Advertisement

Main Ad

Warszawskie Muzeum PRL

Do Barcelony wylatujemy wszyscy razem z Warszawy, więc do stolicy przylatuję na spokojnie poprzedniego wieczoru. Mam wolny cały ranek, bo na tygodniu ludzie i tak pracują, więc nawet nie za bardzo jest jak kogoś na wspólne śniadanie wyciągnąć. Dlatego z braku laku otwieram ofertę przesłaną mi przez Booking ze zniżkami na poszczególne atrakcje Warszawy - w większości takie standardowe miejsca jak chociażby Pałac Kultury. Z całej listy zwracam jednak uwagę na punkt Muzeum życia w PRL, obok którego wielkimi literami wyświetliło mi się -40%. Stwierdziłam więc, że co mi tam - zaryzykuję z Bookingiem (a naprawdę traktowałam to jako ryzyko, bo w gruncie rzeczy nigdy nie rezerwowałam z nimi czegoś innego niż noclegi)... i proszę, już miałam plany na poranek przed wylotem ;).
Muzeum życia w PRL znajduje się przy Placu Konstytucji - swoją drogą tuż obok hotelu, w którym się zatrzymałam. W rezultacie miałam tyle czasu z rana, że nie tylko zdążyłam zjeść śniadanie, ale też pospacerować po okolicy - muzeum bowiem otwarte jest dopiero od 10. Na miejscu byłam też jako pierwsza, zaraz po otwarciu. Na szczęście bez problemu weszłam na bilet z Bookingu, ucinając sobie jeszcze na wstępie miłą pogawędkę z panią za ladą. Widząc jednak, że wchodzą kolejne osoby, weszłam już na wystawy, żeby choć chwilę pozwiedzać w spokoju.
Ledwo wchodzę na wystawę, już zdaję sobie sprawę, że jest to takie muzeum, w jakim jeszcze nie byłam. Owszem, jest tu trochę tablic informacyjnych - zarówno po polsku, jak i po angielsku, ale wydaje się, że to nie o informacje tu chodzi, ale o samą atmosferę. Znajdujemy się nagle wśród mnóstwa przedmiotów, które gościły w domach i w przestrzeni publicznej przez kilka dziesięcioleci. I choć PRL przeszedł do historii w roku mojego urodzenia, to przecież mnóstwo tych przedmiotów wciąż istnieje w moich wspomnieniach z dzieciństwa. Środek wystawy głównej to ściany z zaczepionymi na nich rzeczami podzielonymi na kategorie: słodycze, przybory szkolne, sprzęt grający, środki do prania, perfumy... Chodziłam między półkami, zastanawiając się, co z tego wygląda znajomo, a co jednak znikło z codzienności jeszcze przed moim narodzeniem ;).
W muzeum znajduje się też niewielka sala kinowa - z takimi starymi, niewygodnymi fotelami ;) - w której można obejrzeć filmy propagandowe z czasów PRL. Zobaczymy tu, jak budowano warszawską Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową (którą zresztą można podziwiać z okien muzeum) i obejrzymy jeden z klasyków Polskiej Kroniki Filmowej - Walkę ze stonką. Z kolei w dziale z kulturą leci filmik poświęcony legendarnemu już koncertowi The Rolling Stones z 1967 roku.
Poza główną wystawą mamy też kilka pomieszczeń odzwierciedlających wnętrza z drugiej połowy XX wieku. Znów można się tu cofnąć w czasie i zobaczyć, w jakich warunkach żyli Polacy, jak pracowali i podróżowali, w jakich warunkach jadali i leczyli się, w co bawiły się dzieci... Stoją tu butelki z nieśmiertelną oranżadą oraz lada sklepowa, w której wystawiono tylko ocet. Wszystko opatrzone tablicami informacyjnymi - chyba głównie dla obcokrajowców, którzy po muzeum rozglądają się z nieukrywanym zdziwieniem.
Muzeum życia w PRL jest otwarte codziennie od 10 do 18, poza piątkami, kiedy możemy odwiedzić je między 12 a 20. Bilet normalny kosztuje 18 zł, a ulgowy 12 zł. Wystawa nie jest duża i spokojnie wystarczy nam godzina na zwiedzenie całości - no chyba, że zechcemy przysiąść na dłuższą chwilę w kawiarence w środku. Muzeum to fajna lekcja żywej historii - niby nie tak dawnej, a jednak tak różnej od tego, jak Polska wygląda dzisiaj. I choćby tylko dlatego warto tu na tę godzinkę zajrzeć :).

Publikowanie komentarza

0 Komentarze