Bawaria kompletnie nie kojarzyła mi się z zabytkowymi kościołami. Góry, jeziora, wąwozy, a między tym wszystkim baśniowe zamki - tak, to była ta Bawaria w mojej głowie. A przecież mieszkając całe życie w Europie, powinnam się już dawno nauczyć, że zabytkowych świątyń to u nas dostatek - niezależnie od kraju. Kiedy więc zaczęłam się rozglądać za atrakcjami południowych Niemiec, jak zwykle spojrzałam na mapkę z obiektami z listy UNESCO i od razu rzucił mi się w oczy kościół. Robiący własne plany M. też wspomniał: znalazłem inny kościół w okolicy, który na pewno ci się spodoba. A potem krążąc między wybranymi już punktami, wynaleźliśmy kolejne dwie perełki... I jestem pewna, że to nie wszystko, co Bawaria ma do zaoferowania miłośnikom architektury sakralnej :). Ja dzisiaj Wam pokażę te cztery świątynie, które udało nam się odwiedzić - wszystkie okazały się naprawdę piękne.
KOŚCIÓŁ PIELGRZYMKOWY W WIES (Wieskirche)
Zacznijmy zatem od listy UNESCO :). Atrakcja na tyle popularna, że na stronie internetowej kościoła można znaleźć szczegółowe informacje odnośnie godzin otwarcia i nabożeństw - coś, czego mi często brakuje, gdy chcę wybrać się na zwiedzanie świątyni. Sam wstęp do kościoła jest bezpłatny, zapłacić za to trzeba za parking - 2 € (automat przyjmuje tylko monety!) za 2 godziny, wystarczy na zwiedzanie, a także i mszę, gdyby ktoś był zainteresowany. Po drodze z parkingu do kościoła znajdziemy toalety, kawiarnię i gasthof oraz sklepiki z pamiątkami - Bawaria wokół miejsca pielgrzymkowego oraz świątyni z listy UNESCO urządziła sobie biznes, ale osobiście mi to nie przeszkadza, bo trzeba się przecież czasem czegoś napić czy skorzystać z łazienki... ;)
W Wies wszystko zaczęło się od cudu - jak to często bywa w przypadku kościołów pielgrzymkowych. Ktoś podobno zobaczył, że drewniana figura Chrystusa płacze, plotki szybko rozniosły się dalej i coraz więcej ludzi zaczęło przyjeżdżać do miasteczka, sprawiając, że lokalna kaplica szybko przestała wystarczać. W połowie XVIII wieku podjęto więc decyzję o budowie kościoła z prawdziwego zdarzenia, a za projekt odpowiadał bawarski architekt Dominikus Zimmermann. Był on lokalnym mistrzem architektury w stylu rokoko, a do współpracy zaprosił swojego brata, Johanna, który z kolei był bardzo znanym w regionie malarzem. Obaj w zaledwie dekadę (1745-54) stworzyli wyjątkową świątynię, która już w 1983 roku trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa. UNESCO doceniło kościół pielgrzymkowy jako arcydzieło sztuki rokoko oraz wyjątkowe świadectwo tradycji kulturowych i religijnych.
Wystarczy wejść do owalnego budynku, a bogactwo zdobień natychmiast rzuci się w oczy. Prawdziwym dziełem sztuki są tu malowidła Johanna Zimmermanna - szczególnie idealna wręcz iluzja optyczna sprawiająca wrażenie wklęsłości na kompletnie płaskim sklepieniu. Każdy element wystroju wnętrza jest bogato zdobiony, choć część to także odpowiednio zrobione imitacje, chociażby marmurowe kolumny przy ołtarzu to naprawdę dobrze pomalowany gips. Wiele przedmiotów, jak np. organy, dodano w drugiej połowie XVIII wieku, już po oficjalnej konsekracji kościoła. Warto przyjrzeć się organom, ambonie, ołtarzowi, ale też balustradom i kolumnom - tu każdy element jest przemyślany i pięknie dopracowany.
