Advertisement

Main Ad

Tyrolskie miasteczka: Hall i Rattenberg

Tyrol, Austria
Planując długi grudniowy weekend w Tyrolu z noclegiem w Innsbrucku, wiedziałam, że będę chciała się też zatrzymać gdzieś po drodze na jakieś krótkie zwiedzanie. Główne plany obejmowały i tak Krampusy w Seefeld, jarmarki w Innsbrucku, lodowiec w Hintertux i przedświąteczny Kufstein. Potrzebowaliśmy jednak pomysłów na krótkie - trwające godzinę, max. dwie - postoje, gdzie byłoby co zwiedzać, najlepiej przy ładnych widokach... A jakby się jeszcze do tego trafił jarmark świąteczny, to już w ogóle idealnie ;). Tak, mam pewne zaległości w pisaniu bloga, ale nikt nie broni pisać o jarmarkach bożonarodzeniowych w marcu, gdy już wielkanocne czają się za rogiem, prawda? ;)
Hall in Tirol to miasteczko położone niemal pod samym Innsbruckiem i chyba najczęściej wymieniane w artykułach polecających, co zobaczyć w okolicy. Niewymagające zboczenia z trasy, idealne na krótki spacer, a pięknie ośnieżone Alpy w tle robiły dodatkową robotę. W sobotnie popołudnie nie udało nam się znaleźć wolnego parkingu w centrum, ale bez problemu zatrzymaliśmy się po drugiej stronie rzeki Inn - tam wolnych miejsc parkingowych (i to niepłatnych) na szczęście nie brakowało. A potem wystarczyło tylko przejść drewnianym krytym mostem (Haller Innsteg) na drugi brzeg, potem tunelem pod torami kolejowymi i voilà! Centrum Hall in Tirol było tuż przed nami :).
Pierwsze wzmianki o miasteczku pochodzą z pierwszej połowy XIII wieku, a jego nazwa odnosi się do pobliskiej kopalni soli (hall to jedna z wersji słowa sól w dawnym języku celtyckim). W 1303 roku Hall in Tirol uzyskał prawa miejskie, a w 1477 roku przeniesiono tu tyrolską mennicę. Za panowania Habsburgów miasteczko miało spore znaczenie w regionie i niemało się wzbogaciło. A, co najważniejsze, przetrwało w bardzo dobrym stanie XX-wieczne wojny i dziś można tu zwiedzać największą świetnie zachowaną średniowieczną starówkę w całym Północnym Tyrolu :).
Mennica znajdowała się na terenie zamku Hasegg, którego wieżę na tle Alp możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu tego wpisu. Obecnie w środku znajduje się muzeum poświęcone mennicy, które sobie odpuściliśmy, zatrzymując się w Hall tylko na chwilę - choć kto wie, może kiedyś jeszcze o ten zamek zahaczę... ;) Wiele zabytkowych budowli znajdziemy również przy Górnym Placu (Oberer Stadtplatz) - w tym ratusz oraz górujący nad całością kościół św. Mikołaja, jedyny, który udało nam się zwiedzić w środku podczas wizyty w Hall.
Pfarrkirche St. Nikolaus to punkt obowiązkowy podczas wizyty w Hall in Tirol :). Pierwszy kościół w tym miejscu został zbudowany jeszcze pod koniec XIII wieku, ale wraz z rozrastaniem się miasteczka musiał być wielokrotnie rozbudowywany. Obecna gotycka konstrukcja to efekt XV-wiecznych prac, a piękne, barokowe wnętrze urządzono w drugiej połowie XVII wieku. Barokowa jest też wieża, bo wcześniejsza zawaliła się w wyniku trzęsienia ziemi z 1670 roku. Lubię takie gotycko-barokowe kombinacje, więc kościół św. Mikołaja w Hall in Tirol bardzo wpadł mi w oko.
W grudniu na Górnym Placu można też było odwiedzić jarmark bożonarodzeniowy, a to dla mnie - jak wiadomo - jedna z największych austriackich atrakcji zimowych ;). Hall in Tirol to na tyle popularne i turystyczne miasteczko, że jarmark odbywa się tu codziennie przez cały adwent, w weekendy startując już koło południa. Zatem udało się tu przyjechać w miarę wcześnie, a i tak zjeść coś na ciepło, wypić grzańca (jeśli dobrze pamiętam, to kosztował coś ok. 4 €) w niebieskim kubeczku, rozejrzeć się po stoiskach, a potem ruszyć w dalszą drogę.
