Wypad do Rawenny po raz pierwszy zaplanowałam jeszcze w pandemii, ale wtedy odwołano mi loty, a ja jakoś zapomniałam o tym kierunku na pewien czas. Wrócił on do mnie pod koniec 2024 roku, gdy w końcu udało mi się zobaczyć Hagia Sophię w Stambule. Kompletnie zachwyciły mnie tamtejsze mozaiki, no i stwierdziłam, że muszę w takim razie odwiedzić i Rawennę, bo to właśnie tam można znaleźć najlepiej zachowane wczesnochrześcijańskie bizantyjskie mozaiki sięgające V wieku. I chociaż widziałam już takie perełki w Rzymie czy (gorzej zachowane) w Salonikach, to im więcej czytałam o Rawennie, tym bardziej chciałam ją odwiedzić. Aż w końcu przestałam czytać, tylko po prostu zarezerwowałam bilety ;). I już na start Wam powiem: było tak bardzo, bardzo warto! :)
Loty miałam do Bolonii i tam też nocowałam - tuż przy samym dworcu, by z samego rana wsiąść w pociąg do Rawenny. To trochę ponad godzina jazdy i 8,50 € za bilet, więc Rawenna jest naprawdę świetnym pomysłem na jednodniówkę ze stolicy regionu Emilia-Romania. To także idealne miasto dla miłośników architektury sakralnej, a ja, jak wiecie, do nich należę ;). Pierwszy kościół wpadł mi w oko ledwo 300 m od dworca kolejowego - była to bazylika św. Jana Ewangelisty (Basilica di San Giovanni Evangelista). Świątynia sięga swoją historią V wieku, ufundowana została przez cesarzową Gallę Placydię jako dar wotywny za ocalenie jej statku podczas sztormu. Na początku XI wieku bazylika stała się kościołem zbudowanego obok klasztoru benedyktynów, którzy jakiś czas później przebudowali ją w stylu gotyckim. Niestety półtora tysiąca lat historii zmiotły z powierzchni ziemi naloty z czasów II wojny światowej... Kościół odbudowano i wciąż można znaleźć w nim fragmenty z dawnych czasów, takie jak XIV-wieczna gotycka kaplica z pozostałościami fresków, sprowadzone z Konstantynopola kolumny czy mozaiki podłogowe z XIII wieku. Te ostatnie zostały wyeksponowane na wystawie wzdłuż ścian świątyni. Na zewnątrz warto zwrócić uwagę też na gotycki portal na bramie prowadzącej do bazyliki oraz średniowieczną dzwonnicę. Choć całościowo kościół jest dość prosty z architektonicznego punktu widzenia, perełek w nim nie brakuje... A ja pomyślałam sobie, że jeśli na start można za darmo zwiedzać coś takiego, to co muszą mieć do zaoferowania te najsłynniejsze i biletowane świątynie? :)
Nie czekałam długo, by poznać odpowiedź na to pytanie :). Jeszcze w Wiedniu kupiłam online bilet łączony na największe atrakcje Rawenny: bazyliki San Vitale i Sant'Apollinare Nuovo, baptysterium Ortodoksów i mauzoleum Galli Placydii (dwa ostatnie trzeba zarezerwować na konkretną godzinę). Bilet kosztował 12,50 €, co wydawało mi się zaskakująco niską kwotą, biorąc pod uwagę zabytki, które obejmuje. Zwiedzanie zaczęłam od nowej bazyliki św. Apolinarego (Basilica di Sant'Apollinare Nuovo), bo jest położona nieco na uboczu, ale plus minus w kierunku dworca, więc miałam prawie że po drodze ;). Już z zewnątrz świątynia przyciąga uwagę - XVI-wieczny portyk przed wejściem i górująca nad budynkiem dzwonnica, najprawdopodobniej z X wieku. Sama bazylika jest jednak dużo starsza - nakazał ją wznieść w pierwszych latach VI wieku władca Ostrogotów Teodoryk Wielki.
