Chyba żadnej innej części naszej podróży do Chin nie planowałam tam dokładnie jak parku Zhangjiajie. Choć nigdy nie oglądałam Avatara, ten krajobraz i tak był mi świetnie znany ze zdjęć, więc skoro z Chongqing były tu tylko 4 godziny jazdy pociągiem... wiedziałam, że będę chciała tu przyjechać ;). Ale planowanie tego wypadu okazało się niesamowicie czasochłonne. Większość znalezionych informacji była już dawno nieaktualna (w Chinach naprawdę wszystko się zmienia baaardzo szybko), a różne przykładowe plany zwiedzania były często ze sobą sprzeczne. Do tego nie byłam pewna, ile czasu poświęcić tym okolicom - 2 czy może 3 dni, czy też 2,5 i po porannym zwiedzaniu ruszyć już w dalszą podróż? Więcej czasu niestety nie mieliśmy, a szybko zdałam sobie sprawę, że w niestabilnym pogodowo Zhangjiajie im więcej czasu mamy, tym większe szanse na trafienie na ładny dzień. A niezależnie od pory roku pogoda tutaj może być każda - na jednej stronie pisano, że maj to świetny czas na wypad w te rejony, na innej, że nie, maj jest tragiczny pogodowo, a na jeszcze innej, że wszystko się może zdarzyć... Ciężko coś zakładać przy takich informacjach ;). W końcu zdecydowałam się na pełne 3 dni na miejscu, wiedząc, że będziemy chcieli jeszcze zobaczyć górę Tianmen - potem do planów dodaliśmy jeszcze Wielki Kanion, ale oba te miejsca opiszę już w oddzielnym poście. Dziś skupmy się na głównej, objętej jednym biletem części parku narodowego :).
Bilety do parku narodowego są ważne 4 dni, ale kupuje się je na konkretną godzinę i trasę. Tak naprawdę ma to znaczenie tylko na dwie główne trasy startujące z Bramy Wschodniej: A - zaczynającej się od kolejki na górę Tianzi, oraz B - zaczynającej się od słynnej windy Bailong. To na te trasy bilety wyprzedają się najszybciej, szczególnie na przedpołudniowe godziny, bo każdy chce spędzić w parku jak najwięcej czasu. Jeśli planujecie którąś z tych tras, zdecydowanie polecam zakup biletów z kilkudniowym wyprzedzeniem przez internet. Wejście przez pozostałe bramy nie jest tak oblegane i z tego, co czytałam, powinno się udać kupić bilety nawet na miejscu. Jednak nie da się ukryć, że trasy z Bramy Wschodniej są tak popularne nie bez powodu - my sami zdecydowaliśmy się na szlak B. I, niestety, zgodziliśmy się, żeby bilety nam kupił pracownik z miejsca, gdzie nocowaliśmy (to też powszechna praktyka, większość miejsc noclegowych w okolicach parku oferuje pomoc z zakupem biletów). Dlaczego niestety? Bo potwierdziłam panu, którą trasę chcemy i którego dnia, dodając, że z rana - pan o nic więcej nie pytał, więc uznałam, że ma wystarczające informacje, a on uznał, że skoro nie podałam mu konkretnej godziny, to chyba nie chcę... Na szczęście przyszło mi do głowy, by po jakimś czasie ciszy zapytać, co z tymi biletami i zdążyłam jeszcze kupić przez internet - niestety, wszystko między 7 a 12 było już wyprzedane, więc zacisnęłam zęby, wstając z samego rana i weszliśmy do parku między 6:30 a 7... Miało to swoje zalety, bo im wcześniej, tym mniej ludzi - mniejsze kolejki do windy czy autobusów, którymi przemieszcza się po parku. A po drugie trafiliśmy akurat na bardzo słaby dzień pod kątem pogody i przed 8 zaczęło padać, no i padało już niemal cały czas... Więc tak mieliśmy chociaż tę godzinę bez deszczu z samego rana.
