwanę. Tutaj gromadziło się najwięcej wycieczek, więc choć udało się złapać kadry z mniejszą ilością ludzi, to nie staliśmy tu za długo, skupiając się raczej na innych częściach kompleksu.
Wśród rzeźb, na które koniecznie trzeba zwrócić tu uwagę, jest chociażby buddyjskie Koło Życia - podobno jeden z największych takich posągów na świecie. Koło trzyma w swych łapach demon Mara, a podtrzymują je urzędnik, żołnierz, małpa i kobieta, mające symbolizować kolejno chciwość, zło, głupotę i pożądanie. Podobnie jak w Beishan, również w Baodingshan możemy zobaczyć ciekawą rzeźbę przedstawiającą Królową na pawiu w otoczeniu licznych mniejszych posągów. Tuż obok znajduje się niewielka, ale tym razem jasna grota z posągiem Wajroczana na tronie z lotosu - pomieszczenie ma intensywnie czerwone ściany, które natychmiast rzucają się w oczy.
No właśnie, kolory... Wciąż przyciągają wzrok, a przecież od powstania Baodingshan minęło już kilkaset lat. Oczywiście to, co oglądamy dziś, to zaledwie część pierwotnej kolorystyki, więc łatwo sobie wyobrazić, jak to musiało wyglądać przed wiekami. Farby produkowano z naturalnych surowców - za tę intensywną czerwień odpowiadał np. cynober. Kolory przetrwały do dnia dzisiejszego głównie ze względu na korzystne położenie rzeźb, bo klif, w którym je wykonano, chronił je przed warunkami atmosferycznymi. Naturalnie Chińczycy już od kilku dekad prowadzą tu prace konserwacyjne, ale starają się raczej zachować to, co jest niż rekonstruować i malować na nowo.
Powoli przeszliśmy całość kompleksu, przystając niemal na każdym kroku i zachwycając się szczegółowością rzeźb. Sceny religijne i życie codzienne, liczne posągi Buddy, ludzie i zwierzęta, wszystko to przeplatało się ze sobą i niewątpliwie pomagało naukowcom odtworzyć różne elementy życia za czasów dynastii Song. Na sam koniec zwiedzania po prostu usiedliśmy sobie na ławce, ot, siedząc i podziwiając, dopóki nie zaczęły zbliżać się do nas kolejne wycieczki... Ale my już wtedy pomyśleliśmy, że można ruszyć dalej, w końcu Baodingshan to nie tylko rzeźby, nawet jeśli są one niewątpliwie najsłynniejszą częścią kompleksu :).
Bo skoro już byliśmy w okolicy, to musieliśmy podejść i do świątyni Shengshou, od której podobno wszystko się tu zaczęło. Przez tu rozumiem kompleks Baodingshan a nie całe Dazu, bo - jak już wspominałam - w Beishan są zdecydowanie starsze rzeźby. Świątynię Shengshou założył w latach siedemdziesiątych XII wieku mnich Zhao Zhifeng, miało być to miejsce pielgrzymkowe. Budynki, które można oglądać obecnie, są oczywiście nowsze, wciąż jednak nie można odmówić im miana zabytkowych - pochodzą z czasów dynastii Ming (XIV-XVII wiek) i Qing (XVII-XX wiek).
Co ciekawe, świątynia - mimo swojego znaczenia oraz niewątpliwego uroku - nie przyciąga większości turystów, którzy zwiedzają Baodingshan. Spacerując wśród budynków byliśmy przez większość czasu sami, więcej widzieliśmy mnichów niż turystów. Zresztą nawet w folderze informacyjnym od Emily nie było słowa wzmianki o tym miejscu - napisała mi tylko, jak od części z rzeźbami trafić na parking... W rezultacie, gdy my zwiedzaliśmy świątynię, reszta grupy wróciła już do busa i czekała na nas, aż kierowca zaczął pisać na WeChacie, gdzie jesteśmy. No, zbieramy się, już, już... my czekaliśmy na was przy Beishan, jak oglądaliście film, wy możecie poczekać na nas, jak oglądamy świątynię. W końcu naprawdę jest co oglądać! :)
Przyszedł jednak czas, by kierować się na parking, a potem z powrotem do Chongqing - trasa biegła zabytkową uliczką Baoding (Baoding Old Street). Charakterystyczne drewniane budynki po obu stronach, udekorowane czerwonymi lampionami, pełne były restauracji i sklepików, a pracownicy głośno zachęcali turystów, by zajrzeli właśnie do nich :). Tutaj zakończyliśmy naszą przygodę ze skalnymi rzeźbami w Dazu - przygodę piękną i fascynującą. Jeśli przyjdzie Wam kiedyś zawitać do Chongqing i będziecie mieć wystarczająco dużo czasu, by wyskoczyć gdzieś na jeden dzień - bardzo polecam tutaj Dazu. W końcu nie bez powodu uznano to miejsce za Światowe Dziedzictwo... :)

Prześlij komentarz

0 Komentarze