W bazylice znajdziemy też mozaiki pamiętające czasy Teodoryka, czyli sięgające początków VI wieku, ale... Nie zapominajmy o historii samej Rawenny, a tę w 540 roku podbiły w imieniu cesarza Justyniana wojska Belizariusza. A Bizancjum wcale nie chciało upamiętniać władcy Ostrogotów. I tak w bazylice zachowała się mozaika przedstawiająca pałac Teodoryka (na powyższym zdjęciu), ale usunięto z niej samego władcę, jak i inne postacie. Jeśli przyjrzycie się uważniej kolumnom tego pałacu, to zobaczycie na nich fragmenty rąk usuniętych postaci - najlepszy dowód na późniejsze przeróbki mozaik. Niektórzy uważają nawet, że wizerunek Justyniana znajdujący się w świątyni mógł pierwotnie przedstawiać Teodoryka... Z początku VI wieku pochodzą też mozaiki przedstawiające żywot Chrystusa, uznawane za jedne z najstarszych mozaik opartych na Nowym Testamencie. Wiele innych dekoracji to już nieco późniejsze czasy i wpływy bizantyjskie - znajdziemy tu więc mozaiki przedstawiające procesje świętych (największe i najbardziej rzucające się w oczy), ale też nieco bardziej świeckie wzory, jak np. port w Classe. W ogóle, jeśli macie nieco więcej czasu (mi go niestety brakowało), to warto odwiedzić leżące pod Rawenną Classe, wpisane razem z nią na listę UNESCO. Tam też znajdziemy VI-wieczną bazylikę św. Apolinarego, patrona Rawenny.
Po wyjściu z kościoła postanowiłam skierować się do centrum i odszukać informację turystyczną. Naturalnie miałam wypisane kilka najważniejszych zabytków, ale zawsze lubię zajrzeć do informacji, zdobyć mapkę i dowiedzieć się, co jeszcze warto zobaczyć w mieście poza tymi najpopularniejszymi atrakcjami. Raweńska informacja turystyczna znajduje się w Palazzo della Provincia, a wewnątrz można nawet otrzymać folder informacyjny w języku polskim ;). Tuż obok znajduje się jedna z największych niemozaikowych atrakcji Rawenny, czyli grób Dantego. Słynny poeta zmarł tutaj w 1321 roku i został pochowany w Rawennie, mimo że Florencja przez wiele lat walczyła o odzyskanie Dantego - w pięknej bazylice Santa Croce znajduje się jednak tylko symboliczny grób (po więcej szczegółów polecam mój wpis pt. Kościoły Florencji). Do samej kaplicy z sarkofagiem w Rawennie nie wejdziemy, można jedynie zajrzeć przez próg.
Nabożeństwo pogrzebowe Dantego odbyło się w pobliskiej bazylice św. Franciszka (Basilica di San Francesco), do której wstęp jest darmowy, więc nie wahałam się ani chwili i od razu weszłam do środka ;). Pierwszy kościół w tym wieku wybudowano jeszcze w połowie V wieku, obecna świątynia powstała jednak dopiero na przełomie IX i X wieku. Od 1261 roku należała ona do klasztoru franciszkanów, wtedy też przyjęła obecne wezwanie (pierwotna była dedykowana św. Piotrowi i Pawłowi). Oczywiście na przestrzeni wieków odbywały się różne renowacje i przebudowy, dlatego nie powinny dziwić barokowe dekoracje w środku - mimo wszystko bazylika ma bardzo skromny wystrój wnętrza. Największą atrakcją kościoła jest sięgająca IX/X wieku krypta pod prezbiterium z zabytkowymi mozaikami podłogowymi. Posadzka jest zalana wodą i żeby oświetlić kryptę na dłuższą chwilę, trzeba wrzucić 1 € do automatu obok otworu, przez który można zajrzeć do środka. Jest to niewątpliwa ciekawostka, choć przyznam, że światło się na tyle niemiło odbija w wodzie, że ciężko dobrze się przyjrzeć mozaikom... Obok znajdziemy również sarkofag Neona, biskupa Rawenny, który zlecił wybudowanie tu tej wcześniejszej świątyni, jeszcze w V wieku.
