Advertisement

Main Ad

Modena - katedra, dzwonnica i zabytkowe stare miasto

Włochy Modena
Choć mój lipcowy wypad do Włoch skupiał się głównie na zobaczeniu mozaik w Rawennie, wiedziałam, że będę miała jeszcze dodatkowy dzień na zwiedzanie czegoś innego. Zależało mi tylko, by było to niezbyt daleko od Bolonii, z której miałam wieczorny lot do Wiednia. A o samej Bolonii tym razem nie myślałam, bo byłam tam już nieraz i choć lubię to miasto, to tym razem miałam ochotę zobaczyć coś nowego. Jako że Włochy prowadzą, jeśli chodzi o państwa z największą liczbą miejsc wpisanych na listę UNESCO, stwierdziłam, że po prostu poszukam, co tu ciekawego wpisano na tę listę w okolicach... I tak właśnie wpadła mi w oko Modena ;). Z Bolonii można się tu dostać pociągiem w niecałe pół godziny za zaledwie 4,50 €, a pociągi kursują kilka razy na godzinę, więc z połączeniami naprawdę nie ma problemu. Brzmiało to jak dobry plan, więc spakowałam plecak, wsiadłam w pociąg i w 25 minut później wysiadłam na dworcu w Modenie, gotowa na zwiedzanie... :)
Dworzec kolejowy od zabytkowego centrum Modeny dzieli kilkunastominutowy spacer, a przez pewien czas będziemy szli ulicą Via della Manifattura dei Tabacchi. Jest to bardzo ciekawe miejsce na mapie miasta - jak wskazuje sama nazwa ulicy, znajdowała się tutaj fabryka tytoniu. Zadbane i odnowione budynki przemysłowe z XIX i XX wieku sprawiają, że aż się chce zaglądać w różne zakamarki... :) Współcześnie zrewitalizowana fabryka mieści w sobie głównie biura i mieszkania, a turystom takim jak ja zapewnia ciekawe połączenie między dworcem a starym miastem. Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy nagle zgłębiłam się w labirynt typowych włoskich uliczek, w niedzielny poranek wyjątkowo pustych i spokojnych. Już na start Modena zachwyciła mnie świetnym oznakowaniem - co i rusz natrafiałam na duże i dobrze rozrysowane mapy z pozaznaczanymi najważniejszymi atrakcjami turystycznymi, tutaj naprawdę można by nie korzystać z Google Maps, tylko bazować na tym, co przygotowało samo miasto.
Najpierw skierowałam się na główny plac Modeny, czyli Piazza Grande. To właśnie ten plac i otaczające go budynki - przede wszystkim katedra z dzwonnicą - zostały w 1997 roku wpisane na listę UNESCO. Komitet docenił tutaj nie tylko wspaniałą architekturę, ale też to, jak w tym średniowiecznym, chrześcijańskim mieście przeplatało się ze sobą życie religijne, polityczne i gospodarcze. Oczywiście nad placem dominuje głównie katedra, ale warto zwrócić też uwagę na sąsiedni ratusz, czyli Palazzo Comunale. Budynek to mieszanka stylów z różnych epok, bo choć pierwotnie powstał jeszcze w XI wieku, to był wielokrotnie przebudowywany i odrestaurowywany. Palazzo Comunale można zwiedzać, ale niestety w niedzielę tylko w mocno popołudniowych godzinach, dopiero po 15, co mnie niezbyt urządzało, jak chciałam o bezpiecznej porze wrócić do Bolonii i stamtąd ruszyć na lotnisko. Potem sobie pomyślałam, że w sumie to bym zdążyła, ale biletów na ten sam dzień już nie udało się dostać... Dobrze, że najważniejsze, czyli katedrę i dzwonnicę dałam radę ogarnąć ;).
Katedra p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Geminiana (biskupa Modeny z IV wieku) została zbudowana na przełomie XI i XII wieku w miejscu wcześniejszego kościoła i odkrytego w nim grobu świętego biskupa. Potężna budowla w stylu romańskim wywiera wrażenie zarówno wewnątrz, jak i od zewnątrz, a większość katedry można zwiedzać za darmo. Od zewnątrz wzrok przyciągają głównie szczegółowe reliefy, za które odpowiadał znany włoski średniowieczny rzeźbiarz Wiligelmo. Budynek warto obejść dookoła, bo część od strony Piazza Grande, choć najlepiej widoczna, nie jest wcale najpiękniejsza ;). Po wejściu natychmiast zwróciłam uwagę na surowe wnętrze, na tle którego świetnie wyróżniały się niektóre perełki, w tym ambona autorstwa Arrigo da Campione. Jeśli miałabym jednak wybrać tylko jeden element wystroju wnętrza, który sprawił, że na dłużej zatrzymałam się w katedrze w pełnym zachwycie, wymieniłabym tu ołtarz figurek - altare delle statuine - autorstwa Michele da Firenze z lat czterdziestych XV wieku. Ten terakotowy poliptyk został tak misternie wykonany, że po prostu nie dało się nim nie zachwycić...
