Rzadko już mi się zdarza ostatnimi czasy zwiedzać coś nowego w Wiedniu, a po lokalnych muzeach to już w ogóle od wieków nie chodziłam. Jednak jednego miejsca byłam ciekawa - zaproponowałam je nawet rodzicom podczas ich ostatniej wizyty w Austrii, ale nie spotkało się ze szczególnym entuzjazmem z ich strony ;). Dlatego w końcu wybrałam się tam sama, korzystając z faktu, że z biletem rocznym Wiener Linien miałam kilka euro zniżki. Mythos Mozart położone jest w samym sercu Wiednia, dosłownie 3 minuty spacerem od katedry. Jest to stosunkowo nowe muzeum, które wystartowało w pandemii (z końcem 2022 roku), ja o nim usłyszałam nieco później, no i tak od tego czasu częściej lub rzadziej chodziło mi po głowie, by tu zajrzeć ;).
Nawet w sierpniowy weekend było tu dość pusto i spokojnie, więc myślę, że nie ma co się martwić rezerwacją biletów online z wyprzedzeniem. Wejścia odbywają się co 10 minut, a na całą wizytę przeznaczone jest ok. 50 minut (5 pomieszczeń, każde po niecałe 10 minut odmierzane materiałem wizualnym lub dźwiękowym). Do środka nie można wchodzić z plecakami, ale przy sklepiku muzealnym znajdziemy schowki na bagaż. Zatem kupiłam bilet zza zniżkowe 17,50€ (pełna cena dla osoby dorosłej wynosi 23€, a dla dziecka pomiędzy 6 a 18 r.ż. - 12€), zostawiłam bagaż w schowku i skierowałam się do wejścia. Do pory wyznaczonej na moim bilecie wciąż pozostały 2 minuty, więc przyglądałam się ruchomym obrazom na ścianach, a po chwili otworzyły się drzwi i mogłam wejść do pierwszego pomieszczenia.
Przygodę z Mozartem zaczynamy poniekąd od końca, bo pokój Requiem skupia się na ostatnich chwilach życia kompozytora. Ciemne pomieszczenie rozświetlają setki sztucznych świec, a na ścianach wyświetlają się momenty śmierci Mozarta i jego mszy pogrzebowej. Generalnie Mythos Mozart skupia się na dźwiękach (głównie muzyce, wiadomo), obrazach i gdzieniegdzie interaktywności. Jeśli spodziewacie się po tym miejscu, że zapoznacie się z całym życiem kompozytora, jakimiś ciekawostkami na jego temat... no, to nie o to tu chodzi ;). Chociaż przygotowano wirtualny przewodnik, który można ściągnąć sobie na telefon i czytać / słuchać odpowiednich fragmentów w poszczególnych pomieszczeniach. Tutaj, przy dźwiękach Requiem, możecie posłuchać opowieści o śmierci Mozarta przedstawionej w pierwszej osobie. Muszę przyznać, że to pomieszczenie, choć nieco straszne, to wywarło na mnie wrażenie.
Następnie przechodzi się do pomieszczenia nazwanego po prostu Wiedeń 1791. Tutaj na ścianach dookoła odwiedzających wyświetlane są różne animacje - naprawdę świetnie to zrobiono i to chyba moja ulubiona część tego muzeum. Przy muzyce z Czarodziejskiego fletu, który swoją premierę miał właśnie w 1791 roku, możemy zobaczyć kadry z codziennego Wiednia z tamtych czasów. Wisienką na torcie animacji jest widok miasta z lotu ptaka, a dokładniej balonu, bo w 1791 roku pierwszy raz w Wiedniu wzbił się w górę balon z człowiekiem na pokładzie. Całość kończy ogień wokół Akropolu, by w końcu muzyka ucichła, a przed odwiedzającymi otworzyły się drzwi do kolejnego pomieszczenia.
A tutaj coś dla miłośników różnych instrumentów muzycznych ;). W pomieszczeniu World Music na wielkim ekranie możemy zobaczyć muzyków z całego świata, grających na przeróżnych instrumentach jeden utwór: Eine kleine Nachtmusik. Swoją drogą, wiecie, że Mozart - choć uwielbiał różne instrumenty, to nie znosił trąbek? ;) W pokoju rozstawiono też kilka stanowisk z dotykowymi ekranami, gdzie można było dodatkowo posłuchać dźwięków konkretnych instrumentów. Tutaj postałam trochę, słuchając muzyki, ale pełnych 10 minut nie wytrwałam, przeszłam dalej nieco szybciej ;). Na szczęście w Mythos Mozart nie jest tak, że trzeba w każdym pomieszczeniu siedzieć tyle, ile trwa pełen pokaz - wystarczy podejść do kolejnych drzwi, a one zawsze się otworzą przed czasem. Dlatego też szybciej weszłam do pomieszczenia Geniusz, które było dużo bardziej interaktywne. I na swój sposób ciekawsze. Mnóstwo oświetlonej na różne sposoby siatki, a wśród niej plansze, które można dotknąć dłonią, by aktywować więcej światełek i dźwięki z Czarodziejskiego fletu. Owszem, największa zabawa dla dzieci, ale i ja miałam tu sporo radości ;).
Wizytę w Mythos Mozart kończy się w pomieszczeniu Mozart Forever, gdzie na start uprzedzają, że ilość świateł i migoczących obrazów może wywoływać zawroty głowy, a osoby z epilepsją to już w ogóle powinny unikać tego pokoju... Z boku ustawiono nawet kanapę, jakby ktoś musiał usiąść. Przyznam, że dla mnie to była taka najnudniejsza część wystawy, no po prostu szybko zmieniające się obrazy, zdjęcia, nuty... Tu też nie widziałam potrzeby spędzenia pełnych 10 minut, więc w efekcie moja wizyta w Mythos Mozart zamknęła się może w 40-45 minutach. Płacić za to pełne 23€? Nie jestem przekonana, czy bym chciała ;). Owszem, uważam, że jest to ciekawie zrobione miejsce, urządzenie tego wszystkiego na pewno swoje kosztowało, jednak 5 pomieszczeń za tę cenę - no, jakoś nie dziwię się, że w środku tłumów nie było. Dla mnie, mieszkającej w Wiedniu na co dzień i mającej czas, by odkrywać różne miejsca w mieście, była to całkiem fajna ciekawostka. Ale mając tylko kilka dni na zwiedzanie austriackiej stolicy, nie wpisałabym Mythos Mozart na swoją listę must-see.


0 Komentarze