Mając już mapkę w ręku i wstępny plan zwiedzania w głowie, ruszyłam do miejsca, gdzie znajdziemy najsłynniejsze mozaiki Rawenny - bazyliki św. Witalisa (Basilica di San Vitale). To jeden z zabytków, które zwiedza się na łączonym bilecie i jest to absolutny must-see w Rawennie. Jestem pewna, że mozaiki znajdujące się w tej świątyni wszyscy kojarzą, chociażby z lekcji historii ;). Bazylikę wzniesiono w pierwszej połowie VI wieku i konsekrowano w roku 547, czyli już po podbiciu Rawenny przez Bizancjum. Dużo nowsza jest dzwonnica, bo wcześniejsza nie przetrwała trzęsienia ziemi z 1688 roku i odbudowano ją w XVIII wieku - akurat na moim zdjęciu, robionym z innej strony, dzwonnicy nie widać ;). Ciekawostką jest fakt, że bazylika powstała na planie ośmiokąta, a z zewnątrz ta ceglana bryła owszem, wygląda ciekawie, ale kompletnie nie oddaje cudów, które można zobaczyć w środku...
Nie czekałam długo, by poznać odpowiedź na to pytanie :). Jeszcze w Wiedniu kupiłam online bilet łączony na największe atrakcje Rawenny: bazyliki San Vitale i Sant'Apollinare Nuovo, baptysterium Ortodoksów i mauzoleum Galli Placydii (dwa ostatnie trzeba zarezerwować na konkretną godzinę). Bilet kosztował 12,50 €, co wydawało mi się zaskakująco niską kwotą, biorąc pod uwagę zabytki, które obejmuje. Zwiedzanie zaczęłam od nowej bazyliki św. Apolinarego (Basilica di Sant'Apollinare Nuovo), bo jest położona nieco na uboczu, ale plus minus w kierunku dworca, więc miałam prawie że po drodze ;). Już z zewnątrz świątynia przyciąga uwagę - XVI-wieczny portyk przed wejściem i górująca nad budynkiem dzwonnica, najprawdopodobniej z X wieku. Sama bazylika jest jednak dużo starsza - nakazał ją wznieść w pierwszych latach VI wieku władca Ostrogotów Teodoryk Wielki.
W bazylice znajdziemy też mozaiki pamiętające czasy Teodoryka, czyli sięgające początków VI wieku, ale... Nie zapominajmy o historii samej Rawenny, a tę w 540 roku podbiły w imieniu cesarza Justyniana wojska Belizariusza. A Bizancjum wcale nie chciało upamiętniać władcy Ostrogotów. I tak w bazylice zachowała się mozaika przedstawiająca pałac Teodoryka (na powyższym zdjęciu), ale usunięto z niej samego władcę, jak i inne postacie. Jeśli przyjrzycie się uważniej kolumnom tego pałacu, to zobaczycie na nich fragmenty rąk usuniętych postaci - najlepszy dowód na późniejsze przeróbki mozaik. Niektórzy uważają nawet, że wizerunek Justyniana znajdujący się w świątyni mógł pierwotnie przedstawiać Teodoryka... Z początku VI wieku pochodzą też mozaiki przedstawiające żywot Chrystusa, uznawane za jedne z najstarszych mozaik opartych na Nowym Testamencie. Wiele innych dekoracji to już nieco późniejsze czasy i wpływy bizantyjskie - znajdziemy tu więc mozaiki przedstawiające procesje świętych (największe i najbardziej rzucające się w oczy), ale też nieco bardziej świeckie wzory, jak np. port w Classe. W ogóle, jeśli macie nieco więcej czasu (mi go niestety brakowało), to warto odwiedzić leżące pod Rawenną Classe, wpisane razem z nią na listę UNESCO. Tam też znajdziemy VI-wieczną bazylikę św. Apolinarego, patrona Rawenny.