Mówiąc, że większość katedry jest bezpłatna, miałam na myśli cały główny obszar budynku poza prezbiterium i zakrystią. Ta część jest biletowana, ale wstęp tutaj kosztuje tylko 3 €, więc naprawdę warto tu zajrzeć. Po pierwsze dlatego, że znajdziemy się ponad głównym poziomem świątyni, więc będziemy mogli się lepiej rozejrzeć po całości. A po drugie, można tu z bliska przyjrzeć się skarbom katedry takim jak inspirowane mozaikami freski nad ołtarzem, fascynujący XIV-wieczny poliptyk przedstawiający koronację Maryi oraz inne freski z późnego średniowiecza. Nieszczególne wrażenie za to wywarła na mnie zakrystia, gdzie wciąż zachowały się zabytkowe meble.
Ciekawostką w modeńskiej katedrze jest też niewątpliwie krypta, do której warto zajrzeć choć na chwilę. Przede wszystkim znajdziemy tutaj grób wspomnianego już biskupa Geminiana, którego odkryte tysiąc lat temu szczątki wciąż są tu przechowywane, co uczyniło to miejsce popularnym celem pielgrzymek. Jednak generalnie sama krypta jest ciekawie zaprojektowana, ładnie zdobiona i nie zapuszcza się tu tyle ludzi co do głównej części katedry, więc można ją zwiedzać na spokojnie. 
Obok katedry wznosi się dzwonnica, sięgająca prawie 90 m Torre della Ghirlandina. Na wszelki wypadek zarezerwowałam tu bilet online, zwłaszcza że rezerwacja nic nie kosztuje - za bilet płaci się i tak dopiero w kasie wieży. Jednak nawet w lipcową sobotę było tu na tyle pusto, że rezerwacja okazała się zupełnie niepotrzebna. Zatem zapłaciłam 6 € za wstęp, po czym ruszyłam w mozolną wspinaczkę po schodach do góry ;). Na szczęście bodajże na dwóch poziomach urządzono niewielkie wystawy, więc można było się zatrzymać, by coś poczytać i porobić zdjęcia ;).
Budowę wieży rozpoczęto w 1130 roku i ukończono prawie 200 lat później - nawet bez fascynującej katedry obok, byłaby atrakcją samą w sobie. Na samej górze ustawiono kilka ławeczek, gdzie można złapać oddech po wspinaczce po schodach, a następnie rozejrzeć się przez zakratowane okna po centrum Modeny. To podobno jeden z najlepszych punktów widokowych w mieście (podobno, bo na inne nie dane mi było zawitać) - na pewno świetnie stąd widać cały Piazza Grande z ratuszem. Na dzwonnicę, włącznie z przerwami na zdjęcia, wystarczy przeznaczyć ze 20-25 minut, więcej czasu raczej tu się nie spędzi :).
Choć nie planowałam zwiedzać w Modenie żadnych muzeów, chciałam zobaczyć chociaż z zewnątrz słynny Palazzo dei Musei. Dla fanów muzeów tematycznych znajdą się w mieście jeszcze dwie ciekawostki, bo to właśnie w Modenie urodzili się Enzo Ferrari i Luciano Pavarotti - podobno Muzeum Ferrari jest naprawdę fajne, ale no, to jakoś nie moje klimaty. Zaś sam Pałac Muzeów zbudowano w połowie XVIII wieku i mieści w sobie kilka różnych muzeów i galerii. Część z nich brzmiała całkiem ciekawie, ale miałam dość ograniczony czas na zwiedzanie miasta, więc muzea tym razem odpuściłam całkowicie. Do kompleksu należy też kościół św. Augustyna, gdzie - na szczęście - wejście jest oddzielne i można zajrzeć do środka bez wchodzenia do samego muzeum.