Nocleg znaleźliśmy w Wulingyuan, jakieś 10 minut spacerem od Bramy Wschodniej, więc bez większego problemu dotarliśmy na miejsce przed 7. Z głośników rozbrzmiewał komunikat, że zostało już niedużo czasu na wejście dla tych z przedziału 6:30-7:00, tych godzin tutaj faktycznie mocno pilnują. Na bramkach sprawdzili nasze bilety i paszporty, po czym skierowaliśmy się dobrze oznaczoną trasą na przystanek autobusowy dla szlaku B. Po parku kursują eco-busy, które są wliczone w cenę biletu wstępu - warto jednak pamiętać, że inne środki transportu, takie jak kolejki czy winda, są już dodatkowo płatne. Odcinek łączący Bramę Wschodnią i windę Bailong liczy sobie kilkanaście kilometrów i przejazd trwa prawie pół godziny. Potem trzeba podejść schodami do wejścia do windy - w późniejszych godzinach ustawiają się do nich spore kolejki, ale z rana weszliśmy bardzo szybko. Jestem pewna, że większość z Was widziała filmiki z tej windy - Bailong wjeżdża w 1,5 minuty na wysokość 326 m do góry, a widok, gdy ponad drzewami wyłaniają się charakterystyczne szczyty, należy do najpopularniejszych w Chinach. Udało mi się nawet stać przy szybie, ale... widoczność była tragiczna przy tej pogodzie, szyby kompletnie zaparowane i pełne kropelek deszczu. Dało się coś zobaczyć, nie dało się zrobić żadnego zdjęcia czy filmiku. A pomyśleć, że głównym powodem, dla którego trasa B jest tak oblegana, jest właśnie wjazd na górę tą windą... Cóż, nie zawsze ma się szczęście ;).
Z górnej stacji windy podjechaliśmy jeszcze kawałek autobusem i znaleźliśmy się w pierwszej z zaplanowanych na ten dzień części parku - Yuanjiajie. To najpopularniejsze miejsce, bo właśnie w Yuanjiajie znajdziemy pocztówkowy krajobraz ze słynną Avatar Hallelujah Mountain na czele. Choć przyznam, że dla mnie wszystko tu było piękne ;). Pogoda też zrobiła swoje - może większość czasu padało, a szczyty często tonęły w chmurach i mgle, ale te chmury nadawały krajobrazom mistycznego uroku. Wciąż wszystko w najbliższym otoczeniu było dobrze widać i te widoki były niesamowite. Na Yuanjiajie warto poświęcić co najmniej 2 godziny - nawet nam przy tej pogodzie tyle zeszło, więc wyobrażam sobie, że w pełnym słońcu to i więcej czasu zleci, nie wiadomo kiedy :).
Spacer po Yuanjiajie zaczyna się od Czarującego Tarasu (Enchanting Terrace), gdzie właściwie chciałoby się stać bez końca i podziwiać charakterystyczne filary z piaskowca. Idąc dalej po drewnianych podestach, dojdziemy do wspomnianej już góry z Avatara oraz widoku z dawnego banknotu 100 juanów - jak natraficie tu na jakąś chińską wycieczkę, to najprawdopodobniej uda się wam podejrzeć i sam banknot lub jego powiększony wydruk w rękach przewodnika ;). Trasę kończy się przy naturalnym skalnym moście, zwanym Pierwszym mostem na świecie. Tu już niestety szczęście nam niezbyt dopisało, bo robiło się coraz bardziej pochmurnie i mgliście - dało się zobaczyć kształt mostu, ale ciężko już dokładnie mu się przyglądać...