Po wyjściu z kościoła postanowiłam skierować się do centrum i odszukać informację turystyczną. Naturalnie miałam wypisane kilka najważniejszych zabytków, ale zawsze lubię zajrzeć do informacji, zdobyć mapkę i dowiedzieć się, co jeszcze warto zobaczyć w mieście poza tymi najpopularniejszymi atrakcjami. Raweńska informacja turystyczna znajduje się w Palazzo della Provincia, a wewnątrz można nawet otrzymać folder informacyjny w języku polskim ;). Tuż obok znajduje się jedna z największych niemozaikowych atrakcji Rawenny, czyli grób Dantego. Słynny poeta zmarł tutaj w 1321 roku i został pochowany w Rawennie, mimo że Florencja przez wiele lat walczyła o odzyskanie Dantego - w pięknej bazylice Santa Croce znajduje się jednak tylko symboliczny grób (po więcej szczegółów polecam mój wpis pt. Kościoły Florencji). Do samej kaplicy z sarkofagiem w Rawennie nie wejdziemy, można jedynie zajrzeć przez próg.
Nabożeństwo pogrzebowe Dantego odbyło się w pobliskiej bazylice św. Franciszka (Basilica di San Francesco), do której wstęp jest darmowy, więc nie wahałam się ani chwili i od razu weszłam do środka ;). Pierwszy kościół w tym wieku wybudowano jeszcze w połowie V wieku, obecna świątynia powstała jednak dopiero na przełomie IX i X wieku. Od 1261 roku należała ona do klasztoru franciszkanów, wtedy też przyjęła obecne wezwanie (pierwotna była dedykowana św. Piotrowi i Pawłowi). Oczywiście na przestrzeni wieków odbywały się różne renowacje i przebudowy, dlatego nie powinny dziwić barokowe dekoracje w środku - mimo wszystko bazylika ma bardzo skromny wystrój wnętrza. Największą atrakcją kościoła jest sięgająca IX/X wieku krypta pod prezbiterium z zabytkowymi mozaikami podłogowymi. Posadzka jest zalana wodą i żeby oświetlić kryptę na dłuższą chwilę, trzeba wrzucić 1 € do automatu obok otworu, przez który można zajrzeć do środka. Jest to niewątpliwa ciekawostka, choć przyznam, że światło się na tyle niemiło odbija w wodzie, że ciężko dobrze się przyjrzeć mozaikom... Obok znajdziemy również sarkofag Neona, biskupa Rawenny, który zlecił wybudowanie tu tej wcześniejszej świątyni, jeszcze w V wieku.
Mając już mapkę w ręku i wstępny plan zwiedzania w głowie, ruszyłam do miejsca, gdzie znajdziemy najsłynniejsze mozaiki Rawenny - bazyliki św. Witalisa (Basilica di San Vitale). To jeden z zabytków, które zwiedza się na łączonym bilecie i jest to absolutny must-see w Rawennie. Jestem pewna, że mozaiki znajdujące się w tej świątyni wszyscy kojarzą, chociażby z lekcji historii ;). Bazylikę wzniesiono w pierwszej połowie VI wieku i konsekrowano w roku 547, czyli już po podbiciu Rawenny przez Bizancjum. Dużo nowsza jest dzwonnica, bo wcześniejsza nie przetrwała trzęsienia ziemi z 1688 roku i odbudowano ją w XVIII wieku - akurat na moim zdjęciu, robionym z innej strony, dzwonnicy nie widać ;). Ciekawostką jest fakt, że bazylika powstała na planie ośmiokąta, a z zewnątrz ta ceglana bryła owszem, wygląda ciekawie, ale kompletnie nie oddaje cudów, które można zobaczyć w środku...