W środku akurat trwała msza, więc nie zdecydowałam się na pełne zwiedzanie, stanęłam tylko z tyłu i rozejrzałam się po wnętrzu budynku. Kościół zbudowali w XIV wieku augustianie (stąd i wezwanie świątyni), jednak dziś w środku dominuje XVII-wieczny barok. Jest to zasługa panującego w Modenie rodu d'Este, który z kościoła św. Augustyna uczynił swój panteon i zadbał o urządzenie wystroju wnętrza z prawdziwym rozmachem. Aż szkoda, że była ta msza... Na szczęście jedna z najważniejszych perełek świątyni znajduje się w jej tylnej części i mogłam ją zobaczyć - to XVI-wieczna rzeźba Antonia Begarellego przedstawiająca lament nad umarłym Chrystusem. Z tego punktu widać też było pięknie malowane sklepienie, ale jeśli będziecie mieli możliwość obejść całe wnętrze kościoła, jestem przekonana, że warto to zrobić.
Więcej szczęścia miałam z położonym kilkaset metrów dalej kościołem św. Franciszka z Asyżu. To już obrzeża starego miasta, ale warto tutaj podejść, choć zamiast barokowego bogactwa zobaczymy tu prostotę gotyku. Choć tak naprawdę z pierwotnej, XIII-wiecznej świątyni (zbudowanej krótko po śmierci samego świętego) to niewiele zostało - głównie ze względu na trzęsienie ziemi z 1501 roku. Kościół jednak odbudowano i potem kilkakrotnie restaurowano, w rezultacie spora część wystroju wnętrza jest stosunkowo nowa, pochodząca głównie z XIX wieku. Choć znajdą się tu i ciekawostki, chociażby - jak i w kościele św. Augustyna - rzeźby samego Begarellego.
Wyruszyłam na dalszy spacer po Modenie i chociaż nie wszędzie się dało wejść do środka, to chciałam zobaczyć niektóre budynki choć od zewnątrz. Tak podeszłam do XIX-wiecznej synagogi, której architektem był Ludovico Maglietta i która, niestety, nie jest normalnie udostępniona zwiedzającym (podobno można się umówić na wizytę, ale tego nie próbowałam, więc nie wiem, jak to dokładnie funkcjonuje). Koniecznie musiałam zobaczyć też Palazzo Ducale - zbudowaną w XVII wieku rezydencję rodu d'Este, w której dziś mieści się Akademia Wojskowa. Niestety (znowu ;) ), nie dało się podejść zbyt blisko, bo na placu trwały przygotowania do festiwalu muzycznego, rozkładano scenę i cały teren przy pałacu został ogrodzony barierkami... Według informacji internetowych, w weekendy (bo w tygodniu działa tam wspomniana akademia) odbywają się trasy z przewodnikiem po pałacu, większość w języku włoskim, ale jeśli zbierze się odpowiednia grupa, to ruszają i po angielsku.
Ale tuż obok pałacu znajdziemy kolejny ciekawy barokowy kościół, do którego - naturalnie ;) - musiałam wejść. To zbudowany w drugiej połowie XVII wieku kościół św. Jerzego, a za projekt odpowiadał architekt dworski rodu d'Este Gaspare Vigarani. W budowli widać zainteresowanie architekta teatrem, świątynię zaprojektowano na planie krzyża greckiego, a wnętrze otaczają kolumny korynckie. Dominuje tu biel, ale choć nie ma tu bogatych, złoconych dekoracji, to naprawdę sporo tu pięknych rzeźbionych kształtów i kościół może wpaść w oko, choć nie jest to może wybitne must-see Modeny ;).
Po dłuższym spacerze uliczkami starego miasta, stwierdziłam, że nie będę tu robiła przerwy na obiad, tylko wrócę trochę wcześniej do Bolonii, by tam coś zjeść, a następnie ruszyć na lotnisko. Ale że miałam jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu, odbiłam nieco na bok, do Parco Giardino Ducale Estense, czyli parku należącego kiedyś do rodu d'Este. Z jednej strony rozpoczyna się on niemal za pałacem, z drugiej ciągnie prawie do dworca głównego, więc to zdecydowanie lepsza trasa spacerowa niż wzdłuż ulicy... ;) Rodzina książęca udostępniła ogrody odwiedzającym już w 1739 roku, a z końcem XIX wieku przekształcono je w park miejski. W centrum parku znajduje się niewielki pawilon (Palazzina dei Giardini) i choć całość nie jest jakoś pięknie urządzona - ot, zwykły park miejski - miło schować się w cieniu drzew i posłuchać wszechobecnych cykad, zanim ruszy się w dalszą drogę... ;)

Prześlij komentarz

0 Komentarze