Advertisement

Main Ad

Dynie i latawce w Schloss Hof

Schloss Hof dynie
Jesień to w Austrii sezon na dynie, którego nie da się przegapić. I nie mam tu na myśli tylko Kürbissuppe w menu niemal każdej restauracji (plus wielu innych dyniowych dań w kartach sezonowych). To też liczne wydarzenia i otwarte dla odwiedzających farmy, w których wszystko kręci się właśnie wokół tego warzywa. W takich klimatach odwiedziłam kiedyś farmę Franzlbauer, a razem z M. byliśmy na wiedeńskim festiwalu dyniowym Am Himmel i urządzonej z prawdziwym rozmachem farmie w Stockerau. Lubię takie rzeczy, ale powoli kończyły mi się pomysły, co tu nowego zobaczyć z dyniami w tle? Na szczęście internet przyjacielem człowieka i podpowiedział mi, że w tym roku po raz pierwszy swoją dyniową odsłonę będzie miał też położony przy słowackiej granicy Schloss Hof.
Pałac z pięknymi, barokowymi ogrodami zwiedzałam swego czasu w pandemii i wtedy też trafił na bloga wpis Pałace Hof i Niederweiden - dlatego też tym razem nie będę już pisała o historii czy samym zwiedzaniu, a zainteresowanych odsyłam do tamtego posta. W ciągu tych kilku lat inflacja dotknęła jednak i cen biletów - wtedy za wstęp płaciłam 18 €, teraz jest to już 24 €... Jest to odczuwalne, zwłaszcza gdy człowiek wybiera się zobaczyć tylko dynie w ogrodach, bo i tak trzeba zapłacić za bilet wstępu do pałacu. A skoro już zapłaciliśmy, to przeszliśmy się i tak po pałacowych wnętrzach - dla mnie ciekawostką była tu nowa wystawa tymczasowa poświęcona barokowym ogrodom. Jednak najbardziej nas interesowały same ogrody, a nie wystawa o nich, no i umiejscowione w nich figury z dyń... ;)
Figury dyniowe w Schloss Hof można w tym roku oglądać od końca sierpnia do 2 listopada, więc jest to chyba najdłużej funkcjonująca dyniowa atrakcja w okolicy. Do tego w niektóre weekendy odbywają się specjalne wydarzenia, np. na początku września można było dołączyć do rzeźbienia i malowania dyń, a podczas naszego pobytu miało miejsce ważenie i mierzenie ogromnych dyń. Niektóre z nich ważyły nawet kilkaset kilogramów i potrzeba było maszyn, by je przenieść na wagę... Dzieci zachęcano też, by przynosiły do ważenia wyhodowane przez siebie w ogródkach co większe warzywa :). Z kolei w weekend 3-4 października Schloss Hof zaprasza na jesienny festiwal, a 10-11 na specjalne wydarzenie kulinarne - ponoć największe w Austrii wspólne jedzenie zupy dyniowej ;).
Do tego poszczęściło nam się, że mieliśmy jeszcze okazję obejrzeć latawce nad terenami pałacowymi... W dwa ostatnie weekendy września w Schloss Hof odbywał się Drachensteigfest, czyli festiwal latawców. Można było przynieść swoje, kupić na miejscu, albo dołączyć do warsztatów tworzenia i malowania latawców - i wbrew pozorom atrakcje te przyciągały nie tylko najmłodszych. Choć wiadomo, że szczęśliwych dzieciaków biegających ze sznurkiem w ręku tu nie brakowało, to można było wypatrzeć i sporo dorosłych z nieraz naprawdę ogromnymi latawcami. W Schloss Hof przygotowano niemały teren specjalnie pod festiwal, tuż obok ogrodów i wybiegów dla zwierząt, więc miejsca nie brakowało :). Nas akurat latawce nie interesowały aż tak bardzo, więc postaliśmy chwilę, przyglądając się wszystkiemu, po czym przeszliśmy dalej do ogrodów, ale według strony internetowej pałacu Drachensteigfest miał całkiem bogaty program rozrywkowy i artystyczny.
Najczęściej spotykaną w Schloss Hof formacją z dyń okazała się korona z literami SH - zazwyczaj ułożone na belach siana, choć największa korona, cała z dyń, znalazła się też w ogrodach, w pobliżu pałacu. Mniejsze warzywa ułożono wzdłuż alejek, a także dookoła rzeźb - generalnie w tym okresie, gdziekolwiek na terenie ogrodów nie pójdziecie, tam wszędzie natraficie na dynie... ;) Nawet niektóre zwierzaki na wybiegach dostały dyniowe obiady, a po wejściu na dziedziniec pałacowy czekało na nas stoisko z przeróżnymi odmianami tego warzywa i możliwością zakupu.
Te najbardziej charakterystyczne figury ułożono w linii prostej na głównej alejce w ogrodach, biegnącej prosto od pałacu i poprzecinanej fontannami. Znalazły się tu dyniowe figury szachowe, pszczoły na plastrach miodu, żaba, dynia, kompas i wspomniana już korona. Do tego ogromna halloweenowa dynia, szczerząca zęby, witała odwiedzających jeszcze przed wejściem na teren ogrodów. Przy większości figur znajdowały się też niewielkie tablice informacyjne, jakbyście np. nie znali halloweenowych zwyczajów ;). Figury przyciągały turystów, ale nie było ich znowu aż tak dużo, by nie dało się w końcu zrobić zdjęcia bez ludzi - może dobrze trafiliśmy z tym festiwalem latawców, że część odwiedzających powędrowała właśnie tam...
Nie zaprzeczę, że naprawdę fajnie to wymyślili z tymi figurami. Oglądane wcześniej przeze mnie dekoracje z dyń ograniczały się głównie do malowania i wycinania kształtów w samych warzywach, lub układania ich na kupie w różnych inaczej dekorowanych miejscach, by całość się fajnie komponowała. Też było to ładne, ale jednak sporej wielkości figura w całości otoczona dyniami robiła inne wrażenie :). Do tego dochodziło samo położenie, czyli barokowe ogrody w Schloss Hof, gdzie zawsze mogliśmy zobaczyć w tle pałacyk z fontannami lub elegancko zdobione bramy...
Generalnie w Schloss Hof regularnie odbywają się różne wydarzenia tematyczne i warto śledzić ich stronę internetową, by zobaczyć, co i jak. Niestety, trzeba brać pod uwagę, że większość tych atrakcji jest w cenie nienajtańszego biletu, więc też nie wyobrażam sobie płacić za każdym razem te 20-parę euro za osobę tylko po to, by zobaczyć nowe dekoracje, jeśli sam pałac zwiedzałam już więcej niż raz. Szczególnie teraz, gdy Schloss Niederweiden - drugi z pałaców, który kiedyś można było zwiedzać na tym samym bilecie - jest zamknięty od listopada zeszłego roku. Na szczęście nieco lepiej jest z jarmarkami świątecznymi, na które jest oddzielny bilet. Tegoroczny Weihnachtsmarkt startuje 14 listopada i będzie odbywał się w każdy weekend aż do świąt, a wstęp ma kosztować tylko 12 € ;). Chodzi za mną ten jarmark od jakiegoś czasu, ale nie wiem, czy w tym roku tam zawitamy... Na razie jednak pozostańmy w jesiennych klimatach ;)

Prześlij komentarz

0 Komentarze