Zanim jednak wsiądzie się w kolejny eco-bus, by odkrywać inne części Zhangjiajie, warto zrobić pętlę ścieżką położoną obok tego mostu. Czy zapewnia ładne widoki? Nie wiem, bo w tym momencie u nas widoczność spadła do tak niskiego poziomu, że nie było nawet co się rozglądać po okolicy. Ale cała trasa jest obwieszona czerwonymi wstążkami, często trzeba się wręcz pochylać pod ciężkimi gałęziami całymi w czerwieni i naprawdę fajnie to wygląda. Jako że wyruszyliśmy do parku bez śniadania - to serwowano w naszym miejscu noclegowym dopiero od 7, co nas nie urządzało - zrobiliśmy sobie też postój przy jednej z budek z jedzeniem. No właśnie, to też jedna z rzeczy, które się zmieniły w ciągu ostatnich lat - czytałam starsze wpisy blogowe, gdzie zaleca się ludziom, by wzięli jedzenie na cały dzień i trochę drobnych, gdyby trzeba było dopłacić za jakiś transport... Obecnie w Zhangjiajie istnieje cała infrastruktura gastronomiczna - oczywiście największa przy stacjach kolejek lub głównych przystankach autobusowych, ale i na szlaku znajdzie się budki z przekąskami. Dominuje tradycyjna chińska kuchnia, ale przy wejściach do parku znajdziecie i amerykańskie sieciówki w stylu KFC. I za wszystko i wszędzie zapłacicie Alipay'em lub WeChatem, o gotówce możecie zapomnieć ;).
Następnie eco-busem przejeżdża się do kolejnej części parku - Yangjiajie. Ten obszar sceniczny jest mniej popularny od Yuanjiajie - po pierwsze, bo nie ma tu góry z Avatara, a po drugie, bo jest tu zdecydowanie więcej chodzenia góra-dół. W deszczowy dzień bywało to nieco wymagające, choć większość szlaków jest dobrze przygotowana, żeby nie było za ślisko. Nie wszystko tu zeszliśmy, bo widoczność momentami była taka sobie, więc nie każdy punkt widokowy kusił równie mocno ;). Podeszliśmy jednak do wioski Oolong (gdzie wioska to tak naprawdę bardziej kolejny punkt widokowy) i zrobiliśmy kółeczko sąsiednim szlakiem. Warto tu zwracać uwagę na kierunki trasy oznaczone na strzałkach - czasem wydaje się, że pokazują jakieś rozwidlenie i wybiera się łatwiejszą z pozoru drogę, a potem się okazuje, że to jednokierunkowe kółko i idziemy pod prąd... ;)
My wizytę w Yangjiajie zaczęliśmy i skończyliśmy przy punkcie widokowym zwanym Naturalnym Wielkim Murem. Te ciekawe formacje skalne na początku niemal kompletnie tonęły we mgle i bardziej oglądaliśmy zdjęcia na tablicy informacyjnej niż sam widok. Na szczęście po zrobieniu rundki wokół Yangjiajie mgła w tej okolicy się nieco uniosła, więc stwierdziliśmy, że podchodzimy tam jeszcze raz - i faktycznie, widoczność była lepsza :). A potem musieliśmy się na trochę schować pod dachem, bo mżawka zmieniła się w potężną - choć na szczęście krótkotrwałą - ulewę... Swoją drogą, od strony Bramy Południowej na Yangjiajie można też wjechać kolejką linową i jeśli pogoda pozwala, a wy macie bilet obejmujący swobodne poruszanie się kolejkami, warto skorzystać i z takiej opcji oglądania widoków.
I kolejny eco-bus tego dnia, z Yangjiajie na górę Tianzi. Znów charakterystyczne formacje skalne, drewniany pawilon robiący za jeden z najlepszych punktów widokowych, spory obszar, któremu warto poświęcić kolejne minimum dwie godziny. Tyle miałam wynotowane, ale rzeczywistość tutaj z nami wybitnie nie współpracowała. Na Tianzi wysiedliśmy z autobusu w mokrą i zimną białą pustkę. Ta mgła nas wręcz oblepiała, czasem do tego częstując chłodnym deszczem. Widoczność kompletnie zerowa. Trochę pospacerowaliśmy, ale odpuściliśmy - w najlepszych momentach widoki były jak na poniższych zdjęciach. W tych gorszych wychylaliśmy się za barierki, patrząc w mleko. Prognozy nie zapowiadały poprawy przez najbliższe godziny, więc stwierdziliśmy, że nie jesteśmy masochistami. Nie będziemy jak te chińskie wycieczki, które i tak w tę pogodę chodziły od punktu do punktu, słuchając przewodnika opowiadającego, co tu widać, gdy cokolwiek widać... Tak, byłam nieco rozczarowana, ale z drugiej strony i tak spędziliśmy tego dnia w parku Zhangjiajie koło 8 godzin, naprawdę udało nam się zobaczyć dużo więcej, niż wielu osobom trafiającym na zbliżoną pogodę. Zjazd kolejką z góry Tianzi też nie był szczególnie widokowy - mgła się przerzedziła może tylko na kilka sekund i wagonik znów zatonął w bieli. Z dolnej stacji kolejki wzięliśmy eco-busa do Bramy Wschodniej i koło 16 byliśmy znowu w pokoju, by wysuszyć się i trochę odpocząć.