KOŚCIÓŁ NARODZENIA NMP W ROTTENBUCH (Pfarrkirche Mariä Geburt)
To z kolei świątynia odkryta przez M. i bardzo się cieszę, że ją wypatrzył na mapce! Rottenbuch położony jest zaledwie 15 minut jazdy na południe od Schongau, gdzie nocowaliśmy, i nie wymagał nadkładania drogi przy okazji innych bawarskich planów. W miasteczku, zaledwie kilka minut spacerem od dawnego klasztoru, znajduje się spory, bezpłatny parking - zwiedzanie świątyni też jest, naturalnie, bezpłatne (tak jak i kolejnych kościołów z tego wpisu, więc może już odpuszczę sobie na przyszłość tę wzmiankę ;) ). Historia tego miejsca sięga jeszcze średniowiecza, klasztor Augustynów w Rottenbuch założono pod koniec XI wieku i istniał tu aż do 1803 roku, nie przetrwał jednak sekularyzacji Bawarii. Przetrwał na szczęście kościół klasztorny, pełniący od tej pory funkcję kościoła parafialnego, choć wiele jego skarbów wywieziono. Sama świątynia okazała się jednak na tyle znaczącym i pięknym zabytkiem (również sięgającym swoją historią średniowiecza, choć kilkukrotnie przebudowywaną), że postanowiono ją zachować.
Nie spodziewajcie się tu jednak średniowiecznych klimatów, bo ostatnie imponujące renowacje przeprowadzono w XVIII wieku, kilkadziesiąt lat przed zamknięciem klasztoru. Sama budowla to późny gotyk na pozostałościach romańskich, ale jej wnętrze to kolejny przykład bogactwa bawarskiego rokoka. I najpiękniejsze jest to, że byliśmy tutaj kompletnie sami, Rottenbuch jest położony na uboczu i zdecydowanie mniej popularny niż Wies :). Warto tu zwrócić uwagę na barokowy ołtarz, szczegółowo, odnowione zaledwie kilka lat temu organy, ambonę, no i na całą mnogość fresków, stiuków i rzeźb... Moim zdaniem pierwsze wrażenie kościół Narodzenia NMP wywiera nawet większe niż ten UNESCO, choć przy bliższym spojrzeniu każdy z nich jest zachwycający na swój własny sposób.
BAZYLIKA WNIEBOWZIĘCIA NMP W ETTAL (Basilika Mariä Himmelfahrt)
Klasztor w Ettal połączyliśmy ze zwiedzaniem położonego zaledwie 10 km dalej pałacu w Linderhof. Ettal to większe miasteczko w okolicy, choć leżące w cieniu pobliskiego Garmisch-Partenkirchen - słynie głównie z zabytkowego klasztoru (założonego w 1330 roku) oraz produkowanego tu piwa o tej samej nazwie. Bardzo dobrego, polecam spróbować, jak się trafi okazja :). Parę kroków od klasztoru znajduje się parking - jeśli dobrze pamiętam, to również kosztował coś koło 2 €. Jako że gdy tu przyjechaliśmy, w kościele kończyła się jakaś uroczystość i powoli wychodziła z niego cała grupa Niemców w ludowych strojach, to najpierw na spokojnie obeszliśmy tereny klasztorne, by do kościoła zajrzeć dopiero, gdy ten opustoszeje. A spacer sam w sobie był przyjemnością, bo Ettal otaczają Alpy, wszystko tonęło w jesiennych kolorach, no i zaskakująco dopisywała pogoda... ;)
Z zewnątrz bazylika Wniebowzięcia NMP wydaje się monumentalna, a wrażenie to potęguje jej połączenie z sąsiednimi budynkami klasztornymi. Świątynia to barokowa perełka, efekt prac z połowy XVIII wieku, bo stary kościół nie przetrwał pożaru z 1744 roku. Przetrwała jednak cudowna, marmurowa figurka z XIV wieku przedstawiająca Maryję z małym Jezusem, która przyciągała pielgrzymów do Ettal już od początku istnienia klasztoru - obecnie figurka stoi na honorowym miejscu ołtarza głównego, ukończonego w 1790 roku. To w tej bazylice wypatrzyłam też piękne freski pod kopułą, autorstwa tyrolskiego malarza Johanna Jakoba Zeillera, które - wraz z żyrandolem - stanowią główne zdjęcie otwierające ten wpis ;).