Mozaiki pochodzące z połowy VI wieku i zachowane w świetnym stanie zdobią ściany oraz sklepienie w prezbiterium. Oczywiście, dominuje tutaj wizerunek Chrystusa Pantokratora - tak popularny w sztuce bizantyjskiej, ale nie zabrakło i wizerunków świętych, scen z Mojżeszem, Izajaszem, Jeremiaszem, ofiarą Abla, przedstawiono tu nawet Jerozolimę i Betlejem... Ale te najbardziej znane mozaiki z bazyliki św. Witalisa przedstawiają nie świętych, ale władców. Cesarz Justynian ze swoim dworem (wśród otaczających go nie mogło zabraknąć biskupa Rawenny Maksymiana, za którego czasów ukończono świątynię), a po drugiej stronie jego żona, cesarzowa Teodora. Choć para cesarska Rawenny najprawdopodobniej nigdy nie odwiedziła, ich wizerunki z tej bazyliki są po dziś dzień najbardziej rozpowszechnione. Dla mnie zobaczenie ich na własne oczy było fascynującym doświadczeniem, długo siedziałam na ławeczce w świątyni i po prostu podziwiałam mozaiki... :) Warto też zwrócić uwagę na piękne, barokowe freski na kopule, ale no, tu się przychodzi głównie dla mozaik... :)
Zwiedzanie bazyliki św. Witalisa dobrze połączyć z położonym tuż obok mauzoleum Galli Placydii (Mausoleo di Galla Placidia) - oba zabytki znajdują się na terenie tego samego obszaru biletowanego. Do mauzoleum wejście trzeba zarezerwować na konkretną godzinę, ja akurat przyszłam trochę przed czasem, bo już się nasiedziałam w bazylice - jako że byłam sama, nikt nie robił problemu, by jedną osobę wpuścić o nieco innej porze ;). Galla Placydia, ta, która ufundowała wspomnianą już bazylikę św. Jana Ewangelisty, była córką cesarza Teodozjusza Wielkiego i żoną Konstancjusza III, a sporą część swojego życia spędziła właśnie w Rawennie. Tyle że umarła w Rzymie w 450 roku... O co więc chodzi z raweńskim mauzoleum?
Praktycznie rzecz ujmując, to wszystko kwestia symboliki. Galla Placydia zmarła w Rzymie i tam najprawdopodobniej została pochowana, ale że mauzoleum zbudowano za jej życia i zapewne przy jej wsparciu finansowym, przyjęło się uważać, że powstało ono dla cesarzowej i jej najbliższych. Znajdujące się wewnątrz sarkofagi są jednak najpewniej puste. Ale to, co w środku zachwyca najbardziej, to przepiękne mozaiki z pierwszej połowy V wieku, czyli nawet starsze niż te w sąsiedniej bazylice. W centrum mauzoleum ciemnoniebieskie sklepienie zdobią liczne złote gwiazdy, a w środku znajdziemy krzyż otoczony symbolami ewangelistów. Warto zwrócić też uwagę na przedstawienia apostołów, różne motywy zwierzęce i roślinne oraz wizerunek Chrystusa - dobrego pasterza. Sam budynek jest malutki, do środka nie wejdzie jednocześnie zbyt dużo ludzi, co tłumaczy rezerwowanie wstępu na konkretną godzinę. Ale zajrzeć tutaj trzeba, koniecznie :).
Następnie ruszyłam na spacer do kolejnego zabytku z czasów Teodoryka, tym razem z końca V wieku - do baptysterium Arian (Battistero degli Ariani). To niewielki budynek, do którego trzeba kupić oddzielny bilet - wstęp kosztuje jedynie 3 €. Niestety, bilety można kupować tylko w automacie, który nie wiedzieć czemu odrzucał moją kartę, ale na szczęście 3 € w monetach jeszcze uzbierałam ;). Teodoryk był wyznawcą arianizmu, a samo baptysterium jest prostą budowlą - jego główną dekoracją jest świetnie zachowana mozaika przedstawiająca scenę chrztu Jezusa na sklepieniu. Podobno pierwotnie ściany również były dekorowane, ale to niestety się już nie zachowało... Jako że kościół uznał arianizm za herezję, to gdy Bizancjum podbiło Rawennę, baptysterium przekazano tym legalnym chrześcijanom ;). Swoją drogą, obok baptysterium znajduje się kościół Spirito Santo, zbudowany przez Teodoryka jako katedra ariańska... Niestety, zamknięty podczas mojej wizyty :(.
Szukając miejsca, gdzie mogłabym się zatrzymać na szybki lunch, dotarłam na główny plac Rawenny -Piazza del Popolo. Swoją historią sięga on późnego średniowiecza, gdy w XIII wieku zdecydowano się poszerzyć ulice przed rezydencją rodziny da Polenta. Z czasem przy placu zaczęto stawiać inne prominentne budynki - wiele z tego, co możemy tu oglądać dzisiaj, to ślady weneckiego panowania w połowie minionego tysiąclecia. Taką ciekawostką są chociażby kolumny z 1483 roku, na których stoją św. Apolinary i św. Witalis (ten drugi zastąpił postawionego tam pierwotnie lwa weneckiego). Za kolumnami wznosi się ratusz miejski, a po przeciwnej stronie charakterystyczny budynek z zegarem -Palazzo dell'Orologio. Szczerze powiedziawszy, główny Plac Rawenny nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia, ale też nie dla niego przyjechałam do tego miasta :).
