Advertisement

Main Ad

Świąteczny Zagrzeb

Jeden z międzynarodowych rankingów umieścił w tym roku Zagrzeb na trzecim miejscu w kategorii Najlepsze jarmarki świąteczne na świecie, po Waszyngtonie i Birmingham. W innym rankingu Zagrzeb wygrywał trzy lata z rzędu dzięki swoim dekoracjom świątecznym, najpiękniejszym w Europie. Chciałam więc to wszystko zobaczyć, zwłaszcza, że zanim usłyszałam o tych rankingach, chorwacka stolica w ogóle nie kojarzyła mi się jako destynacja w okresie świątecznym. W grudniu ubiegłego roku byłam w Zagrzebiu służbowo, ale nie miałam w ogóle czasu, by zajrzeć do turystycznego centrum i przyjrzeć się dekoracjom. Obiecałam sobie jednak, że wrócę tam w tym roku - szczególnie, że miejscowa koleżanka od dawna mi powtarzała, że musimy się spotkać na wino. Do hasła wino dodałam sobie grzane, po czym zarezerwowałam Flixbusa na trasie Wiedeń-Zagrzeb. Około pięć godzin jazdy, niecałe 20€ za bilet i już miałam zaplanowany cały grudniowy weekend w chorwackiej stolicy :). 
Kilka stopni na plusie, niebieskie niebo - brzmi idealnie, bo na śnieg w Chorwacji nie liczyłam. Wieczorami temperatura spada do zera, więc akurat można sięgnąć po grzane wino na rozgrzewkę. Na odkrywanie świątecznego Zagrzebia miałam 1,5 dnia, bo w piątek dotarłam na tyle późno, że już nie wychodziłam z pokoju. Sobotę miałam całą dla siebie, bo z koleżanką umówiłam się dopiero na 18. Jako że kilka lat temu zwiedziłam w Zagrzebiu już wszystko, co chciałam, tym razem nastawiłam się naprawdę tylko na jarmarki i dekoracje świąteczne. Nie wchodziłam do muzeów ani kościołów, nie szukałam atrakcji turystycznych... no chyba, że było na nich napisane wielkimi literami Adwent w Zagrzebiu, bo pod takim hasłem chorwacka stolica zamienia się w wioskę bożonarodzeniową. Tak naprawdę mogłam spokojnie spędzić cały dzień na spacerze, zaglądając w coraz to inne zakamarki - w samą sobotę zeszłam ponad 20 kilometrów, a wciąż w niedzielę odkrywałam miejsca, do których nie trafiłam poprzedniego dnia.
Co mnie zachwyciło od samego początku, to wszechobecne dekoracje. W Wiedniu jest mnóstwo pięknych jarmarków, nad ulicami są lampki o najróżniejszych kształtach, ale to by było na tyle. Warszawa jest pełna świateł i dekoracji, ale gdzie te jarmarki na każdym rogu? Zagrzeb ma wszystko. I to w takich ilościach, że aż ciężko w to uwierzyć. Na każdym większym placu ustawiono jarmark bożonarodzeniowy. Nad głównymi ulicami lśnią lampki świąteczne. A poza tym w każdym zakamarku dodano inne drobiazgi - choinki, bombki, dziadki do orzechów (to chyba główny świąteczny temat Adwentu w Zagrzebiu), gwiazdki... Większość restauracji wciąż ma wystawione na zewnątrz stoliki i często jeden z nich jest pięknie przystrojony, by robić sobie tam zdjęcia (czasem nawet znajdziemy gadżety jak w foto-budce, np. rogi renifera czy czapkę Mikołaja). Mnóstwo firm porobiło swoje stoiska fotograficzne, czyli świątecznie zdobione miejsca z logo firmy, gdzie turyści mogą sobie robić zdjęcia. I to nie są pojedyncze przypadki - Zagrzeb jest pełen takich miejsc.