Bazylika mniejsza w Ettal (status ten nadał kościołowi Benedykt XV w 1920 roku) to naprawdę piękna barokowa budowla, ale nie zachwyciła mnie tak jak dwa wcześniej odwiedzone kościoły - jakby nie patrzeć, trochę pięknego baroku się już w życiu naoglądałam ;). W Ettal zwróćcie jednak uwagę (poza wspomnianymi już elementami wystroju wnętrza) na organy z 1763 roku i złocone dekoracje po bokach ołtarza głównego. Podobno ciekawa jest też zakrystia, ale tam akurat nie udało nam się zajrzeć. Dla mnie najbardziej warte uwagi było sklepienie pod kopułą oraz sama monumentalna architektura klasztoru plus jego piękne położenie. I tak przy okazji, w przeciwieństwo do tego w Rottenbuch, klasztor w Ettal stanął na nogi po sekularyzacji z 1803 roku i od początku XX wieku znów jest siedzibą Benedyktynów.
KOŚCIÓŁ ŚW. JANA CHRZCICIELA W STEINGADEN (St. Johannes Baptist Kirche)
Tego miejsca nie mieliśmy w planach - w ogóle o nim nie słyszeliśmy. Jednak przez Steingaden przejeżdżaliśmy kilkukrotnie, kursując po Bawarii, a wieże kościelne górujące nad miasteczkiem za każdym razem przyciągały moją uwagę. Postanowiłam więc wygooglać ten kościół, a kiedy już to zrobiłam, to nie było innej opcji - musieliśmy się tu zatrzymać ;). Znaleźliśmy niewielki, darmowy parking w centrum miasteczka, obok nieczynnych (może tylko poza sezonem) toalet publicznych i drogą na skróty przez cmentarz dotarliśmy do kościoła. To - jak w poprzednich przypadkach, aż do sekularyzacji z 1803 roku - był kościół klasztorny Norbertanów, klasztoru założonego w połowie XII wieku. Większość budowli wyburzono w 1819 roku, świątynia jednak - służąca od tej pory nie klasztorowi, ale parafii - przetrwała. Budynek w stylu romańskim zbudowano pod koniec XII wieku, w drugiej połowie wieku XV przebudowano go w stylu gotyckim i dotrwał w nim do czasów wojny chłopskiej (1524-26). Odbudowany w stylu renesansowym nie przetrwał z kolei wojny trzydziestoletniej... Krótko mówiąc, Steingaden miało nieźle burzliwą historię ;). Obecny kościół zbudowano w drugiej połowie XVII wieku, a w kolejnym stuleciu stwierdzono, że i tutaj bardzo by pasowało wnętrze w stylu rokoko.
Kształt świątyni to wciąż dawna, romańska bazylika o niemałych wymiarach, bo liczy sobie 51 m długości, 21 m szerokości i 15 m wysokości. Przed wejściem do głównej części kościoła można zobaczyć renesansowe freski, przedstawiające m.in. założenie klasztorów w Rottenbuch i Weingarten. Za freski w samej świątyni odpowiadał bawarski malarz Johann Georg Bergmüller - malowidła na sklepieniu i po bokach kościoła świetnie się komponują z dekoracyjnymi stiukami. Bogato zdobiony ołtarz główny pochodzi z 1663 roku, a ołtarze boczne, ambona i konfesjonały powstały już w kolejnym stuleciu. Najnowsze, bo XX-wieczne, są organy, ale skryte za XVIII-wiecznym, barokowym prospektem. Spotkałam się w internecie z opiniami, że kościół św. Jana Chrzciciela bije na głowę ten w Wies - ja się z tym nie zgodzę, dla mnie Wies i Rottenbuch to największe bawarskie perełki (z tych, które miałam okazję zobaczyć, naturalnie). Niemniej jednak warto było odwiedzić i Steingaden, bo historii i prawdziwych dzieł sztuki tutaj nie brakuje.

0 Komentarze