W drodze powrotnej do Wiednia zatrzymaliśmy się w innym miasteczku - Rattenbergu. Leży ono ok. 50 km od Innsbrucka w kierunku Kufsteinu i gdy rozpoczęliśmy zwiedzanie, pożałowałam, że nie zrobiliśmy odwrotnie: Rattenberg w drodze do Tyrolu i Hall przy powrocie. Bo wracaliśmy we wtorek, a jarmark świąteczny w Rattenbergu okazał się działać tylko w weekendy. Zatem spacerowaliśmy po opustoszałym miasteczku, wśród całkowicie pozamykanych drewnianych bud i mogliśmy jedynie oglądać w internecie zdjęcia, jak klimatycznie wygląda tutejszy jarmark bożonarodzeniowy...
Rattenberg - podobnie jak Hall i sam Innsbruck - leży nad rzeką Inn i na taki spacer wzdłuż rzeki, z Alpami w tle, warto się tu wybrać. Jeśli wierzyć hasłom reklamowym, jest to najmniejsze miasto Austrii. Pierwsze wzmianki o miasteczku pochodzą z połowy XIII wieku, a z końcem XIV wieku uzyskało ono prawa miejskie. Broniony przez średniowieczną twierdzę na wzgórzu Rattenberg przez wieki kwitł jako ośrodek handlowy. Do dziś zachowało się tu wiele zabytkowych budynków sprawiających, że po starym mieście można całkiem długo błądzić z aparatem, mimo jego niewielkich rozmiarów... :) W Rattenbergu znajdziemy też miejscowe muzeum (Augustinermuseum), którego jednak odwiedzić nam się nie udało, bo czynne jest jedynie w sezonie letnim.
Spacerując po uliczkach Rattenbergu, nie da się nie zauważyć pięknych szklanych dekoracji zdobiących wejścia licznych sklepików z wyrobami szklanymi. To głównie z nich współcześnie słynie miasteczko, a najbardziej znanym producentem w regionie jest Kisslinger Kristallglas. Tutejszy boom na szklane wyroby rozpoczął się już w XIX wieku i w sumie nie powinien dziwić - w okolicy nie brakuje potrzebnych surowców oraz drewna do pieców, a przepływająca przez Rattenberg rzeka Inn ułatwiała handel. Ja na żadne zakupy się nie zdecydowałam, ale z przyjemnością przyglądałam się sklepowym wystawom, w ten spokojny dzień wydawało mi się, że jedynie sklepy ze szklanymi wyrobami są w miarę ożywionym miejscem na starym mieście ;).
Na szczęście otwarty był też miejscowy kościół parafialny p.w. św. Wirgiliusza z Salzburga. Jego historia jest dość podobna do tego z Hall in Tirol, więc nie będę się tu powtarzać - najważniejsze, że znów można tu zobaczyć gotycką budowlę z barokowym wnętrzem ;). Wystrój w Rattenbergu jest nieco prostszy, wciąż jednak warto zwrócić uwagę na bogato zdobiony ołtarz św. Anny oraz ambonę, ciekawostką jest też niewielka grota maryjna. Dużo nowsze, choć też całkiem ładne, są organy, bo te pochodzą już z końca XX wieku. 
Na zakończenie zwiedzania Rattenbergu chcieliśmy wejść jeszcze na wzgórze zamkowe, z którego rozciąga się też piękny widok na samo miasteczko i okolice. Jeśli spojrzeć na mapę to Burgruine Rattenberg znajdują się tuż nad parkingiem miejskim i miejscowym muzeum, no i faktycznie świetnie było je widać z parkingu... brakowało tylko drogi ;). A właściwie ta też była, ale zamknięta i okazało się, że jeśli chcemy podejść na wzgórze zamkowe, to musimy znów przejść przez całe stare miasto (nie to, że jest ono wybitnie duże, no ale...) i wejść na górę dróżką od drugiej strony. Nie wiem, czy to tak wygląda tylko w sezonie zimowym, ale najważniejsze, że udało się wejść na wzgórze, bo widok stamtąd faktycznie robił wrażenie.
A sam zamek, choć właściwie prawdziwsze jest określenie: ruiny zamkowe? Twierdza na wzgórzu powstała jeszcze w średniowieczu i przez wieki broniła znajdującego się u stóp miasta, przez jakiś czas także bawarsko-tyrolskiej granicy, pełniła również funkcję więzienia... Z końcem XVIII wieku zamek opuszczono i coraz szybciej popadał w ruinę, a do dziś niewiele z niego zostało - resztki murów, fundamenty budynków, choć jest nawet i wieża ;). Zdecydowanie bardziej warto tu wejść dla widoków niż dla samych ruin, ale wzgórze zamkowe to punkt obowiązkowy podczas wizyty w Rattenbergu.

Prześlij komentarz

0 Komentarze