Advertisement

Main Ad

Sremski Karlovci - miasto baroku, wina i traktatu pokojowego

Serbia Karłowice
Dobry pomysł na krótki postój w drodze z Belgradu do Nowego Sadu: barokowe miasteczko Sremski Karlovci, położone zaledwie 13 km od Nowego Sadu. Liczy sobie niespełna 8.000 mieszkańców, a na obejście jego zabytkowego centrum wystarczy niecała godzina. Trochę więcej potrzeba, jeśli chcecie podjechać jeszcze do kapliczki maryjnej (zwanej Kaplicą Pokoju) na obrzeżach, choć z tego, co czytam, to trzeba mieć trochę szczęścia, żeby była otwarta. Kapliczka pamięta jeszcze czasy, gdy Sremski Karlovci funkcjonował w języku polskim pod nazwą Karłowice i została wzniesiona w miejscu negocjacji pokojowych między Świętą Ligą a Imperium Osmańskim. Jakby nie patrzeć, o traktacie w Karłowicach z 1699 roku na historii nas uczono i ciekawie byłoby zobaczyć miejsce jego zawarcia ;). Jednak wycieczka, z którą zwiedzaliśmy Sremski Karlovci, skupiała się tylko na barokowym centrum, więc kapliczkę mogłam zobaczyć tylko na zdjęciach...
Sremski Karlovci sięga swoją historią średniowiecza, choć swoje najlepsze czasy miał w wieku XVIII, za panowania Habsburgów. Z czasem znaczenie miasteczka zaczęło słabnąć na rzecz rozwijającego się coraz szybciej pobliskiego Nowego Sadu. Wcześniej jednak uchodziło za kulturowe centrum życia serbskiego w monarchii habsburskiej, tu też miał swoją siedzibę serbski metropolita kościoła prawosławnego. Większość zabytkowego centrum pochodzi właśnie z tej epoki, a że dominuje tu bardziej zachodnioeuropejska architektura barokowa a nie lokalne klimaty... Cóż, trudno było tego uniknąć będąc częścią państwa Habsburgów. Zatrzymaliśmy się w pobliżu Pałacu Patriarchalnego, po czym skierowaliśmy się na główny plac miasta - Trg Branka Radičevića, jednego z największych serbskich poetów.
A tam gdzie główne place, są również kościoły - w Sremskim Karlovci znajdziemy nawet dwa, katolicki i prawosławny. Rzymskokatolicki kościół p.w. św. Trójcy z 1768 roku okazał się jednak zamknięty - według przewodniczki otwierają go zazwyczaj tylko na nabożeństwa. Poszczęściło nam się natomiast ze stojącą po sąsiedzku cerkwią św. Mikołaja. Świątynia pełni funkcję soboru katedralnego i została zbudowana w latach 1758-62. Jej kształty dużo bardziej przypominają mi katolickie, barokowe kościoły niż cerkiew, wystrój jest już jednak zdecydowanie prawosławny :). Największą uwagę przyciąga tu złocony ikonostas, uważany za jedno z najważniejszych dzieł serbskiego baroku.
Naprzeciwko soboru wznosi się fontanna Czterech Lwów, widoczna na pierwszym zdjęciu tego wpisu. A jeśli po wyjściu ze świątyni skręcimy w lewo, miniemy fontannę i przejdziemy przez ulicę, znajdziemy się naprzeciwko najważniejszej szkoły w Sremskim Karlovci. Założone w 1791 roku Gimnazjum Karłowickie to najstarsza szkoła średnia w Serbii, choć w obecnym budynku mieści się dopiero od 1891 roku. Jako że gimnazjum wciąż jest placówką edukacyjną, do środka nie można wchodzić - chętni mogą z wyprzedzeniem umówić się na trasę z przewodnikiem w wybranym terminie.
Tutaj powoli kończył się czas wolny, jaki dostaliśmy od przewodniczki na swobodne zwiedzanie miasteczka, a gdy grupa zebrała się z powrotem, wyruszyliśmy na kolejną atrakcję ;).
Sremski Karlovci i okolice, szczególnie zbocza Fruškiej Góry, słyną z produkcji wina. Grzechem więc byłby przyjazd do miasteczka bez spróbowania lokalnego specyfiku, powstającego z dużą domieszką ziół wina Bermet. Niestety, wycieczka nie obejmowała wizyty w winnicy, a jedynie sklep winiarski, gdzie w ramach degustacji (pojęcie nieco na wyrost w tym przypadku) dano nam spróbować białego i czerwonego Bermetu. Smakowo, niestety, nie moje klimaty ;). Usłyszeliśmy też legendę, że zasadzić winorośl w tej okolicy kazał sam cesarz Marek Aureliusz Probus, pochodzący z pobliskiego Sirmium (obecnie Sremska Mitrovica), na którego cześć jedno z lokalnych win nazwano nawet Probusem. 
Swoją drogą, Fruška Góra nazywana jest świętą górą Serbii i jeśli czas pozwoli, warto się choć na chwilę zatrzymać w okolicy. Gdy Imperium Osmańskie rosło w siłę, podbijając serbskie tereny, mnisi i zakonnicy uciekali na północ kraju, na zboczach tej góry zakładając ponad 30 klasztorów. Według Wikipedii, do dziś funkcjonuje ich aż 16, sprawiając, że cała ta okolica jest nie tylko świętym miejscem dla prawosławnych, ale też zabytkiem kulturowym. My podjechaliśmy pod najbardziej znany klasztor Krušedol, założony na początku XVI wieku. 
Za budowę klasztoru odpowiadał Maksym Brankowicz (arcybiskup wołoski, który potem został prawosławnym świętym) i to tu znajdowała się siedziba metropolity, zanim przeniesiono ją do Sremskiego Karlovci. Przez jakiś czas Krušedol był najbardziej liczebnym klasztorem na całej Fruškej Górze, stał się też miejscem pochówku członków rodziny Brankowicza oraz kilku przywódców serbskiego kościoła. Niestety, ten najważniejszy z okolicznych klasztorów nie zachował się do dziś w pierwotnym stanie - wojny z Turkami i potem II wojna światowa przyniosły poważne zniszczenia, ale klasztor zawsze odbudowywano i naprawiano.
Wnętrze samej cerkwi jest pięknie zdobione freskami, ale zdjęć nie mam, bo trwało nabożeństwo - dało się zajrzeć do środka zza ludzkich pleców, ale nie wypadało się pchać z aparatem... ;) Trochę czekaliśmy, licząc, że się wkrótce skończy - obeszliśmy teren klasztorny, wygłaskałam wszystkie garnące do ludzi koty... ale to była Niedziela Palmowa i nie zanosiło się na szybki koniec. Musiało mi więc wystarczyć to, co zobaczyłam ponad ludzkimi głowami, ale i dla tego widoku warto tu było przyjechać :).

Prześlij komentarz

0 Komentarze