Austria Mondsee
Niedzielne sierpniowe przedpołudnie, do tego długi weekend, bo święto 15 sierpnia wypadało akurat w piątek. Jedno z najpopularniejszych austriackich jezior. Można by spodziewać się tłumów wszędzie, gdzie tylko okiem sięgnąć, ale... jest jeszcze pogoda. A właściwie to można powiedzieć, że pogody nie ma, na pewno nie takiej na kąpiele, plażowanie czy inne aktywności. Chmury wisiały nisko, po porannym deszczu wciąż było czuć wilgoć w powietrzu, a termometr wskazywał ledwo kilkanaście stopni. I w każdej chwili znów mogło zacząć padać. Nasz plan na niedzielę zakładał wizytę w Eisriesenwelt, słynnej jaskini lodowej w Werfen, ale mieliśmy trochę czasu w pierwszej połowie dnia. Postawiłam więc na krótki postój w Mondsee, zaskakująco spokojnym i opustoszałym.
Samo zabytkowe centrum Mondsee nie jest duże, ale warto je odwiedzić, kierując się na bazylikę św. Michała Archanioła. Obok znajdują się budynki założonego jeszcze w VIII wieku klasztoru benedyktynów, zamkniętego w 1791 roku i od tej pory pełniącego różne funkcje. Obecnie w środku mieści się hotel oraz Muzeum Budownictwa Palowego i Klasztoru, które sobie jednak odpuściliśmy. Zabytkowe budynki w  Mondsee ładnie odnowiono i odmalowano na kolorowo, warto zwrócić tu uwagę na ratusz czy stary szpital, choć zadbano o to, by całe centrum tworzyło spójną, przyciągającą wzrok całość :).
Najważniejszym zabytkiem w mieście jest dawny kościół klasztorny p.w. św. Michała, znany powszechnie jako bazylika w Mondsee. Na szczęście los obszedł się z nim łaskawiej niż z samym klasztorem, choć pierwotna, zbudowana na początku XII wieku romańska świątynia też nie dotrwała do dnia dzisiejszego. Obecna konstrukcja to XV-wieczny gotyk, choć też kilkukrotnie przebudowywany i remontowany, zaś wystrój wnętrz oraz fasada to efekt barokowej renowacji. Bazylika przyciąga nie tylko fanów architektury sakralnej, ale też miłośników musicalu Sound of Music, bo tutaj kręcono filmowy ślub (sama nie oglądałam, ale to raczej nikogo nie dziwi ;) ).
Bazylika w Mondsee nie jest może najpiękniejszym kościołem, jaki widziałam w tej części Austrii, ma jednak elementy, na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Głównym artystą, odpowiedzialnym za barokowe dekoracje świątyni, był Meinrad Guggenbichler - to jemu bazylika zawdzięcza ołtarze boczne, ambonę czy prospekt organowy. Stworzony w pierwszej połowie XVII wieku ołtarz główny to dzieło pochodzącego z Innsbrucka Hansa Waldburgera. Ciekawostką są też widoczne w wielu miejscach płyty nagrobne, często z reliefami przedstawiającymi dawnych opatów klasztoru - wmontowane w ściany czy kolumny w widocznych miejscach. Jeśli lubicie barokową architekturę sakralną, warto zajrzeć do tej bazyliki :).
No i będąc w Mondsee trzeba koniecznie pospacerować nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. Jak na austriackie warunki Mondsee jest średniej wielkości jeziorem, liczy sobie 14,2 km2 powierzchni, a maksymalna głębokość sięga 66-68 m. I, co ciekawe, jest największym austriackim jeziorem, stanowiącym własność prywatną - obecnie należy do Anny Mathyl, za czym stoją różne zawirowania historyczne. Naturalnie wszystko zostało tak prawnie rozwiązane, by w jeziorze można było swobodnie się kąpać czy po nim pływać, choć - jak podaje internet - i tak ponad 80% brzegu jest w prywatnych rękach, więc z tymi miejscówkami do kąpieli to też nie ma tak łatwo... Cóż, biorąc pod uwagę pogodę, my i tak ograniczyliśmy się tylko do krótkiego spaceru po promenadzie nad wodą, z krótkim postojem na sesję zdjęciową na molo ;). I może przez tę pogodę Mondsee nie spodobało mi się tak bardzo jak pobliskie Wolfgangsee czy nieco bardziej oddalone Traunsee, raczej nie odczuwam potrzeby, by tam wrócić, ale mimo wszystko fajnie było na ten krótki postój się tu zatrzymać :).