Wynajęłam pokój przy ulicy Mesnička, w samym centrum Zagrzebia. Przy tej samej ulicy znajduje się główne wejście do tunelu Grič - w sezonie zimowym to w sumie jedyne wejście, bo pozostałe są zamknięte, zaś wyjście jest od ulicy Radića. Tunel zbudowano podczas drugiej wojny światowej jako schron i bezpieczny sposób przemieszczania się pod miastem. W ramach Adwentu w Zagrzebiu część tunelu jest pięknie przystrojona i delikatnie oświetlona na niebiesko. Zwiedzających otaczają posypane sztucznym śniegiem choinki, dziadki do orzechów, bałwany czy mikołaje. Jednak jeśli chcecie tam zajrzeć, polecam to zrobić na tygodniu, a w weekend jedynie wcześnie rano. W sobotę byłam w tunelu koło południa i już w środku ustawiała się kolejka, bo do części świątecznej wpuszcza się tylko określoną liczbę osób. O zrobieniu sobie zdjęć bez tłumu dookoła mogłam tylko pomarzyć. Gdy przechodziłam koło wejścia do tunelu wieczorem, mnóstwo ludzi czekało i na dworze... Uroki darmowego wstępu. Dlatego też zajrzałam i w niedzielę, jak tylko otworzono (o godzinie 9) i w końcu mogłam na spokojnie przejść się tunelem, bez mijających mnie z wrzaskiem dzieciaków.
Skoro już jestem w tej okolicy, wchodzę i na Górne Miasto (dzielnica Gradec), czyli popularne wzgórze widokowe w Zagrzebiu. Jego centrum stanowi słynny kościół św. Marka z charakterystycznym wzorem na dachu. Przy kościele wyjątkowo nie ma jarmarku, postawiono tu za to choinkę i kolejne ludziki - dziadki do orzechów. Zobaczywszy tłumy odwiedzające te miejsca za dnia i wieczorem, zdecydowałam o powrocie na wzgórze w niedzielny poranek - po prostu, by zrobić zdjęcia bez wchodzących w kadr turystów. Zadziwiające, jak spokojny i pusty jest Zagrzeb w niedzielę o 8 rano... :)
Za to cała wioska świąteczna jest położona o rzut beretem od kościoła - to punkty zwane Strossmartre oraz galeria Klovićevi Dvori. Wystarczy skierować się na punkt widokowy na wzgórzu, z którego możemy zobaczyć cały Zagrzeb. To takie miejsce, gdzie pomyślałam, że ktoś w chorwackiej stolicy ma naprawdę pomysł na to, jak urządzić dekoracje świąteczne. Znajdziemy tu mnóstwo fajnych miejscówek, by zrobić sobie zdjęcie z Zagrzebiem w tle, a co ciekawsze punkty widokowe specjalnie ozdobiono świątecznie. Postawiono też platformy (oczywiście z logo różnych firm), żeby jeszcze lepiej ustawić się do zdjęcia. Do takich okien i ramek ustawiały się kolejki chętnych, a hashtag AdventInZagreb na instagramie pełen jest zdjęć z tych punktów widokowych. Niby prosta rzecz, a przyciągała tłumy.
Naturalnie obok punktów widokowych znajduje się też jarmark bożonarodzeniowy - w końcu w przerwie między jednym a drugim selfie można się przecież napić wina ;). Choć może niekoniecznie w niedzielę o 8 rano... ale chorwackie jarmarki są otwarte do późnego wieczoru - w sobotę koleżanka mnie odwoziła około 23, a wciąż centrum miasta było pełne życia. Standardowa cena grzanego wina (0,2l) na jarmarku w Zagrzebiu to 14 kun (8 zł), do których jeszcze musimy dopłacić 2 kuny (1,15 zł) za kubeczek - niestety, jednorazowy, papierowy.