Jak to w górach, pogoda bywa zmienna. Jednego dnia zimno, deszcz i mgła, a kolejnego zapowiadali już lepszą pogodę. Z rana pojechaliśmy do Wielkiego Kanionu, nie padało, ale było pochmurnie. Jednak koło południa zaczęło się rozjaśniać, więc gdy skończyliśmy z kanionem, złapaliśmy DiDi i pojechaliśmy z powrotem do parku - tym razem do Bramy Południowej. Jak już wspominałam, bilet do Zhangjiajie jest ważny 4 dni, ale przychodząc kolejnego dnia, trzeba zmienić godzinę biletu w kasie. Jakby nie patrzeć, wstęp mieliśmy na 6:30, a teraz było coś koło 14. Wolnych biletów o tej porze było dużo, kolejek żadnych, więc od ręki przestawili nam bilet, ale nie wiem, jak to wygląda, gdyby kolejnego dnia przyszło się w godzinach szczytu... Przychodząc do Zhangjiajie po południu, warto pamiętać, że ostatnie wejście do parku jest o 17, a eco-busy przestają kursować koło 18. Co do tej ostatniej godziny, to widywałam też komentarze, że trochę później, ale zostanie w parku dłużej to już na własne ryzyko - powrotu nieraz wielu kilometrów pieszo wieczorową porą.
Tego dnia chcieliśmy zobaczyć inną część parku i ciągnęły mnie w nim jeszcze 3 miejsca:
- płaskowyż widokowy Huangshizhai, po którym można zrobić krótszą (kilkudziesięciominutową) lub dłuższą (ok. dwugodzinną) trasę. Do tego trzeba doliczyć dojazd eco-busem i wjazd/zjazd kolejką, więc jest to wypad na ok. 3 godziny;
- Golden Whip Stream - kilkukilometrowy szlak wzdłuż strumienia;
- Ten Miles Gallery - dolina słynąca z wolno biegających małpek, którą można przemierzyć pieszo i/lub pociągiem widokowym.
Płaskowyż odpuściliśmy, bo uznaliśmy, że będzie to coś w stylu oglądanych poprzedniego dnia widoków - oczywiście inne skały i lepsza pogoda, ale chcieliśmy zobaczyć coś innego. No i trzeba by było ogarniać dodatkowo kolejkę, bo tej nie mieliśmy w naszym pakiecie. Początkowo postawiłam na połączenie dwóch ostatnich punktów - najpierw ok. dwugodzinny spacer wzdłuż strumienia, a potem jeszcze dolina z małpkami. Był to plan mocno na styk, żeby zdążyć na tę 18 i szybko stwierdziliśmy, że nie o to nam chodzi.
Zatem najpierw postawiliśmy na obiad, a potem na spokojny spacer po szlaku Golden Whip Stream. Internet podaje mocno rozbieżne długości tego szlaku, jednak na przejście głównej części - od placu Oxygen Bar aż po przystanek, skąd złapiemy busa do Wschodniej Bramy - trzeba liczyć ok. 2 godzin. Spokojnym tempem i robiąc zdjęcia ;). Przyznam, że trochę się tu obawiałam powtórki z rozrywki z Wielkiego Kanionu, gdzie spacer wzdłuż rzeki nie jest zbyt atrakcyjny widokowo. Na szczęście przy strumieniu w Zhangjiajie było kompletnie inaczej - charakterystyczne góry dominowały nad krajobrazem i wszędzie towarzyszyły nam piękne widoki. Widoki i... małpki ;).