W pobliżu Piazza del Popolo zatrzymałam się na pizzę, ale była dość zwykła, więc polecać nie będę ;). Zwiedziłam już trzy z czterech zabytków z mojego biletu, do ostatniego miałam wciąż trochę czasu, więc najpierw postanowiłam zwiedzić katedrę (Duomo di Ravenna). I tu nastąpiło rozczarowanie... Bo katedra, znana jako basilica Ursiana, powstała na przełomie IV i V wieku, czyli byłaby starsza niż wcześniej zwiedzane budowle... gdyby przetrwała. W X wieku dodano dzwonnicę, a w XII wiele podobno pięknych mozaik. Świątynia była jednak w coraz gorszym stanie i na początku XVIII wieku podjęto decyzję o gruntownej przebudowie, w wyniku której z pierwotnej katedry niewiele zostało. Początkowo planowano zachować oryginalną apsydę ze średniowiecznymi mozaikami, ale z planu nic nie wyszło, bo w trakcie prac apsyda się po prostu zawaliła, a zabytkowe mozaiki uległy zniszczeniu... Zatem katedra, którą przyszło mi zwiedzać, pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku i urządzono ją w stylu barokowym i neoklasycystycznym.
Ta nowa katedra to trójnawowa bazylika mniejsza - status ten nadał kościołowi papież Jan XXIII w 1960 roku. Warto zwrócić uwagę na bogato zdobione, barokowe kaplice: Najświętszego Sakramentu oraz Madonna del Sudore z cudownym obrazem pochodzącym z XIV wieku. A co z zabytkami z dawnej, średniowiecznej katedry? Mimo jej zniszczenia, co nieco jeszcze w świątyni można zobaczyć. Niewątpliwą ciekawostką są sarkofagi z V wieku: Barbaziana (spowiednika Galli Placydii) i arcybiskupa Rawenny Rinaldo da Concorezzo (który generalnie zmarł dużo później, ale pochowano go w starym sarkofagu...). No i koniecznie trzeba zwrócić uwagę na marmurową ambonę z VI wieku - potężną i niewątpliwie wyróżniającą się w barokowym kościele. A co z pozostałymi fragmentami dawnej katedry? Przecież nie jest tak, że wszystko podczas przebudowy rozsypało się w drobny mak... Fragmenty mozaik czy elementów architektury znajdują się w Muzeum Arcybiskupim, w którym można zobaczyć też słynną kaplicę św. Andrzeja. Przyznam, że jakoś przegapiłam informację o kaplicy, gdy kupowałam bilet do raweńskich atrakcji i pomyślałam, że muzeum sobie odpuszczę (za niewielką dopłatą można było mieć pięć zamiast czterech zabytków). No i teraz trochę szkoda... ;)
Razem z katedrą na początku V wieku tuż obok wybudowano baptysterium, zwane dziś baptysterium Neona (Battistero Neoniano) na cześć biskupa Rawenny z V wieku albo baptysterium Ortodoksów, by odróżnić je od tego ariańskiego. Tutaj również miałam bilet na późniejszą godzinę (zakładałam jakoś, że spędzę więcej czasu w co niektórych atrakcjach), ale znów nie robiono mi problemów, jak chciałam wejść wcześniej :). Jak wiele innych budowli, baptysterium z zewnątrz wydaje się proste, ale po wejściu do środka można zbierać szczękę z podłogi ;). Zachowało się tutaj więcej zdobień niż w baptysterium Arian - nie tylko mozaika na kopule przedstawiająca chrzest w Jordanie, ale też bogate mozaiki na ścianach budynku. Wszystkie są datowane na V wiek, czasy biskupa Neona, od którego nazwę swoją przyjęło baptysterium. Sama chrzcielnica w centrum budowli jest nowsza, bo XVI-wieczna, tylko ambona w jej kącie jest wczesnochrześcijańska. Baptysterium Ortodoksów naprawdę robi wrażenie i chciałoby się tu siedzieć dłużej i podziwiać - niestety, było to też jedyne z biletowanych miejsc w Rawennie, gdzie obsługa poganiała odwiedzających, by szybko oglądali i wychodzili, a nie robili tłoku w niewielkim budynku...