Na uboczu urządzono też niewielkie lodowisko, ze wszystkich stron otoczone pięknie przystrojonymi choinkami. Wokół rozbrzmiewa głośna muzyka - zdecydowanie pod turystów, bo nie usłyszymy tu chorwackich kolęd, ale Mariah Carey i Wham będą leciały w kółko ;) Do tego kolejne platformy do robienia sobie zdjęć wśród świątecznych dekoracji oraz - już chyba bez zaskoczenia - następne dziadki do orzechów... :)
Pozostając w temacie lodowisk - jeśli chcecie rozpędzić się nieco więcej, niż można to zrobić przy Klovićevi Dvori, polecam zajrzeć na Plac króla Tomisława (Trg kralja Tomislava). Położony tuż naprzeciwko głównego dworca kolejowego w Zagrzebiu w okresie zimowym zmienia się w ogromne lodowisko. Mimo weekendu nie było zbytnio zatłoczone i chętni mogli jeździć spokojnie (spróbujcie dla porównania wpaść w weekend na lodowisko pod wiedeńskim ratuszem...). Wstęp na taflę kosztuje 10 kun (5,70 zł) do godziny 16 i 15 kun (8,60 zł) w godzinach wieczornych.
Jeśli z placu króla Tomisława skierujemy się z powrotem do centrum miasta, miniemy dwa kolejne jarmarki - najpierw zatłoczony Fuliranje, a potem park Zrinjevac. W centralnej części parku ustawiono niewielką scenę dla kolędników i muzyków umilających wieczorami zwiedzanie jarmarku (muzyka może być baaardzo różnorodna - na innej scenie trafiłam na portugalski zespół grający latynoskie melodie ;) ). Wzdłuż alejek znajdziemy sporo straganów z chorwackim rękodziełem - to jest raczej miejsce na zakup pamiątek, a chętni na jedzenie i picie mogą zajrzeć właśnie na wcześniej wspomniane Fuliranje. Po zmroku cały park mieni się setkami światełek, które rozwieszono na drzewach i fontannie.
No i samo centrum Zagrzebia, czyli plac bana Jelačicia. Kolejny jarmark, kolejne choinki i dekoracje, następna scena koncertowa... Ale główny plac chorwackiej stolicy nawet na święta został tak zorganizowany, by dało się tu organizować wszelakie wydarzenia. Stoiska jarmarku i budki z jedzeniem są rozstawione po bokach placu, cała jego centralna część jest wolna, by zwiedzający mogli swobodnie przechodzić. W efekcie, choć na placu są zawsze tłumy, nie odczuwało się tego tak jak na innych jarmarkach, gdzie człowiek musiał przeciskać się między budkami.
Z głównego placu kursuje również tramwaj świąteczny - atrakcja bardziej dla dzieci niż dorosłych, choć tych drugich też niemało stało na przystanku. Przejażdżka kosztuje 25 kun (14,30 zł) i znów - zdecydowanie lepiej z tej atrakcji skorzystać za dnia, bo po zmroku chętnych jest zatrzęsienie. Mi wystarczyło spojrzenie na tramwaj z zewnątrz ;). A potem ostatni spacer po oświetlonych wieczorową porą uliczkach w oczekiwaniu na (spóźniającą się w chorwackim stylu) koleżankę.
W niedzielę pospacerowałam jeszcze po okolicach katedry, przed którą ustawiono kolejną choinkę.  Obok zbudowano też szopkę betlejemską - za dnia pustą, ale podobno od czasu do czasu wystawiane są tam jasełka dla dzieci. Niedaleko znajduje się plac Europejski - naturalnie znów z jarmarkiem, na którym wypatrzyłam piękne bombki. Od przeprowadzki do Austrii postanowiłam sobie dekorować moją choinkę bombkami kupionymi na jarmarkach podczas podróży, więc musiałam przywieźć i coś z Chorwacji :).
Zachwycił mnie świąteczny Zagrzeb. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam miasta tak wystrojonego, tak pełnego wszelakich dekoracji. Co więcej, ogromna większość z nich jest równie piękna za dnia co w nocy. Przyjeżdżając do Zagrzebia, nie trzeba czekać wieczora, aż zapalą się lampki - wręcz przeciwnie, mnóstwo figur i innych ozdób jest lepiej widoczna w świetle dnia. W efekcie w chorwackiej stolicy nie nudziłam się ani przez chwilę i ani na chwilę nie chowałam aparatu.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze