austria

Heindl i Muzeum Czekolady

07:04

Ledwo wchodzę do budynku, a ogarnia mnie uderzający zapach czekolady. Tak intensywny, że właściwie od razu ma się ochotę na coś słodkiego. Zostawiam kurtkę na wieszaku przy wejściu i podchodzę do kasy. Chwilę później z biletem w jednej dłoni i kawałkiem banana w czekoladzie w drugiej jestem gotowa na zwiedzanie jednego z fajniejszych muzeów tematycznych w Wiedniu. Muzeum Czekolady powstało we współpracy z producentem słodyczy Heindl i na tej marce się skupia.
Wizytę w SchokoMuseum zaczyna się od niewielkiej sali kinowej, gdzie (niestety, tylko po niemiecku) można obejrzeć krótki film o historii firmy Heindl. Następnie przechodzimy do samego muzeum - nie jest ono duże, to zaledwie cztery pomieszczenia, ale można się tu całkiem sporo dowiedzieć. Najpierw cofamy się do Azteków, którzy odkryli czekoladę - dowiadujemy się, że słowo to pochodzi z ich języka, xocoatl oznaczało napój pozyskiwany z ziaren kakaowca. Krok po kroku poznajemy cały proces wytwarzania czekolady, a w niewielkich gablotkach oglądamy poszczególne produkty - od samych owoców, przez ziarna, proszek i miazgę kakaową... Właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie widziałam owoców kakaowca!
W wielu punktach mamy możliwość degustacji - jak smakuje np. sama miazga kakaowa (dziwnie, a pozostawia po sobie posmak gorzkiej czekolady).  Można też podstawić łyżeczkę pod każdą z fontann czekoladowych - gorzka, mleczna, biała... Brakowało mi tylko wody do picia, bo szybko się zasłodziłam. Na początku irytowały mnie te wszechobecne łyżeczki jednorazowego użytku, ale potem wychwyciłam karteczkę, że to wszystko jest eco-friendly, biodegradowalne i w ogóle - mimo wszystko i tak wolałam nie brać co rusz nowej łyżeczki i całe muzeum obeszłam z jedną.
Obok małych fontann z kurkami do testowania stała też większa - niestety niedostępna ;). Obok niej informacja, że to największa czekoladowa fontanna w Austrii... W taj sali kończymy też dział pod tytułem historia i produkcja czekolady, a skupiamy się z kolei na samej firmie Heindl. Znów odrobina historii i trochę ciekawostek, jak chociażby fakt, że każde z dzieci założycieli firmy dostało na urodziny swoją własną bombonierkę - wszystkie te pralinki są do dziś w produkcji. Na tej wystawie możemy poznać nieco bliżej niektóre najbardziej znane słodycze, jak np. medaliony Sissi czy banany w czekoladzie, i dowiedzieć się, jak wygląda ich produkcja.
Zresztą, o produkcji możemy nie tylko poczytać - Muzeum Czekolady pozwala też zajrzeć do hali produkcyjnej Heindl, która mieści się w tym samym budynku, na pierwszym piętrze. Wchodzę więc po schodach, mijając wystawy z opakowań bombonierek, i staję przed drzwiami do hali. Rozstawiono tu kolejne próbki słodyczy do degustacji, a między nimi ekran telewizyjny, na którym można obejrzeć krótki filmik (po niemiecku) przybliżający, jak wygląda praca na hali.
Na samą halę wejść, oczywiście, nie można. Inaczej austriacki Sanepid zamknąłby ich w mgnieniu oka ;). Wzdłuż hali ciągnie się szklana ściana, pozwalająca zwiedzającym obserwować, co dzieje się w środku - w niektórych miejscach rozmieszczono tabliczki informujące, czym się zajmują dani pracownicy. Przyznam, że aż mi się głupio zrobiło, gdy stanęłam naprzeciwko taśmy, gdzie grupa ludzi układała czekoladki w bombonierkach, zamykała je, a potem - za pomocą maszyny - opakowywała w folię. Czasem któraś z osób podniosła głowę i znudzonym wzrokiem obrzuciła turystów, zanim wróciła do pracy. Szybko przeszłam dalej - stwierdziłam, że sama bym raczej nie chciała pracować pod okiem turystów z aparatami, więc i im nie chcę się zbytnio narzucać. Generalnie byłam bardzo zdziwiona, ile się tu robi ręcznie, myślałam, że te procesy są bardziej zautomatyzowane. Jednak muszę przyznać, że byłam tam w weekend, kiedy większość produkcji nie działa - w godzinach roboczych na tygodniu zapewne można zobaczyć tam nieco więcej.
A po niespełna godzinie - koniec zwiedzania. Całość jest na tyle nieduża, że nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy obeszłam już wszystko. Może trwałoby to dłużej z przewodnikiem - w soboty o 10, a we wtorki, środy i czwartki o 14 ma miejsce niemieckojęzyczna trasa. Na życzenie można też umówić przewodnika po angielsku, hiszpańsku, francusku i węgiersku. Zresztą po angielsku i węgiersku znajdziemy też opisy wszystkich wystaw w muzeum, co pomogło mi obejść się bez przewodnika :). Bilet normalny kosztuje 8€, ulgowy - 6€, za trasę z przewodnikiem trzeba dopłacić jeszcze 2€ od osoby. Ja skorzystałam z okazji, że muzeum znajduje się na liście darmowych atrakcji z kartą Dolnej Austrii. Ponadto warto zauważyć, że z biletem mamy też 10% zniżki na produkty ze sklepu Heindl znajdującego się naprzeciwko muzeum. Jakby komuś było jeszcze mało słodyczy... :)

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (60) belgia (1) chorwacja (14) cypr (6) czarnogóra (5) czechy (4) dania (1) ekwador (4) finlandia (7) francja (1) grecja (3) hiszpania (6) holandia (1) irlandia (3) islandia (4) kolumbia (21) kuba (3) litwa (2) luksemburg (1) łotwa (1) malta (2) monako (2) nepal (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (32) portugalia (1) rumunia (8) słowacja (3) słowenia (8) szwecja (221) tajlandia (6) ukraina (2) węgry (4) włochy (12) zea (4)

Instagram