Jako że nie miałam jeszcze dość mozaik, a skończyłam już z tymi najbardziej znanymi, postawiłam na inną ciekawostkę. Wewnątrz kościoła św. Eufemii - dość prostego i niewywierającego szczególnego wrażenia - znajdziemy niewielką kasę biletową i za 6 € możemy zejść po schodach pod ziemię... Tam znajduje się stanowisko archeologiczne Domus dei Tappeti di Pietra. W latach dziewięćdziesiątych minionego wieku archeolodzy odkryli ogromny kompleks mieszkalny sięgający VI wieku, a pod nim znajdowały się jeszcze starsze warstwy... Część rezydencji została udostępniona odwiedzającym i spacerując po specjalnie przygotowanych podestach, można z bliska obejrzeć świetnie zachowane mozaiki podłogowe. Co ciekawe, miejsce to wydaje się być dużo mniej znane niż inne atrakcje Rawenny, bo przez większość czasu byłam jedyną turystką w kompleksie...
W kościele św. Eufemii skończyłam swoją przygodę z mozaikami Rawenny, ale nie skończyłam jeszcze ze zwiedzaniem samego miasta. Teraz jednak postanowiłam się nieco oddalić od ścisłego centrum... Po raz ostatni przeszłam przez zatłoczone uliczki, mijając ładny budynek hali targowej Mercato Coperto, po czym znów odbiłam na wschód, by mieć potem bliżej na dworzec kolejowy. Ciekawiła mnie XV-wieczna twierdza wenecka - Rocca Brancaleone - pamiętająca czasy, gdy Wenecjanie kontrolowali Rawennę. Zachowały się mury, wieże i bramy, ale nie ma co liczyć na zwykłe zwiedzanie w stylu muzealnym czy spaceru po murach. Na dziedzińcu zamkowym urządzono ogólnodostępny ogród i tam można usiąść w cieniu drzew i przy dźwiękach wszechobecnych cykad przyglądać się fortyfikacjom :).
Ostatnim miejscem, jakie odwiedziłam w Rawennie, było słynne mauzoleum Teodoryka - położone nieco na uboczu, więc dociera tam zdecydowanie mniej ludzi. Wstęp kosztuje 6 € i najpierw można obejrzeć niewielką wystawę w klimatyzowanym muzeum (czy zostałam w środku dłużej tylko dla tej klimatyzacji...? Być może ;) ), poświęconą zarówno samemu Teodorykowi, jak i jego mauzoleum. A potem przechodzi się już do samego budynku, na który jednak dużo czasu nie potrzebujemy. Król Ostrogotów zmarł w 526 roku, a mauzoleum powstało na kilka lat wcześniej. Niestety, jego szczątki usunięto z budynku po tym, jak Rawennę podbiło Bizancjum i gdzie dziś spoczywa władca, nie wiadomo. Mauzoleum jest więc puste, tylko na piętrze znajdziemy część sarkofagu, w którym kiedyś złożono ciało króla. Do czego służyła dolna część budynku, do końca nie wiadomo - zakłada się, że mogła być przeznaczona dla rodziny królewskiej; dziś stoi kompletnie pusta. Jestem więc sobie w stanie wyobrazić, że jeśli do kogoś nie przemawia historia, to sam opustoszały budynek nie jest na tyle interesujący, by specjalnie tutaj podchodzić i jeszcze płacić za wstęp, nawet jeśli to tylko 6 € ;). Dla mnie było to dość ciekawe zakończenie przygody z Rawenną, choć nie zaprzeczę, że inne miejsca w mieście bardziej wpadły mi w oko... :)




0 Komentarze