Drugi powód, dla którego stwierdziłam, że jednak Ten Miles Gallery mogę sobie odpuścić, był taki, że małpek było mnóstwo i przy Golden Whip Stream, szczególnie w części początkowej szlaku. W krzakach, na drzewach, swobodnie spacerujące po drodze, opiekujące się młodymi, ignorujące mijających ich ludzi, ale też zaczepiające, gdy ktoś wyciągał jedzenie. Raczej nie wykazywały agresywnych zachowań, tylko jedna zawarczała na M., gdzie podszedł zbyt blisko z telefonem - ale wiadomo, są to dzikie zwierzęta, niebojące się ludzi, więc trzeba zachować odrobinę rozsądku będąc w pobliżu ;).
Więcej małpek widzieliśmy też pod koniec szlaku, bliżej przystanku autobusowego - tutaj też było najwięcej turystów. Zastanawiałam się, czy część osób nie podjeżdżała po prostu do wejścia do doliny, zrobiła parę kroków wzdłuż strumienia, trochę zdjęć widoków, nakarmiła małpki, po czym jechała dalej... Bo naprawdę na Golden Whip Stream były pustki w porównaniu do tego, ile ludzi widzieliśmy przy wejściu i wyjściu ze szlaku. Ustawiliśmy się w kolejce do busa, bo trzeba liczyć się z tym, że popołudniową porą na eco-busy jadące w kierunku bram do parku jest bardzo dużo chętnych, i chyba w drugiego czy trzeciego z kolei udało nam się wsiąść.
Więcej małpek widzieliśmy też pod koniec szlaku, bliżej przystanku autobusowego - tutaj też było najwięcej turystów. Zastanawiałam się, czy część osób nie podjeżdżała po prostu do wejścia do doliny, zrobiła parę kroków wzdłuż strumienia, trochę zdjęć widoków, nakarmiła małpki, po czym jechała dalej... Bo naprawdę na Golden Whip Stream były pustki w porównaniu do tego, ile ludzi widzieliśmy przy wejściu i wyjściu ze szlaku. Ustawiliśmy się w kolejce do busa, bo trzeba liczyć się z tym, że popołudniową porą na eco-busy jadące w kierunku bram do parku jest bardzo dużo chętnych, i chyba w drugiego czy trzeciego z kolei udało nam się wsiąść.
Myślę, że 1,5 dnia na główną część parku Zhangjiajie to takie minimum - do tego trzeba mieć co najmniej dodatkowy dzień na Wielki Kanion i górę Tianmen. My mieliśmy okazję zobaczyć park zarówno w mgle i chmurach, jak i w pełnym słońcu i bardzo się cieszę z obu tych doświadczeń. Ale gdybym ograniczyła się tylko do zwiedzania w warunkach pogodowych z pierwszego dnia, pewnie czułabym niedosyt. A tak mam milion zdjęć z chmurami, milion zdjęć z niebieskim niebem i tylko wybieranie było ciężkie ;).
I na sam koniec, ile w ogóle kosztują bilety do parku Zhangjiajie w 2026? Tutaj ceny z Trip.com, które jest najpopularniejszą stroną, jeśli chodzi o zakup oficjalnych biletów wstępu w Chinach:
- zwykły bilet wstępu - tylko wejście i eco-busy: 239 ¥ (133,80 zł)
- bilet z pełnym transportem - czyli także winda i 3 kolejki linowe: 477 ¥ (267 zł)
- bilet na trasy A/B - obejmujący windę i kolejkę na górę Tianzi: 376 ¥ (210,50 zł)
My wybraliśmy tę ostatnią opcję, zakładając, że jeśli czas i pogoda pozwoli, dokupi się oddzielnie inny przejazd kolejką. No i muszę się zgodzić ze wszystkimi zachwyconymi parkiem z Avatara - tu jest naprawdę pięknie, warto było tu przyjechać :)


0 Komentarze